Dziennik Gazeta Prawana logo

Kaczyński: Miałem prawo czytać akta mafii

9 lipca 2008, 23:02
Ten tekst przeczytasz w 9 minut
Jarosław Kaczyński PO chce zrobić z Polski kraj trzeciego świata
Jarosław Kaczyński PO chce zrobić z Polski kraj trzeciego świata/Inne
Jarosław Kaczyński przekonuje, że miał prawo czytać udostępnione mu przez Zbigniewa Ziobrę akta mafii paliwowej. I tłumaczy, że próby ukarania za to Ziobry to polityczna nagonka. "Byłem osobą, która o pewnych sprawach powinna wiedzieć. Krótko mówiąc, oskarżenia wobec mnie i ministra Ziobry to nadużycie przypominające czasy PRL-u" - mówi w rozmowie z "Faktem" szef PiS.

Kiedy Baszniak składał zeznania, w Polsce zapowiadał się przełom. I to mu, jak sądzę, rozwiązało język. Ale zeznania jednego świadka to za mało, żeby skonstruować akt oskarżenia. Gdy doszliśmy do władzy, rozpoczęło się potężne kontruderzenie naszych przeciwników i atak medialny na nas. Wyśmiewano i dezawuowano podejrzenia, że ktoś z elity politycznej może być w ogóle w cokolwiek uwikłany. Dlaczego w takiej atmosferze świadek, który mógł coś na ten temat wiedzieć, miałby zeznawać? Niektórzy prokuratorzy stracili z tego samego powodu przekonanie, że powinni się bardzo angażować.

Proszę sobie przypomnieć historię Kongresu Liberalno-Demokratycznego, z którego wywodzą się liderzy PO. Oni na początku lat 90. głosili taką koncepcję budowy kapitalizmu, która najbardziej odpowiadała komunistycznej nomenklaturze. Związki z panem Kubiakiem też powinny zastanawiać. To w końcu człowiek wymieniony w raporcie o likwidacji WSI. W 2005 r. przyłączyli się do radykalnych koncepcji PiS, a potem nagle w trakcie kampanii wyborczej zmienili front. Potem byli na pierwszej linii ataku na nas. Wedle Tuska układy to była paranoja Kaczyńskich.

Atmosfera, o której mówiłem, była tworzona przez różne ośrodki. Ogromna była rola części mediów, a kierunek był jednoznaczny. Wszelkie oskarżenia pod adresem ludzi z góry to paranoja, bzdura, spiskowa teoria nadużycia władzy. Ktoś, kto w tym uczestniczył, musiał sobie zdawać sprawę ze skutków. Motywacje to inna sprawa, mogły być różne. Najgłupsi, być może wcale liczni, nic nie rozumieli.

A ja panu takiej prostej odpowiedzi nie dam. Powstał potężny front, oparty na różnych motywacjach, ale skutek był oczywisty. Walka z systemem nadużyć w Polsce została radykalnie utrudniona.

Zarzut brzmi, że prokurator, który referował mi sprawę i pokazywał akta, nie dostał takiego pisemnego polecenia. Tymczasem przepisy mówią, że prokurator, który uważa wydane mu polecenie za niezgodne z prawem, ma prawo zażądać go na piśmie. Co oznacza, że polecenia mogą być wydawane ustnie. W „Regulaminie wewnętrznego urzędowania powszechnych jednostek organizacyjnych prokuratury” w paragrafie 139 mowa o tym, że odmowa udostępnienia akt musi być wydana w formie zarządzenia i wymaga uzasadnienia, z czego a contrario wynika, że udostępnienie takiej formy nie wymaga.

Przepisy nie określają też, komu można akta pokazać. Mówią, że prokurator może je przedstawić każdemu, w czyim wypadku uzna to za celowe. Po 1989 roku kilkakrotnie politycy niepełniący żadnej funkcji poza poselską odgrywali w procesie rządzenia ważną rolę. Tak było i w moim przypadku, gdy premierem był Kazimierz Marcinkiewicz. Byłem osobą, która o pewnych sprawach powinna wiedzieć. Krótko mówiąc, ta sprawa (oskarżenia wobec mnie i ministra Ziobry) to nadużycie przypominające czasy PRL-u.

Do tego gabinetu przychodzili ludzie o bardzo znanych nazwiskach, także z lewicy, i opowiadali mi mniej więcej to samo, co można przeczytać w zeznaniach pana Baszniaka. Te opowieści się uzupełniały.

Proszę dobrze zrozumieć moje słowa, bo były już wiele razy fałszywie interpretowane: jeżeli tarcza nie zostanie zainstalowana w Polsce, to obiektywnie rzecz biorąc, niezależnie od motywacji rządu, będzie to działanie zgodne z interesem Rosji i sygnał, że rosyjskie racje wygrały, a Polska pozostaje w sferze, można to tak określić, częściowo sfinlandyzowanej.

To nas powinno skłaniać do przyjęcia tarczy, ale oczywiście nie na każdych warunkach. My pierwszej amerykańskiej propozycji nie zaakceptowaliśmy, tyle że nie robiliśmy wokół tego wielkiego szumu, tylko zaczęliśmy rokowania.

Chcę powiedzieć tylko tyle, że nie mamy zamiaru przeszkadzać rządowi w osiągnięciu sukcesu w tej sprawie. Jeśli go nie będzie, to będziemy oczywiście analizowali, dlaczego tak się stało.

Ja o tym spotkaniu w ogóle nie wiedziałem. Kancelaria Prezydenta działa autonomicznie własnym rytmem, a nagrywanie tego typu spotkań należy do standardu. A o pomyśle komisji śledczej słyszę po raz pierwszy właśnie teraz od państwa. Najwyraźniej coś mi umknęło.

Prawo europejskie mówi bardzo wyraźnie: przyjęcie tego typu dokumentu wymaga jednomyślności. Tej jednomyślności już nie ma, bo Irlandia traktat odrzuciła. Prezydent nie może uznać, że zasada jednomyślności w najważniejszych sprawach tu akurat nie obowiązuje. Teraz to dotyczy Irlandii, ale może też dotyczyć Polski. Dlatego póki nie ma dalszej irlandzkiej decyzji, nie ma powodu, żeby prezydent traktat podpisywał.

I to dokładnie powiedział Lech Kaczyński: że podpisze traktat, o ile zmieni się sytuacja. Gdyby podpisał dziś, godziłby w suwerenność Polski, radykalnie zmieniając warunki naszej obecności w Unii. Ponadto prezydent nie chce brać udziału w kampanii nacisków na Irlandię, a tym byłoby ratyfikowanie traktatu teraz. A jeśli ktoś chce wyrzucać Irlandię z Unii albo tworzyć Europę dwóch prędkości, to powinien pamiętać, że obecnie obowiązujące umowy takiej możliwości nie dają. Poza tym przypominam, że jest jeszcze jeden warunek podpisu prezydenta: ustawa kompetencyjna.

Nasz sprzeciw w poprzedniej kadencji wynikał z powodów moralnych. Wiedzieliśmy, że w papierach są wzmianki o pewnych prywatnych sprawach ludzi potem bardzo zasłużonych. Teraz mówiłem już publicznie, że gdyby Platforma wystąpiła z takim pomysłem, natychmiast się na to zgodzimy.

Tak. Po wyborach partia się nie posypała, nie dostała wewnętrznych drgawek, a w sondażach ma wyniki chwilami nawet lepsze niż październiku 2007 roku. No i nasz kandydat wygrał wybory uzupełniające do Senatu na Podkarpaciu, choć przewaga PO i PSL w sondażach sięgała 10 punktów. To daje dobre perspektywy na przyszłość.

Popełniają państwo błąd, odnosząc się do planu medialnego, a nie rzeczywistego. Gdyby obserwowali państwo naszą działalność, na pewno nie powiedzieliby państwo, że nasze działania są wyłącznie reaktywne. Odbywa się bardzo wiele spotkań i konferencji, podczas których dyskutujemy o nowych rozwiązaniach w wielu dziedzinach. Organizujemy kampanie skierowane do inteligencji, spółdzielców, młodzieży czy mieszkańców wsi. Mamy szczegółowy plan działania do końca roku.

A czy to nasza wina? Jeśli mamy prawie pół tysiąca pań z całego kraju na konferencji o kobietach, a nikt, łącznie z rzekomo PiS-owską telewizją publiczną, nie pokazuje z tego ani minuty, to co możemy zrobić? Nie jesteśmy w stanie przełamać wszystkich blokad. Zdaję sobie sprawę, że dzisiaj jesteśmy za słabi, żeby 40 razy powtórzyć kampanię na Podkarpaciu (tzn. poprowadzić ją w 40 okręgach wyborczych), ale jeśli wszystko będzie szło zgodnie z planem, to na jesieni przyszłego roku moglibyśmy już nawet zacząć myśleć o zwycięstwie w wyborach.

Proszę wybaczyć, ale o szczegółach naszej taktyki nie będę publicznie opowiadał. Natomiast istota sporu między nami a PO pozostaje ta sama. To spór między koncepcją Polski, w której oficjalnie promowana jest rola jednostki, ale w gruncie rzeczy sprowadza się to do przyznania wąskiej elicie ogromnej przewagi, a koncepcją Polski opartej oczywiście na gospodarce rynkowej, ale jednocześnie nieodmawiającej państwu prawa do interwencji tam, gdzie to jest konieczne dla przywrócenia zachwianej równowagi czy zwalczenia ewidentnie patologicznych nierówności.

W ten spór wpisuje się kolejny o to, czy wyrównywać szanse i poziomy rozwoju w różnych częściach kraju, czy stawiać tylko na wybrane rejony, i to te, które już teraz nieźle sobie radzą – na tym polega rządowa koncepcja metropolii. W ciągu najbliższych 12 lat powinniśmy mieć do dyspozycji na inwestycje około 800 miliardów złotych. Mowa o środkach europejskich, uzupełnionych naszymi własnymi. Gdyby podzielić je zgodnie z koncepcją Platformy, to Polska wyglądałaby jak kraje Trzeciego Świata albo Rosja, gdzie są pojedyncze bogate miasta i biedna prowincja. Tymczasem, gdy przyjrzeć się sytuacji na świecie, sukces osiągnęły te kraje, gdzie maszerowano w równym tempie.

To w dużej mierze kwestia ich przekonań. Proszę sobie przypomnieć historię tego środowiska: kilku młodych ludzi niezbyt chyba intelektualnie obytych, studiujących na niezbyt mocnym wydziale młodego uniwersytetu, nagle otrzymuje prostą, jasną i klarowną liberalną wizję świata, która wszystko im wyjaśnia i na dodatek świetnie się wpisuje w ich charaktery i osobowości. I ta wizja im zostaje do dziś.

*Jarosław Kaczyński, prezes PiS, były premier

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj