Pinczuk, ukraiński potentat gazowy i jednocześnie zięć byłego prezydenta Leonida Kuczmy, tłumaczy, że wspiera Kwaśniewskiego "ze względu na działalność byłego prezydenta Polski na rzecz integracji Ukrainy ze strukturami europejskimi". I nie widzi w tym nic złego. Dlatego jeszcze w tym roku zamierza wpłacić na konto fundacji 400 tys. dolarów.
Doradca Fundacji Wiktora Pinczuka, Mykyta Poturajew, przekonuje, jak może, że jego szef nie wspiera Kwaśniewskiego jako polityka, a tylko jego fundację "Amicus Europae". "Traktujemy to jako naszą inwestycję w europejską przyszłość Ukrainy" - zapewnia. I dodaje, że Kwaśniewski to "najlepszy, nieformalny ambasador Ukrainy na świecie". A współpraca z jego fundacją jest absolutnie przejrzysta i legalna.
Tyle że - jak wynika z ustaleń mediów - gdyby nie datki płynące z Ukrainy, fundacja Kwaśniewskiego nie miałaby za co działać. W 2006 roku fundacja "Amicus Europae"
dostała od Fundacji Pinczuka 892.822 złote. To znacznie więcej, niż potrzebowała do funkcjonowania. Większość tej darowizny zaksięgowano jako zysk.
Na zadania statutowe - czyli organizację konferencji - "Amicus Europae" wydała w zeszłym roku 65 tysięcy złotych, na koszty administracyjne - w tym remont siedziby - ponad 120
tysięcy. 722 tysiące złotych pozostały jej na koncie - ustalił tvn24.pl.
"Jakie to ma znaczenie, że Wiktor Pinczuk jest zięciem Leonida Kuczmy? On jest poważnym człowiekiem i cieszę się, że mogę z nim współpracować. Podpisaliśmy wieloletnią umowę.
Naszym celem jest przyciągnięcie Ukrainy do Unii Europejskiej" - mówi TVN24 Aleksander Kwaśniewski. Dyrektor jego fundacji tłumaczy, że pieniądze z Ukrainy idą na finansowanie
działań fundacji "Amicus Europae" oraz na jej bieżące wydatki.