Już chyba nikt nie potrafi zrozumieć, co dzieje się teraz w Platformie. Szef partii mówi jedno, a nieformalny numer 2 w ugrupowaniu - drugie. Jan Rokita postanowił chyba rozstać się ze swoją partią i teraz konsekwentnie realizuje swój plan. Zaczął, wraz z kilkoma posłami, od poparcia dla kandydatury Ryszarda Terleckiego na prezydenta Krakowa. A jest on przecież przedstawicielem PiS!
Dzień później Donald Tusk, szef Platformy, zmył głowę Rokicie za ten wybryk. I nie krył, że to zachowanie zaszkodzi mu w objęciu funkcji szefa klubu parlamentarnego. A Rokita czeka na to już prawie rok. Dlatego najwyraźniej postawił wszystko na jedną kartę i idzie na pojedynek z Tuskiem. Bo w Szczecinie Rokita dziś wyraźnie podkreślił, że poparcie dla Terleckiego to stanowisko całej Platformy, a nie tylko jego solowa akcja.
A przecież Tusk właśnie indywidualizmem Rokity próbował tłumaczyć jego budzące zdumienie posunięcia. I to zdumienie jego partyjnych kolegów. Bo kandydat Platformy na prezydenta Krakowa, który odpadł w pierwszej turze, popiera rywala Terleckiego - Jacka Majchrowskiego. Czy ktoś wie, o co chodzi w Platformie?