Minister nawet nie zastanowił się, jak to będzie wyglądało. Bo chyba go to po prostu nie obchodzi, skoro bezczelnie tłumaczy, że Sylwia Wiśniowska dostała u niego pracę, bo... wolno mu było ją zatrudnić. O tej sprawie napisał dziś DZIENNIK.
Rodzinne koneksje to dla pana ministra zapewne nieznane pojęcie. Bo kiedy reporterzy próbowali go przycisnąć, wściekł się i zamknął im przed nosem drzwi swojego gabinetu.
Wcześniej próbował mętnie wyjaśniać, że minister ma prawo zatrudniać osoby, do których ma zaufanie. I wyliczał zalety córki pani wicemarszałek Sejmu. Ma wyższe wykształcenie i zna języki. I oczywiście - jak podkreślał Aumiller - nie ma żadnego znaczenia to, kim jest mama jego nowej szefowej sekretariatu.
Szef "Samoobrony" Andrzej Lepper też nie widzi nic złego w zatrudnieniu w ministerstwie córki swojej koleżanki. Uważa, że doskonale nadaje się ona na dyrektora. Sama wicemarszałek Sejmu też zapewnia, że nie załatwiała córce pracy. I twierdzi, że Sylwia ma doświadczenie na kierowniczych stanowiskach. Niestety, nie chciała powiedzieć gdzie...
DZIENNIK próbował sprawdzić, co reprezentuje sobą Sylwia Wiśniowska. Zapytał ją o kwalifikacje zawodowe. Zmieszała się, zaczęła się jąkać i odesłała dziennikarzy do... rzecznika prasowego. Ten nawet nie wiedział, o kogo chodzi.