Kafelki z Włoch, kominek, a do tego wanna z hydromasażem - w takie luksusy miała wyposażyć swoje mieszkanie Agnieszka Odorowicz, szefowa Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Najgorsze jest jednak to, że zapłacić za to miało jedno ze stowarzyszeń.
Wczorajsza "Rzeczpospolita" ujawniła kulisy remontu krakowskiego apartamentu pani minister. "Fakt" wcześniej wielokrotnie przyłapał
ją na nadużywaniu przywilejów.
Według "Rzeczpospolitej", która ruszyła tropem publikacji w "Fakcie", remont luksusowego lokum pochłonął ponad 200 tys. zł. W wygodnym gniazdku znalazła się m.in. dwuosobowa wanna "love story" za 27 tys. zł - z hydromasażem i w kształcie serca. A za wszystko miało zapłacić związane z Odorowicz Stowarzyszenie Instytut Sztuki. Co na to pani minister?
Jej zdaniem remont kosztował o połowę mniej, pieniądze zwróciła, a mieszkanie zamierzała sprzedać stowarzyszeniu na... pokoje gościnne. Szkopuł w tym, że Odorowicz już nieraz pokazała, na co ją stać. "Fakt" nakrył ją m.in. na tym, jak służbowym samochodem wozi się na zakupy i wysyła kierowcę po piwo. Ze swej limuzyny zrobiła nawet taksówkę dla ukochanego pieska.
Według "Rzeczpospolitej", która ruszyła tropem publikacji w "Fakcie", remont luksusowego lokum pochłonął ponad 200 tys. zł. W wygodnym gniazdku znalazła się m.in. dwuosobowa wanna "love story" za 27 tys. zł - z hydromasażem i w kształcie serca. A za wszystko miało zapłacić związane z Odorowicz Stowarzyszenie Instytut Sztuki. Co na to pani minister?
Jej zdaniem remont kosztował o połowę mniej, pieniądze zwróciła, a mieszkanie zamierzała sprzedać stowarzyszeniu na... pokoje gościnne. Szkopuł w tym, że Odorowicz już nieraz pokazała, na co ją stać. "Fakt" nakrył ją m.in. na tym, jak służbowym samochodem wozi się na zakupy i wysyła kierowcę po piwo. Ze swej limuzyny zrobiła nawet taksówkę dla ukochanego pieska.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|