O podejrzeniach wobec arcybiskupa wiedziano jeszcze przed publikacjami prasowymi. Sprawę miała zbadać specjalna komórka episkopatu i zajmowała się nią przez dwa miesiące. Podobno nie znalazła niczego, co mogłoby zdyskwalifikować hierarchę - mówi DZIENNIKOWI watykanista Andrea Tornielli.
JAKUB KUMOCH: Jak poważnie Watykan traktuje sprawę arcybiskupa Wielgusa?
ANDREA TORNIELLI: Wyjątkowo poważnie. Polska jest najbardziej katolickim krajem Europy Środkowo-Wschodniej, a tak duże oskarżenia wobec biskupa kierującego najważniejszą diecezją są oczywiście ciosem dla całego Kościoła, nie tylko w Polsce.
Czy gdyby arcybiskup istotnie okazał się winny, grozi mu odwołanie?
Nie sądzę. Przypomnę, że jeszcze 21 grudnia Stolica Apostolska wydała oświadczenie, w którym stwierdzono, że papież zna jego sprawę i że arcybiskup Wielgus cieszy się jego pełnym zaufaniem.
To było 21 grudnia. Dziś mamy 4 stycznia. Użycie wzmianki o "zaufaniu" papieża wskazuje na to, że Watykan mógł sporo wiedzieć o kontaktach Wielgusa z SB i że mimo to postanowił utrzymać jego nominację. Wielu polskim katolikom trudno byłoby to zrozumieć.
Nie znamy szeregu faktów, przede wszystkim najważniejszego - czy o swoich kontaktach z bezpieką ksiądz Wielgus informował przełożonych. Watykan dysponuje znacznie większą wiedzą niż my. Niewykluczone, że jego donosy - o ile w ogóle były, bo bez dokumentów nie będę ferował wyroków - wcale nie przynosiły Kościołowi szkody, albo że przyznał się przed przełożonymi do współpracy i uzyskał przebaczenie, niewykluczone wreszcie, że dowody w tej sprawie uznano za mało przekonujące.
Czy Kościół naprawdę przejął się tymi oskarżeniami?
Przejął się, i to bardzo. Najlepszy dowód to fakt, że o nominacji Wielgusa poinformowano we wrześniu, a ingres ma nastąpić dopiero po paru miesiącach. Z moich informacji wynika, że o podejrzeniach wobec arcybiskupa wiedziano jeszcze przed publikacjami prasowymi. Sprawę miała zbadać specjalna komórka episkopatu i zajmowała się nią przez dwa miesiące. Podobno nie znalazła niczego, co mogłoby zdyskwalifikować hierarchę.
Episkopat nie znalazł, a dziennikarze znaleźli?
O ile znam sprawę, to prasa dotarła do mikrofilmów, podczas gdy kościelni lustratorzy szukali w dokumentach.
Jaka będzie reakcja papieża, jeżeli okaże się, że mylił się w ocenie arcybiskupa?
Jeszcze raz mówię, nie sądzę, żeby papież odwołał swoją decyzję. Gdyby arcybiskup istotnie był winny, możemy się spodziewać co najwyżej nacisków, by sam zrezygnował. Jeżeli chodzi o jakąkolwiek formalną decyzję Benedykta XVI, to pamiętajmy, że tego typu sprawy nie są rozwiązywane z dnia na dzień. Dziś mamy w Polsce poważną publikację oskarżającą Wielgusa, ona zostanie przetłumaczona, dostarczona do Watykanu, ten z kolei może zażądać wyjaśnień. To potrwa wiele tygodni.
Jakie mogą być konsekwencje sprawy Wielgusa dla całego Kościoła?
Jeżeli okaże się winny, to bardzo złe. Kościół jest święty, ale ludzie, którzy do niego należą, są grzesznikami. Pamiętamy sprawy skandali seksualnych w Ameryce czy Kościoła w Argentynie, który długo musiał przepraszać za przymykanie oczu na zbrodnie junty wojskowej. Pozostawiły one ślad na całym Kościele, a nie tylko na lokalnych wspólnotach. W Polsce Kościół w czasach komunizmu spełnił olbrzymią rolę – zarówno duchowni, jak i wierni. Był po właściwej stronie i był ogniskiem sprzeciwu wobec totalitaryzmu. Sprawy lustracyjne zakłócają ten obraz. Kościół jest Kościołem powszechnym i jego rany są wspólne.
Andrea Tornielli jest watykanistą włoskiego dziennika "Il Giornale"
ANDREA TORNIELLI: Wyjątkowo poważnie. Polska jest najbardziej katolickim krajem Europy Środkowo-Wschodniej, a tak duże oskarżenia wobec biskupa kierującego najważniejszą diecezją są oczywiście ciosem dla całego Kościoła, nie tylko w Polsce.
Czy gdyby arcybiskup istotnie okazał się winny, grozi mu odwołanie?
Nie sądzę. Przypomnę, że jeszcze 21 grudnia Stolica Apostolska wydała oświadczenie, w którym stwierdzono, że papież zna jego sprawę i że arcybiskup Wielgus cieszy się jego pełnym zaufaniem.
To było 21 grudnia. Dziś mamy 4 stycznia. Użycie wzmianki o "zaufaniu" papieża wskazuje na to, że Watykan mógł sporo wiedzieć o kontaktach Wielgusa z SB i że mimo to postanowił utrzymać jego nominację. Wielu polskim katolikom trudno byłoby to zrozumieć.
Nie znamy szeregu faktów, przede wszystkim najważniejszego - czy o swoich kontaktach z bezpieką ksiądz Wielgus informował przełożonych. Watykan dysponuje znacznie większą wiedzą niż my. Niewykluczone, że jego donosy - o ile w ogóle były, bo bez dokumentów nie będę ferował wyroków - wcale nie przynosiły Kościołowi szkody, albo że przyznał się przed przełożonymi do współpracy i uzyskał przebaczenie, niewykluczone wreszcie, że dowody w tej sprawie uznano za mało przekonujące.
Czy Kościół naprawdę przejął się tymi oskarżeniami?
Przejął się, i to bardzo. Najlepszy dowód to fakt, że o nominacji Wielgusa poinformowano we wrześniu, a ingres ma nastąpić dopiero po paru miesiącach. Z moich informacji wynika, że o podejrzeniach wobec arcybiskupa wiedziano jeszcze przed publikacjami prasowymi. Sprawę miała zbadać specjalna komórka episkopatu i zajmowała się nią przez dwa miesiące. Podobno nie znalazła niczego, co mogłoby zdyskwalifikować hierarchę.
Episkopat nie znalazł, a dziennikarze znaleźli?
O ile znam sprawę, to prasa dotarła do mikrofilmów, podczas gdy kościelni lustratorzy szukali w dokumentach.
Jaka będzie reakcja papieża, jeżeli okaże się, że mylił się w ocenie arcybiskupa?
Jeszcze raz mówię, nie sądzę, żeby papież odwołał swoją decyzję. Gdyby arcybiskup istotnie był winny, możemy się spodziewać co najwyżej nacisków, by sam zrezygnował. Jeżeli chodzi o jakąkolwiek formalną decyzję Benedykta XVI, to pamiętajmy, że tego typu sprawy nie są rozwiązywane z dnia na dzień. Dziś mamy w Polsce poważną publikację oskarżającą Wielgusa, ona zostanie przetłumaczona, dostarczona do Watykanu, ten z kolei może zażądać wyjaśnień. To potrwa wiele tygodni.
Jakie mogą być konsekwencje sprawy Wielgusa dla całego Kościoła?
Jeżeli okaże się winny, to bardzo złe. Kościół jest święty, ale ludzie, którzy do niego należą, są grzesznikami. Pamiętamy sprawy skandali seksualnych w Ameryce czy Kościoła w Argentynie, który długo musiał przepraszać za przymykanie oczu na zbrodnie junty wojskowej. Pozostawiły one ślad na całym Kościele, a nie tylko na lokalnych wspólnotach. W Polsce Kościół w czasach komunizmu spełnił olbrzymią rolę – zarówno duchowni, jak i wierni. Był po właściwej stronie i był ogniskiem sprzeciwu wobec totalitaryzmu. Sprawy lustracyjne zakłócają ten obraz. Kościół jest Kościołem powszechnym i jego rany są wspólne.
Andrea Tornielli jest watykanistą włoskiego dziennika "Il Giornale"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|