Europoseł miał sobie przywłaszczyć nie tylko kody, umożliwiające dostęp do strony internetowej PJN, ale także bazę danych z listą sympatyków partii. Chodzi o nazwiska prawie 15 tysięcy ludzi, którzy zapisali się do stowarzyszenia tuż po jego powstaniu.

Reklama

Informacje te potwierdza Joanna Kluzik-Rostkowska. "Tak, w rękach Bielana znajduje się baza sympatyków PJN, którzy się do nas przyłączyli" - mówi w rozmowie z "Newsweekiem".

Jednak sam Bielan wszystkiemu zaprzecza. "Jestem coraz bardziej przerażony wypowiedziami Joanny. Jako były minister i poseł na Sejm powinna wiedzieć, że każda baza danych osobowych musi być zarejestrowana w GIODO. A PJN nie mógł tego zrobić z prostej przyczyny: dotąd nie miał osobowości prawnej. Chcę również podkreślić, że Joanna nie próbowała się ze mną skontaktować w omawianych sprawach, za to wydaje coraz bardziej kuriozalne oświadczenia w mediach" - mówi.

Europoseł zapewnia też, że kody do strony internetowej ma nie on, ale jego współpracownik związany z PJN. "Tomasz Marciniuk nie tylko jest moim współpracownikiem, ale pracuje też dla całego PJN. W ostatnim czasie pracował nawet więcej dla partii niż dla mnie. W tym miesiącu zajmował się organizacją konwencji PJN w Tarnowie i Poznaniu. W jego rękach była też opieka nad stroną internetową. Dostawał informacje z klubu, po czym wrzucał je do sieci" - tłumaczy Bielan.

Kluzik-Rostkowska wyrzuciła Bielana z PJN 18 marca. Oficjalnie przyczyną były rozmowy, jakie miał prowadzić z PiS, a które mogły doprowadzić do rozbicia ugrupowania.

Reklama