Dziennik Gazeta Prawana logo

Lech Kaczyński rozpoczął kampanię

24 maja 2009, 11:16
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Piotr Zaremba
Piotr Zaremba/Inne
Prezydentura Lecha Kaczyńskiego jest zaangażowana nie tylko ideowo, ale i partyjnie. Nie jest to na świecie żaden wyjątek. Czym bardziej aktywna głowa państwa, wychodząca poza przecinanie wstęg na wystawach kwiatów, tym mocniej bywa utożsamiana z danym kierunkiem politycznym - pisze Piotr Zaremba

To oczywiste, że prezydentura Lecha Kaczyńskiego jest zaangażowana nie tylko ideowo, ale i partyjnie. Nie jest to na świecie żaden wyjątek. Modele prezydentur są różne. Czym bardziej aktywna głowa państwa, wychodząca poza przecinanie wstęg na wystawach kwiatów, tym mocniej bywa utożsamiana z konkretnym kierunkiem politycznym.

Oczywiście odpowiedzią są oskarżenia, które w ustach Stefana Niesiołowskiego brzmią brutalnie (nazwał prezydenckie orędzie „PiS-owskim bełkotem”). W tych zarzutach można dostrzec racjonalny pierwiastek, i to nawet dla samego zainteresowanego. Być może mocne zaangażowanie po stronie ugrupowania brata zawęża w wielu wypadkach jego naturalny elektorat. Ale czy w tym wypadku też? Bo akurat na to orędzie można spojrzeć inaczej. To prawda, Lech Kaczyński stał się głównym mówcą opozycji w eurowyborach, głośniejszym niż spot o Misiaku. Ale równocześnie zaczął wielką grę na własny rachunek.

Kilka dni temu komentując zapowiedź Jarosława Kaczyńskiego, że jego brat wystartuje, napisałem: ta kandydatura ma szanse w ciężkich czasach. I że próbuje skupić wokół siebie elektorat nie patriotyczny, nie narodowy (choć ten przy okazji także), ale socjalny. Od pracowników zagrożonych przedsiębiorstw po niektórych japiszonów, którzy będą nagle chcieli, aby to państwo pomagało im aspirować do klasy średniej. A ostrożna kuracja ministra Rostowskiego raczej takiego wsparcia nie przewiduje.

W 2005 roku obóz Kaczyńskiego musiał skrzykiwać koalicję wyborców socjalnych dosłownie w ostatniej chwili. Tym razem prezydent nie chce powtórzyć tego błędu. Przy okazji jest to zgodne z jego najgłębszymi przekonaniami.

Gdy rozpisać to, co mówił Kaczyński, na szczegóły, można tam znaleźć dwa wątki. Pierwszy – tezę, że rząd karmi społeczeństwo zbytnim optymizmem. Coś, co Donald Tusk próbował potem kontrować opowieściami typu: „Jak Polacy mają uwierzyć w samych siebie, skoro ich przywódcy nie wierzą?”.

Choć premier ma rację, że żadne dane zatajane nie są, prezydent może wskazywać na realne fakty. Rząd i PO odłożyły prace nad nowelizacją budżetu na po wyborach, choć to, że obecne dochody nie wystarczą, wie już każde dziecko. Powiedzmy uczciwie: zrobiłaby tak każda partia przy władzy. Ale też każda opozycja by to wykorzystała.

Drugim wątkiem orędzia Kaczyńskiego było sugerowanie własnych recept. Są to, upraszczając recepty PiS-owskie: zwiększenie budżetowego deficytu i próba nakręcania koniunktury. „Apeluję do rządu, aby nie kontynuował mechanizmu obniżania wydatków” – mówił prezydent. Ponieważ martwił się równocześnie, czy nie wzrosną podatki, opcja jest jednoznaczna: powiększanie długu. Recepta znana z wielu krajów, a odrzucana przez polski rząd. Odrzucona po raz kolejny – w sympatyczny i ogólnikowy sposób przez premiera, potem zaś w suchy i wojowniczy przez ministra finansów.

To oczywiście nie wyklucza bardziej szczegółowych pretensji do rządu: o umiejętność przewidywania wskaźników, wykorzystywanie unijnych środków, o pomocowe programy dla firm. Ale w zasadniczym sporze dopiero historia pokaże, kto lepiej zrozumiał naturę tego kryzysu. Podczas kryzysów poprzednich czasem efekty przynosiła recepta PiS-owska, a czasem platformerska (rzadko kiedy występowały zresztą w stanie czystym).

Uzasadnione, bo lepszej broni prezydent przeciw ekipie Platformy nie znajdzie. A ryzykowne, bo jeśli grobowe prognozy się nie potwierdzą, to trzpiotowate maksymy Donalda Tuska besztającego z sejmowej trybuny czarnowidzów znajdą potwierdzenie przy urnach.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj