Stefania Mróz, siostra arcybiskupa Stanisława Wielgusa, przeżywa dramat. Nie chce uwierzyć, że jej Stasio mógł być tajnym współpracownikiem bezpieki.
"On nie był żadnym szpiclem! To źli ludzie wszystko wymyślili, żeby mu zaszkodzić" - mówi zdenerwowana staruszka. O oskarżeniach wobec brata
dowiedziała się z radia. Mieszka skromnie, w podlubelskiej wsi Wierzchowiska, w której urodziła się i wychowała wraz z bratem -przyszłym arcybiskupem, a także jeszcze czwórką
rodzeństwa.
Kobieta nie może dopuścić do siebie prawdy o bracie. "Stasio przez całe życie uczciwie kształcił się i pracował. Często brakowało mu na chleb. Wtedy pomagali mu nasi rodzice. To od nich dostawał pieniądze, a nie od jakichś ubeków" - przekonuje reportera "Faktu", a łzy same napływają do jej zmęczonych oczu.
Pani Mróz nie może się uspokoić. "Kto go później, po tym wszystkim, przeprosi?" - pyta. Zmartwiona mówi, że kiedy rozpętała się nagonka, brat tak się rozchorował, że nie może z nim nawet przez telefon porozmawiać.
Kobieta nie może dopuścić do siebie prawdy o bracie. "Stasio przez całe życie uczciwie kształcił się i pracował. Często brakowało mu na chleb. Wtedy pomagali mu nasi rodzice. To od nich dostawał pieniądze, a nie od jakichś ubeków" - przekonuje reportera "Faktu", a łzy same napływają do jej zmęczonych oczu.
Pani Mróz nie może się uspokoić. "Kto go później, po tym wszystkim, przeprosi?" - pyta. Zmartwiona mówi, że kiedy rozpętała się nagonka, brat tak się rozchorował, że nie może z nim nawet przez telefon porozmawiać.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|