Dlatego komisja rekomendowała wczoraj podwyżki w resorcie. Na razie w kuluarach MSZ można usłyszeć, że najlepszą na wyjazd placówką jest ambasada w Korei Północnej. Dlaczego? Bo jest tam tylko jeden klub dla dyplomatów i naprawdę nie ma na co wydawać pieniędzy...".
Młody zdolny po Akademii Dyplomatycznej może liczyć na 1200 złotych. Po zdaniu egzaminów na charge d’affairs - 1800. "Jeśli jest spoza Warszawy i wynajmuje choćby pokój, szybko traci zapał" - mówi DZIENNIKOWI jeden z młodych pracowników MSZ. Według jego oceny, 90 procent rozpoczynających pracę w dyplomacji kilka lat temu już odeszło.
Najwyższa półka to ambasador: może zarabiać około 3 tys. euro plus pobory krajowe. Ale to dotyczy około 80 osób. "Reszty nie stać często na lunch, a wiadomo, że dyplomacja to praca kuluarowa" - ocenia jeden z wyższych urzędników MSZ. Inny pracownik resortu opowiada o dyplomacie, który trzy lata chodził w jednych butach. "Był na placówce z żoną i dziećmi, w kraju UE i nie było go na nic stać" - mówi DZIENNIKOWI rozmówca. "A dyplomacja to styl, który kosztuje" - przypomina. Może dlatego modne stały się wyjazdy do Afryki czy krajów byłego ZSRR. Obowiązuje tam inny styl i inne ceny.