"Nie zarabiam kokosów, ale najważniejsze, że pracodawca płaci za mnie ZUS" - zwierzył się Pęczak "Expressowi Ilustrowanemu". Twierdzi, że pracuje za 1200 zł miesięcznie. Łódzka gazeta pisze, że byłemu posłowi lewicy z doktoratem ekonomii zrobionym w Moskwie nie udało się jeszcze pozyskać ani jednego kontrahenta. Pęczak tłumaczy to prosto: "To dlatego, że pracuję od niedawna".
Co robił do tej pory? Przede wszystkim utyskiwał na swoją fatalną sytuację finansową. Gdy tymczasem były baron SLD, oskarżony m.in. o pomoc w płatnej protekcji i przyjęcie łapówek od lobbysty Marka Dochnala, ma pokaźną willę i samochód. Po wpłaceniu 400 tys. zł kaucji i wyjściu z aresztu posunął się nawet do tego, by wystąpić o zapomogę do Sejmu. Odmowę przyjął z wielką goryczą.