Aneta Krawczyk nie chciała rozmawiać z dziennikarzami. Twarz przerażonego dziecka zakryła kapturem kurtki. Ochrona pomogła jej przecisnąć się przez tłum dziennikarzy i wejść do
instytutu. "Jestem spokojna o wynik badania" - powiedziała po wyjściu. I znów odmówiła komentowania swoich zarzutów wobec posła Łyżwińskiego.
Prawie identyczne zdanie powiedział po badaniu także Łyżwiński. "Jestem spokojny o wynik badania" - oświadczył i także odmówił komentarzy. Zbył dziennikarzy kilkoma
ogólnikami i poprosił, by poczekali do poniedziałku - wtedy mają być znane wyniki. Dodał, że przy badaniu był obecny prokurator.
Badania DNA pozwalają ze stuprocentową dokładnością wykluczyć ojcostwo i w 99,99 procentach je potwierdzić.
O badania prosiła prokuratura. Jak mówi prokurator krajowy Janusz Kaczmarek, wyniki testów DNA nie są najważniejsze dla całego śledztwa, ale sprawdzą wiarygodność Anety Krawczyk. Tej,
która oskarża Andrzeja Leppera i Stanisława Łyżwińskiego o zmuszanie jej do seksu w zamian za pracę.
Krawczyk twierdzi, że ojcem jej najmłodszego dziecka jest Łyżwiński. Poseł kategorycznie temu zaprzecza. Testy genetyczne wykażą, kto tu kłamie. Ale śledztwo toczyć się będzie dalej, niezależnie od wyników badania. Kaczmarek zastrzega jednak, że na razie nikomu nie można postawić zarzutów. Łódzka prokuratura sprawdza po prostu, czy doszło do przestępstwa.
Część świadków potwierdza zarzuty Anety Krawczyk. Ale część podważa jej wiarygodność, a jeszcze inni przedstawiają te wydarzenia w zupełnie innym świetle. Prokuratura czeka na opinię biegłych, którzy sprawdzają, czy z karty szpitalnej Krawczyk można wyczytać, że asystent Łyżwińskiego podał jej oksytocynę. To hormon, który w dużej dawce może wywołać poronienie. Mówiła o tym sama Krawczyk.
Prokurator krajowy nie chce powiedzieć, czy materiały prokuratury mogą obalić rząd. Przyznaje jednak, że jest w stałym kontakcie z premierem Kaczyńskim. "Ale to do szefa rządu należy ocena wagi tego materiału" - zastrzega Kaczmarek.