Politycy partii Leppera pewnie nawet w najśmielszych snach nie podejrzewali, że będą znani na całym świecie. Ale powody tej sławy raczej chluby im nie przynoszą. To, że europejska prasa będzie śledzić seksaferę, można było przewidzieć. Ale kto się spodziewał, że o Lepperze pisać będą gazety, takie jak "Borneo Bulletin", "Shanghai Daily", czy "Jamajca Gleaner"?
A tu proszę bardzo. To, co dzieje się w Polsce, śledzi cały świat. Dziennikarze skupiają się głównie na politycznych konsekwencjach skandalu. Wybijają na czołówki zapowiedź premiera Kaczyńskiego, że jeśli zarzuty wobec Leppera się potwierdzą, to nie ma on czego szukać w rządzie.
W prawdziwym kłopocie są czytelnicy tych gazet. Bo na nazwisku Łyżwiński można sobie połamać język, jeśli nie jest się Polakiem. Z nazwiskiem Lepper jest mniej kłopotów. I pewnie dlatego ono zostanie lepiej zapamiętane na świecie.