Dziennik Gazeta Prawana logo

Świadkowie: Szef policji krył zabójców

13 października 2007, 15:41
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Prokuratorzy z IPN przesłuchali rodzinę Tadeusza Wądołowskiego, który 21 lat temu zmarł w komisariacie MO w Gdyni. Krewni zamordowanego twierdzą, że mężczyzna został zakatowany przez milicjantów, zaś ówcześni prokuratorzy - w tym Konrad Kornatowski, dziś komendant główny policji - pomogli ukryć ich winę - pisze DZIENNIK.

Gazeta dotarła do rodziny zamordowanego przez MO Tadeusza Wądołowskiego. Jest też nowy trop w śledztwie IPN, w sprawie tuszowania śmierci sprzed 21 lat przez obecnego komendanta głównego policji

Niejasną rolę Kornatowskiego w śledztwie, które miało wyjaśnić okoliczności tajemniczej śmierci Wądołowskiego, DZIENNIK opisał trzy miesiące temu. Po publikacji gazety oskarżyciele z Instytutu Pamięci Narodowej chcą wyjaśnić, co naprawdę wydarzyło się w kolejowym komisariacie Milicji Obywatelskiej 21 października 1986 r. "Oczekuję, że winni zbrodni i mataczenia w sprawie śmierci brata w końcu poniosą karę. Wystąpiłem do IPN o przekazanie wszystkich dokumentów związanych z tą sprawą" - mówi DZIENNIKOWI Jerzy Wądołowski, brat Tadeusza.

Bliscy Tadeusza Wądołowskiego, m.in. jego brat Jerzy i jedna z bratowych - Krystyna, odpowiadali na pytania śledczych w siedzibie IPN. W ich zeznaniach pojawił się nowy ślad - milicjanci zatrzymali wówczas na dworcu nie tylko Tadeusza Wądołowskiego, ale i jego bardzo bliskiego kolegę Mirka. "Nie pamiętam, jak się nazywa… Inwalida, nie miał nogi" - mówi Jerzy Wądołowski. "Podczas tamtego śledztwa nie chciał zeznawać. Nawet kiedy moi rodzice do niego przyszli do domu w Gdyni, to też odmówił rozmowy. Udało się z nim porozmawiać dopiero mojemu bratu Staszkowi. Opowiadał, że powiedziano mu, aby nikomu nie mówił o tym, co się stało w czasie i po zatrzymaniu, bo <dostanie w czapę>".

Tadeusz Wądołowski został zatrzymany przez milicjantów na gdyńskim dworcu. Funkcjonariusze chcieli się od niego dowiedzieć, kto dokonał kradzieży kury. Już kilka godzin później mężczyzna nie żył. Prokuratorzy - Barbara Godlewska i Konrad Kornatowski - przeprowadzili błyskawiczne śledztwo. Zakończyło się ono stwierdzeniem, że mężczyzna zmarł z przyczyn naturalnych, z powodu "ostrej niewydolności lewokomorowej".

Według powołanej na początku lat 90. nadzwyczajnej komisji sejmowej, tzw. komisji Rokity, Kornatowski miał mataczyć w śledztwie, aby ukryć winę milicjantów. Jego nazwisko znalazło się na liście około setki esbeków, milicjantów, sędziów i prokuratorów, którzy za swoje czyny sprzed 1989 r. powinni ponieść odpowiedzialność karną.

Rodzina Wądołowskiego od 20 lat twierdzi, że Tadeusz został przez milicjantów brutalnie pobity, a sprawę zatuszowano. Jerzy Wądołowski bardzo dobrze pamięta dzień, kiedy dowiedział się o śmierci Tadeusza. "Było to w maju 1987 roku. Mieszkałem i pracowałem razem z jeszcze jednym naszym bratem w kopalni Sośnica na Śląsku. Matka napisała do mnie list, pamiętam każde słowo bardzo dobrze: <Wy się na Stanisława bawicie, a wasz brat Tadeusz nie żyje>" - wspomina. Dopiero później dowiedział się, że Tadeusz zmarł w październiku poprzedniego roku w komisariacie w Gdyni. Sam ostatni raz widział się z bratem w lutym 1986 roku na rodzinnej imprezie pożegnalnej jednej z sióstr, która wyjeżdżała na stałe do USA.

Również rodzice Wądołowskiego długo nie wiedzieli, że ich syn nie żyje. Niepokoiło ich tylko, że milczy, byli jednak przekonani, że jest zajęty pracą w Gdyni. "Rodzice o tym, że Tadek nie żyje, dowiedzieli się dopiero w maju 1987 roku! Do Bartek, wsi, w której mieszkali, przyszło pismo z aktem zgonu, który był wystawiony z datą 15 stycznia 1987 roku. Wcześniej nikt ich nie zawiadomił" - mówi Jerzy Wądołowski.

Prokuratorzy Godlewska i Kornatowski nie potrafili odnaleźć rodziny Tadeusza Wądołowskiego, choć on sam miał w dowodzie osobistym właściwy meldunek. "Zrobiono to świadomie, aby rodzina nie mogła zaskarżyć decyzji prokuratury" - uważa poseł Jan Rokita, który przewodniczył komisji sejmowej.

Gdy tylko rodzice dowiedzieli się o tragedii, pojechali do Gdyni, wraz z nimi m.in. Krystyna Wądołowska. Wstrząsająca jest relacja Jerzego Wądołowskiego z tamtych dni. "Grabarz nam potem relacjonował, że Tadeusz był nagi i tak siny, że aż czarny. Mógł być to efekt silnego pobicia. <Myśleliśmy, że to Murzyn>, mówili. Esbecy, którzy ciało brata przywieźli na cmentarz, rzucili tylko do grabarzy: <Zakopcie go>" - opowiada Wądołowski.

Jeszcze pół roku zajęła rodzinie walka o zezwolenie na ekshumację ciała i pochówek w rodzinnej wsi. Kiedy ojciec Wądołowskiego był w prokuraturze w Gdyni, od jednego z prokuratorów miał usłyszeć ostrzeżenie. "Ten mężczyzna powiedział mu, żeby się nie interesował przyczyną śmierci syna, bo <pójdzie do piachu>. Rodzice o pomoc w wyjaśnieniu przyczyn śmierci brata pisali nawet do generała Jaruzelskiego. Dostali tylko krótkie pismo z wyrazami współczucia. Adwokat z Łomży, którego wynajęli, aby zajął się sprawą, powiedział im krótko: <Chcecie żyć, to nie wtrącajcie się> - mówi Jerzy Wądołowski.

"Stanisław (jeden z braci Wądołowskich), który teraz jest w USA, poszedł nawet wtedy na ten posterunek MO, aby spytać o to, jak było. Milicjanci wyrzucili go z budynku" - wspomina Jerzy Wądołowski. Nie ukrywa, że wciąż się obawia. Podobnie jak bratowa, która wcześniej mówiła, że rozpoznała Kornatowskiego wśród prokuratorów, z którymi po śmierci Tadeusza rozmawiała w Gdyni. "Zawsze mówiła, że tej twarzy nigdy nie zapomni. Teraz już nie jest do tego taka przekonana" - dodaje. "Kornatowski jest, moim zdaniem, odpowiedzialny za śmierć mego brata i za to, że jej sprawcy uniknęli odpowiedzialności. Robił to, co przełożeni z peerelowskiej prokuratury mu kazali" - stwierdza.

Po naszym tekście o niejasnej roli Kornatowskiego w sprawie śmierci Wądołowskiego minister spraw wewnętrznych i administracji Janusz Kaczmarek powołał specjalny zespół, który ma ocenić ówczesną rolę prokuratora. Sam Kornatowski na początku kwietnia podał do sądu Jana Rokitę za to, że nazwał go nikczemnym prokuratorem.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj