Anna Wojciechowska: Jak pan zareagował na słowa ojca Rydzyka nagrane na taśmie ujawnionej przez "Wprost"?
Michał Kamiński: Byłem wstrząśnięty. Z dużą ulgą przyjąłem wiadomość, że ojciec dyrektor zaprzecza, by to powiedział.

Wcale nie zaprzeczył. Przeciwnie. "To się sztucznie nagłaśnia, ale prawdę trzeba mówić" - powiedział.

Ja rozumiem słowa ojca dyrektora jako dementi. Gdyby to, co cytuje Wprost, było prawdą, byłoby to czymś niesłychanym. Tym bardziej że nigdy w życiu nie słyszałem, by pani prezydentowa opowiadała się za eutanazją. Ojciec dyrektor mówi jednak o prowokacji, a więc o manipulacji jego słowami. I ja to przyjmuję jako dobrą monetę.

A co jeśli okaże się, że nagrania są prawdziwe?

Od chwili, kiedy ojciec dyrektor temu zaprzeczył, to już jest sprawa między nim a Wprost. Ten spór przestaje angażować osobę prezydenta.

A dla pana ta taśma nie jest żadnym dowodem?
Taśmami można manipulować, jestem radiowcem, więc świetnie o tym wiem.

Wiarygodność taśm da się zweryfikować.

Ale to już kwestia sporu między ojcem dyrektorem a Wprost.

Ciekawe, że politycy opozycji stają jednoznacznie w obronie autorytetu prezydenta i jego żony, a politycy z jego zaplecza próbują udawać, że nie ma problemu?

Ja widzę problem. Jeżeli te słowa były prawdą, to wymagałyby co najmniej, podkreślam co najmniej, bardzo mocnych przeprosin przez osobę, która je wypowiedziała. Ale ojciec dyrektor tym słowom zaprzeczył.

Nie mamy podstaw nie wierzyć Wprost. Mamy taśmy przeciw pokrętnym słowom.

A ja nie mam podstaw, żeby nie wierzyć ojcu dyrektorowi. Jest tu spór. Jedna ze stron niewątpliwie mija się z prawdą. Ale nie sądzę, by trzeba było angażować autorytet pana prezydenta w jego rozstrzyganie.

I Kancelaria Prezydenta nie powinna się tym zająć? Przecież jest podejrzenie, że doszło do zniesławienia głowy państwa.

Dostrzegam tu jakąś nieczystość intencji, bo kiedy prokuratura na podstawie tego samego przepisu, który ja osobiście uważam za słuszny, ścigała Huberta H., to dziennikarze uznali to za skandal.

Uznali za śmieszne, bo chodziło o pijanego bezdomnego, a tu chodzi o duchownego, którego politycy PiS wychwalali, a który publicznie lży prezydenta i prezydentową. A teraz próbujecie chować głowę w piasek.

Jest oczywiste, że jeżeli te słowa byłyby prawdą, to wielu ludzi straciłoby zaufanie do ojca dyrektora. Ale ja wierzę, że one są nieprawdziwe, i zgadzam się z ojcem dyrektorem, że ktoś chce skłócić środowisko Radia Maryja z obozem prezydenckim czy z PiS. I tym również tłumaczę obłudne wystąpienia opozycji w obronie godności pana prezydenta. Pan prezydent był znieważany wielokrotnie w ciągu ostatniego roku i nie słyszałem, żeby opozycja protestowała.

I dlatego kiedy ojciec Rydzyk obraża prezydenta, PiS ma udawać, że tak nie jest.

Oczywiście, że nie!

Tyle że teraz nie słychać takiego oburzenia ze strony polityków PiS, jakie słyszeliśmy nawet na zwykłych krytyków prezydenta.

Ale ja teraz też mówię, że jeśli te słowa byłyby prawdą, to oburzenie byłoby nawet za słabym słowem.

Niech pan przyzna, że nie chce pan uwierzyć w te słowa, bo ich prawdziwość byłaby dla was wielkim politycznym problemem. Musielibyście przyznać za Janem Rokitą, że cyniczne sojusze zawsze muszą stanąć ością w gardle?

Nie ma czegoś takiego jak sojusz ojca Rydzyka z PiS, bo ojciec Rydzyk nie jest siłą polityczną, tylko medium, do którego politycy PiS często chodzą, bo jest ono wiarygodne dla dużej części polskiego elektoratu. Z faktu, że Jan Rokita udzieli DZIENNIKOWI wypowiedzi, nie wynika jeszcze chyba, że jest z wami w sojuszu.

Ja myślę, że gdyby ktoś z DZIENNIKA powiedział o żonie Rokity to, co powiedział ojciec Rydzyk o prezydencie, to Rokita by już nie rozmawiał z DZIENNIKIEM.

I jeśli słowa ojca Rydzyka byłyby prawdziwe, to na pewno pan prezydent nie bdzie chciał rozmawiać z Radiem Maryja. Ale ja wierzę ojcu Rydzykowi.

Na wyjaśnienia Pawła Zalewskiego prezydent nie czekał. Po jego wypowiedzi o Annie Fotydze natychmiast uznał: moja znajomość z tym panem się skończyła.

Musi pani rozmawiać na ten temat z prezydentem. Ja nie porównywałbym tych przypadków. Ojciec Rydzyk nie jest politykiem PiS.

Czyli wolicie zaklinać rzeczywistość, bo słuchacze ojca Rydzyka to ważna część waszego elektoratu.

Pani swoje, a ja swoje. Ja zakładam, że słowa ojca dyrektora nie padły.

Zakłada pan bez sprawdzania.
To nie ja jestem od sprawdzenia tego. W Kancelarii Prezydenta mamy zatrudnić fachowców, którzy sprawdzą, że taśmy nie są manipulacją?!

Ale prokuratura nie powinna się tym zająć?

Nie wiem, nie jestem prawnikiem.

Słowa cytowane przez Wprost stanowiły znieważenie głowy państwa, czy nie?

Absolutnie jest to znieważenie głowy państwa.

To chyba sprawa jest jasna, tylko niewygodna dla PiS, więc uciekacie od niej.

A jak się mamy zachować inaczej jako obóz polityczny? Ani PiS, ani Kancelaria Prezydenta nie mają narzędzi do sprawdzenia, kto mówi prawdę. Wypowiedziała się już też pani prezydentowa, mówiąc, że jeśli te słowa są prawdziwe, to jest jej przykro, ale płakać nie będzie.

Pan jako wytrawny polityk ot tak przyjmuje wygodne dla PiS tłumaczenia ojca Rydzyka jako dobrą monetę.

Z całą pewnością wywołanie konfliktu między ojcem dyrektorem a obozem PiS leży w interesie naszych przeciwników.











































* Michał Kamiński, eurodeputowany PiS. Wkrótce może zostać ministrem w prezydenckiej kancelarii.