Michał Karnowski: Tytuł z "Gazety Wyborczej": "Wielka kasa od Wildsteina". Czy rzeczywiście w kontraktach pana współpracowników zapisano tak
wielkie odprawy?
Bronisław Wildstein: Po kolei. Jeżeli do pracy w największej firmie medialnej chcę zaangażować wybitnych specjalistów, to muszę ich ściągnąć z rynku. Jeżeli na dodatek ściągam
ich do firmy tak narażonej na ataki polityczne, to muszę zapewnić im minimum bezpieczeństwa. Stąd pewne zapisy w kontraktach. I tu dochodzimy do manipulacji "Gazety
Wyborczej".
Bo te pieniądze będą wypłacone tylko w jednym wypadku: gdy ci fachowcy zostaną wyrzuceni z pracy. To spotkało Andrzeja Mietkowskiego i Marcina Mazurka. To ich wyrzucono w trakcie trwania
kontraktu, a nie oni odeszli. Gdyby pozwolono im dalej pracować, nie dostaliby ani grosza. Gdyby upłynął czas kontraktu - podobnie. Po drugie, takie zapisy wynegocjowali w momencie, gdy
zaczynaliśmy pracę, a nie - jak podała gazeta - w ostatniej chwili, gdy byłem zagrożony. To kłamstwo.
Czy wymienione w artykule osoby, oprócz wspomnianych, dyrektor finansowy Piotr Dmochowski-Lipski i Dariusz Wieromiejczyk, są warci aż takich pieniędzy?
To najwyższej próby
fachowcy, mający bardzo mocne pozycje na rynku. Mietkowski pracował w międzynarodowej agencji informacyjnej. Mazurek ma doświadczenie pracy w kilku ministerstwach na odpowiedzialnych
stanowiskach. Piotr Dmochowski-Lipski to człowiek po studiach na Harvardzie, on opanował i uprościł niejasne finanse TVP. I tak dalej.
Co składa się na sumy, jakie dostali - lub dostaną - ci ludzie w przypadku wyrzucenia ich z pracy?
Dokładnie to samo, co jest standardem na całym świecie: odszkodowanie plus zakaz konkurencji, powszechny w TVP i większości firm medialnych. Gdyby porównać te kontrakty z podobnymi umowami w
stacjach prywatnych, nie byłyby niczym niezwykłym. To normalne bezpieczniki w świecie menedżerów.
Rzecznik TVP za czasów Jana Dworaka Jarosław Szczepański twierdzi, że wtedy tak wysokich odpraw nie było.
Nie wiem, jakie były, nie wiem, czy pan Szczepański mówi
dokładnie prawdę, bo czasem zdarzało mu się z nią mijać. Być może tak jest, ale też wcześniej nie było stanowiska dyrektora finansowego - bo nikt go w tak wielkiej firmie nie potrzebował,
co jest kuriozalne! Zresztą Dmochowski-Lipski dalej pracuje i żadnych pieniędzy nie dostał. Te kontrakty są całkowicie normalne w świecie mediów. I twierdzenie, że są jakimś
ekstraprezentem, który przyznałem swoim współpracownikom, jest manipulacją. Zresztą cały ten tekst jest jedną wielką manipulacją.
Dlaczego nie chciał pan rozmawiać z autorami tego tekstu? Nie spróbował pan przedstawić im własnej wersji sprawy?
Bo z zasady nie rozmawiam z Agnieszką Kublik i
Wojciechem Czuchnowskim. Tyle razy pisali o mnie i znanych mi sprawach nieprawdę, że to nie ma sensu. Są niewiarygodni. Gdy ja mówiłem publicznie, że w TVP będzie mniej polityków, pani Kublik
podawała, że chcę ich tam więcej. To tylko jeden przykład. Napiszę oczywiście sprostowanie.
Co w nim będzie? To będzie polemika czy sprostowanie?
Sprostowanie. Kłamstwem jest, że kontrakty moich współpracowników zostały zmienione tuż przed odejściem. Kłamstwem jest, że dostają oni pieniądze za odejście! Dostają je za zerwanie z
nimi kontraktu przed jego upływem.
Jeżeli kontrakty po prostu by wygasły albo oni sami by odeszli, ile by dostali?
Nic. Wtedy tych pieniędzy nikt nie wypłaca.
A co będzie, jeżeli sprostowanie nie zostanie opublikowane?
Pójdę do sądu. Wiem, jak tego nie lubi DZIENNIK i sam nie jestem zwolennikiem takich metod, ale tu nie chodzi o spór o poglądy. To jest próba wmanewrowania mnie w nieprawdziwe zarzuty
finansowe. Kłamliwa teza, że robiłem ludziom jakieś prezenty finansowe. Muszę się bronić.