Medycy z Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy spotkali się z Sośnierzem w Łodzi. Mieli rozmawiać o stanie polskiej służby zdrowia i swoich problemach. A że na głodnego ciężko się rozmawia, trzeba było coś przekąsić.
Wiadomo przecież: Polak głodny, to Polak zły. Niewiele myśląc, lekarze wynajęli więc firmę cateringową. I to nie jakąś zwykłą, w miarę skromną i tanią. Przecież nie mogą świecić oczami przed prezesem NFZ i proponować słone paluszki. O nie, trzeba było zaangażować firmę najdroższą, prestiżową i znaną w mieście. A że nieco drogo, to sprawa drugorzędna.
Kogo jak kogo, ale - jak widać - panów doktorów na to stać. Na stołach pojawiły się więc fantastyczne sałatki, faszerowane jajka, szparagi, szynki i papryczki. Nie zabrakło też słodyczy - wylicza "Fakt".
Pracownicy firmy cateringowej przywieźli ze sobą ciastka z kremem, serniczki i ptysie. Ci zaś z lekarzy, którzy preferują zdrowy styl życia, mieli do dyspozycji kosze z owocami. Dbający o linię mogli skosztować świeżutkich winogron i brzoskwinek. No i oczywiście zapić to wszystko owocowymi soczkami.
Na sam widok tych specjałów może pociec ślinka. Nic dziwnego, że wygłodniali lekarze długo nie pozostawili ich w nienaruszonym stanie. Pałaszowali, aż miło. Największym powodzeniem medyków cieszyła się soczysta szyneczka.
Noże i widelce zgrzytały po talerzach tak zawzięcie, że przechodzącym pod drzwiami sprzątaczkom aż cierpły zęby. Tych ostatnich na taką wyżerkę zwyczajnie nie stać. One zarabiają tyle co pielęgniarki, czyli około 1000 złotych miesięcznie. Jednorazowa uczta panów doktorów kosztowałaby więc pół roku ich pracy - stwierdza "Fakt".