Jak dowiedział się dziennik.pl, wniosek o uchylenie immunitetu prokuratura skieruje do Sejmu po nowym roku. Byłemu członkowi Samoobrony mogą zostać postawione zarzuty gwałtu, zmuszania do seksu za pracę i wykorzystywania swojej pozycji do molestowania seksualnego.
A to oznacza koniec Łyżwińskiego, i to nie tylko polityczny. Nie jest już członkiem Samoobrony, bo wyrzucił go Andrzej Lepper. Ale oprócz utraty miejsca przy liderze Samoobrony może go też czekać więzienie. Za gwałt - od dwóch do dwunastu lat więzienia.
O wymuszanie seksu w zamian za pracę oskarżyła Łyżwińskiego Aneta Krawczyk - była działaczka Samoobrony. To samo zarzucała Andrzejowi Lepperowi. Twierdziła też, że Łyżwiński jest ojcem jej dziecka. Jednak badanie DNA wykluczyło taką możliwość.
Lepper wysłał do mediów oświadczenie, w którym podkreśla, że ma do działań prokuratury pełne zaufanie. Dodaje, że do czasu zakończenia śledztwa ani on, ani nikt z Samoobrony nie będzie komentował sprawy.
Jednocześnie Lepper podtrzymuje swą teorię, że seksafera to prowokacja, której celem było doprowadzenie do kryzysu w koalicji.