Sprawa jest zamknięta. To już historia. Jestem w Sejmie i jestem z mojej pracy zadowolony.
Jest zupełnie inaczej niż w rządzie. Tu pracuje się cały czas „online”. Człowiek wychodzi z gabinetu i napotyka dziesiątki kamer, mikrofonów.
Jestem dziś szefem dużego klubu, który jest zapleczem rządu. Dziennikarze pytają o wszystko. Trzeba mieć pełną wiedzę, pełną gotowość, żeby rozmawiać, opisywać, bronić swojego zdania
, stanowiska partii i rządu. Przecież nie jestem pytany tylko o aktywność klubu, ale o wiele innych rzeczy. To dla mnie nowa i ciekawa sytuacja.
Tu - jak mówił premier - ma być linia frontu. I tak się dzieje.
To był dobry mecz. Zremisowaliśmy. Premierowi Węgier i jego najbliższym współpracownikom zależało, by zobaczyć boisko zbudowane w ramach programu „Orlik”. A ponieważ
premier Węgier też lubi grać w piłkę, więc zagraliśmy na „Orliku”. Z ekipą węgierską graliśmy już wcześniej wiele razy.
Tak.
Z pewnością relacje są inne, ale zarówno w polityce jak i na boisku bardzo dobrze się rozumiemy.
Chcielibyśmy być jak U2 (śmiech). Użyłem tego porównania w ubiegłym roku. Utkwiła mi w pamięci taka scena: koncert U2, każdy z muzyków przyjeżdża z innego miejsca, grają razem, a
następnie lecą oddzielnie na następny koncert. Tak opisałem wtedy nasze relacje w PO: spotykamy się, „gramy” i rozchodzimy się. Tak było pod koniec ubiegłego roku.
Wspólnie pracujemy nad projektem Platforma Obywatelska, wspólnie rozwiązujemy problemy, równolegle prowadzimy sprawy rządu, klubu i partii. Musimy być razem, żeby to wszystko się udało.
Kiedy gramy w piłkę, czy oglądamy mecze, to wtedy nie ma polityki.
Teraz jest marzec 2010.
Straszna z Pani pesymistka (śmiech). Życie toczy się dalej. Wszystko powoli wraca do normy. Lubimy wspólnie pracować, grać w piłkę, oglądać mecze.
W sierpniu ruszają z trasą koncertową po Europie. Teraz mają przerwę.
Czytaj dalej >>>
Staramy się spotykać często. Nie jest to proste ze względu na wiele obowiązków każdego z nas. Zawsze łatwiej jest spotkać się w tygodniu, gdy nie ma posiedzenia Sejmu. Wtedy ja nie mam takiej presji, by tu być i pilnować spraw klubowych. Ponieważ dzieje się dużo, chociażby dlatego, że mamy prawybory, jest sporo spraw, które musimy omawiać i w których podejmujemy decyzje.
Wyraziłem publicznie swoje opinie. W Platformie wolno to robić.
Polityka jest żywa. Jest w niej sporo emocji. Czasem mieliśmy różne zdania. Łatwiej jest wypracować wspólne stanowisko gdy jest się razem w rządzie i współpracuje się ze sobą bardzo
blisko. Nigdy nie mieliśmy z tym kłopotu, szczególnie jak była okazja żeby spokojnie o tym we dwójkę porozmawiać. Inaczej to wygląda gdy Donald Tusk jest w Kancelarii, a ja w Sejmie. Ta
odległość między Alejami Ujazdowskimi a Wiejską jest...
Owszem niewielka, ale jest. Często różnice między nami były niepotrzebnie eksponowane. Nawet to, że nie zagraliśmy kilka razy w piłkę było podnoszone do poziomu „wielkiego
wydarzenia”.
Dużo ze sobą rozmawiamy. Dzięki temu łatwiej jest budować wspólne spojrzenie na większość spraw.
W jakiej sprawie?
Rozumiem i szanuję tę decyzję. Dzięki jego decyzji mamy dzisiaj prawybory w PO. Ten pomysł, który udało się nam wykreować, jest bardzo ciekawy nie tylko dla PO, ale dla całej polskiej
polityki. To na pewno ją urozmaici.
Kilka tygodni przed konferencją. Długo się wahał. Ale w pewnym momencie ważna już była tylko kwestia tego, kiedy i jak to ogłosić. Ważne było, by opis tej decyzji był wiarygodny i żeby
przekonać Polaków, że jest to decyzja odpowiedzialna, przemyślana i bardzo pożyteczna dla Polski.
Proszę nie żartować, to był przypadek. Premier podjął decyzję, że ogłosi swoją decyzję na konferencji komentującej ogłoszenie danych GUS dotyczących sytuacji gospodarczej w Polsce. Z
tym było to związane, z niczym innym. Warto pamiętać, że przesłuchanie Drzewieckiego było przesunięte i przez to drugi termin przesłuchania nałożył się na wystąpienie premiera.
Do rozłamu na pewno nie. Pozycja Donalda Tuska w Platformie jest niepodważalna. Jego odejście niosłoby za sobą ryzyko wewnętrznych perturbacji, a przecież zaraz po wyborach prezydenckich
będą wybory parlamentarne. Obawialiśmy się też wewnętrznej walki o przywództwo w Platformie.
Obaj obawialiśmy się wewnętrznych konfliktów spowodowanych zawiedzionymi ambicjami różnych osób po odejściu Tuska do pałacu prezydenckiego. Dobrze, że te obawy są już nieaktualne.
Platforma musi być silna żeby wygrać wybory w 2011 roku, to jest najważniejsze. Platforma z Tuskiem na czele jest na pewno silniejsza.
Czytaj dalej >>>
Premier mówi do mnie Grzegorz (śmiech). Proszę nie żartować, nasze relacje nie miały nic wspólnego z decyzją o niekandydowaniu Tuska.
Tusk jest niekwestionowanym liderem Platformy. Mówiłem wielokrotnie, że nie ma jednej osoby, która mogłaby go zastąpić. Tusk wybrał takie rozwiązanie: nie kandyduję, pozostaję premierem,
dalej jestem szefem partii. A prezydentem jest ktoś inny. Podjął bardzo przemyślaną decyzję i dobrą dla Platformy. Dla niego Platforma jest bardzo ważna.
Tak, dlatego robimy wszystko, by było dobrze.
Ostatnio śmialiśmy się z niewykorzystanych sytuacji podczas meczu z premierem Węgier i jego ekipą.
Śmialiśmy się z siebie nawzajem.
(śmiech) Obaj je dobrze znieśliśmy.
Dużo i często żartujemy przy okazji robienia różnych rzeczy. Trzeba mieć do siebie dystans i umieć się uśmiechnąć. Dotyczy to tak samo premiera, jak i marszałka Sejmu, ministra czy szefa
klubu. Jeżeli nie mielibyśmy do siebie dystansu, to można byłoby oszaleć.
To taki zwrot, którym często się posługujemy. Wielokrotnie tak mówiliśmy w różnych sytuacjach. Uśmiechnąłem się, jak to usłyszałem.
Bardzo się cieszę, że ludzie nam dalej ufają, że udało się ich przekonać do pozostania przy Platformie. Myślę, że istotne było to, że nikt w tej sprawie nie złamał prawa. Taka jest
dzisiaj wiedza w tej sprawie. Dla mnie najważniejsze jest żeby z tej sytuacji wynikało coś pozytywnego. Pracujemy w Klubie nad propozycją regulującą zasady tworzenia prawa w Polsce, tak żeby
wszystko było jak najbardziej przejrzyste. Celem tych regulacji będzie doprowadzenie do maksymalnego ograniczenia pól dla nieetycznych zachowań.
„Afera” hazardowa to był bardzo poważny sygnał. Taki, który pamięta się przez lata. Do końca życia politycznego. Trzeba pilnować standardów i etyki w polityce oraz pamiętać, że nic nie jest dane raz na zawsze. Mam świadomość, że Platformie wolno mniej bo jest oceniania bardzo surowo przez opinię publiczną. Są wobec nas wielkie oczekiwania. Dlatego wyciągamy wnioski z tej sytuacji..
Najważniejsze żeby były jawne i przejrzyste. Każda władza deprawuje i musimy o tym w Platformie pamiętać. Dzisiaj cieszymy się dużym zaufaniem społecznym i musimy robić wszystko by nie
popełniać błędów, które mogą rozczarować naszych wyborców.
To bardzo emocjonalna wypowiedź, trudna do zrozumienia. Jego słowa wpisane w wydarzenia ostatnich miesięcy pokazują rozczarowanie człowieka, który poświęcił się dla życia publicznego i
ciężko zderzył się z rzeczywistością.
Czytaj dalej >>>
Owszem, ale trzeba pamiętać, że umarła mu mama. To na pewno wpłynęło na tak emocjonalną wypowiedź.
Mam nadzieję, że kiedy Drzewiecki wróci z urlopu, będzie mógł wszystko wytłumaczyć.
Wszyscy czekamy na końcowy raport komisji hazardowej. Dzisiaj nie mamy wiedzy, czy zrobił coś takiego, co kazałoby zatrzasnąć przed nim drzwi.
Dzisiaj nie.
Musimy poczekać na sprawozdanie komisji. Od tego sprawozdania będzie dużo zależało - także decyzje w sprawie Chlebowskiego. Na własną prośbę, zawiesił swoje członkostwo w PO, do czasu
zakończenia prac „komisji hazardowej”. Poczekajmy do końca kwietnia.
Wszystkie komisje śledcze porównujemy do tej pierwszej, która zajmowała się aferą Rywina. Komisje się zdegradowały. Jest ich za dużo i tak naprawdę to prokuratura powinna się zajmować
podobnymi kwestiami. Komisje śledcze powinny być powoływane w sytuacjach absolutnie wyjątkowych. Obrady komisji to głównie teatr polityczny, którego głównym celem jest walka opozycji z
rządem. Trudno więc oczekiwać istotnych efektów pracy takiej komisji.
Była ogromna presja i wydawało się, że jeżeli komisji nie będzie to przez bardzo długi czas będziemy słyszeć, że sprawa została zamieciona pod dywan, że PO chciała coś ukryć. Uważam,
że mimo kosztów, trudności i bezużytecznych wielogodzinnych przesłuchań dobrze, że ta komisja powstała. I nawet jeśli ta komisja niczego nie wyjaśni, to też jest to jakaś odpowiedź na
to, czy była afera hazardowa, czy jej nie było.
Wszyscy interesują się tym, kto będzie kandydatem Platformy. Media poświęcają temu codziennie bardzo wiele miejsca. Wywołuje to emocje. Ludzie chcą zapisać się do PO, by wziąć udział w
prawyborach. To sympatyczne. Ale najważniejsze, by zachować dobre relacje między kandydatami i żeby się nie pokłócić. Chodzi o to, by pokazać, że polityka może być normalna, że polega na
debacie a nie na rzucaniu się sobie do gardła.
Nie podoba mi się. Ale nie jest to na tyle obraźliwe, że dyskredytuje Sikorskiego jako kandydata. Choć się nie zgadzam z takimi wypowiedziami, to uważam, że odnajdują się w ramach normalnej
debaty.
Pokazują jego emocje, które są prawdziwe. To twardy język. Sikorski mówi to jako kandydat w prawyborach, a nie jako szef dyplomacji. Gdyby w swojej pracy z tej wypowiedzi zrobił mantrę, to
byłby problem. Ale tak nie jest.
Ten polityk, o którym pani mówi, robił tak przez cztery lata. Sikorski zrobił to raz. Jakoś to przeżyjemy.
To zależy od decyzji szefa rządu.
Czytaj dalej >>>
Uważam, że obaj mają ogromne szanse. Komorowski jest w Platformie od początku. Siłą rzeczy jest więc bardzo znany i popularny. Ale pamiętajmy, że w ostatnich latach zapisało się do PO
około 20 tys. członków. To nowi ludzie, którzy tworzą Platformę i zapewne będą otwarci zarówno na argumenty Sikorskiego jak i Komorowskiego. Nic nie jest przesądzone.
Oczywiście, że tak. Ogłoszenie wyników będzie początkiem kampanii. I wszyscy ludzie Platformy będą wspierać kandydata, który wygra.
Wszyscy będziemy wspierać Sikorskiego, jeśli wygra prawybory albo Komorowskiego, jeżeli to on wyjdzie zwycięsko z tego głosowania.
Nie mam takich planów. Odpowiada mi gabinet przewodniczącego klubu.
Sekretarza generalnego i skarbnika wskazuje przewodniczący partii. Umówiliśmy się, że utrzymamy status quo.
Obawiam się, że PiS sięgnie po haki i agresję. Z doświadczenia wiemy, że kampanie prezydenckie zawsze są ostre, szczególnie gdy bierze w nich udział PiS. Chciałbym jednak wierzyć, że tym
razem będzie trochę inaczej.
Już wcześniej pojawiały się takie sygnały głównie przed wyborami w 2007 roku. Będzie proces przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu. Giertych będzie musiał wykazać, że mówi prawdę. Tu
niczego nie da się zamieść pod dywan. Bo jeśli jest prawdą, że urzędujący premier szukał haków na opozycję, to mielibyśmy wtedy takie standardy jak na Białorusi. Mam nadzieję, że tak
nie było.
To wykluczone. Obie partie i programowo i ideowo są na dwóch różnych biegunach polityki.
Ale ile lat musiało upłynąć, by tak się stało. Dziś, w marcu 2010 roku nie ma możliwości, by współpracować z Giertychem czy LPR. Jeśli zaś chodzi o Cimoszewicza to chcieliśmy pokazać,
że Polska w sprawach polityki zagranicznej może czasami mówić jednym głosem, również z opozycją. Trzeba umieć wykorzystywać też ludzi, którym można ufać, zawierzyć ich umiejętnościom
i dawać im możliwość silniejszego funkcjonowania w życiu publicznym.
Bielecki ma wiedzę i doświadczenie polityczne, które warto wykorzystać. Bielecki dopiero co odszedł z banku, myślę, że za wcześnie by dzisiaj o tym mówić.
Zobaczymy. Na razie mamy prawybory, a później wybory prezydenckie. Tym się teraz zajmujemy.