Dziennik Gazeta Prawana logo

Polskie śledztwo w sprawie tajnych kont polityków kończy się fiaskiem

17 kwietnia 2011, 20:04
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Polskie śledztwo w sprawie tajnych kont polityków kończy się fiaskiem
Shutterstock
Żadnej współpracy ze strony Szwajcarów i brak rewelacji ze strony najważniejszego z informatorów – tak kończy się śledztwo, które miało ujawnić konta polskich polityków, na które przelewane miały być łapówki.

Jedynym efektem śledztwa ma być niedawne aresztowanie byłego wiceprezydenta Warszawy, oskarżonego o przyjęcie ponad 379 tysięcy funtów łapówki – twierdzi "Newsweek".

Jak przypominają autorzy tygodnika, śledztwo zaczęło się w 2008 r. – kiedy w ramach dochodzenia w sprawie prania pieniędzy przez lobbystę Marka Dochnala zatrzymano Petera Vogla.

Vodel – skazany już w Polsce za morderstwo, w końcu ułaskawiony – miał jakoby nadzorować szwajcarskie rachunki polskich polityków, na które miały trafiać pieniądze z łapówek. Media pisały o "liście Vogla" – zestawie nazwisk polityków zaplątanych w aferę.

Z listy jednak wyszły nici: Vogel nie ujawnił polskiej prokuraturze niemal żadnych szczegółów. Wiadomo jedynie, że m.in. założył konto na nazwisko byłego ministra gospodarki Jacka Piechoty, a w tym samym banku miał rachunek bliski współpracownik ministra przekształceń własnościowych Wiesława Kaczmarka, Władysław Bartoszewicz. Z informacji "Newsweeka" wynika też, że prokuratorzy mają numer konta byłego szefa NFZ Aleksandra Naumanna.

Okazuje się jednak, że próby uzyskania jakichkolwiek informacji od Szwajcarów spaliły na panewce. Pisma wysyłane do tamtejszej policji pozostają bez odpowiedzi.

Jedyną osobą, o której Vogel miał mówić chętnie i obszernie jest były wiceprezydent Warszawy i bliski współpracownik Pawła Piskorskiego, który miał przyjąć 379 tys. funtów od koncernu Alstom – zwycięzcy przetargu na stołeczne tramwaje. To będzie prawdopodobnie jedyny przypadek korupcji ujawniony dzięki informacjom uzyskanym od Petera Vogla.

Jak zaznacza tygodnik, Alstom, w czasie kiedy wygrywał przetarg, był promowany przez firmę GGK Public Relations – wówczas współwłasność dzisiejszego posła PO Andrzeja Halickiego. "Z przetargami nie mieliśmy nic wspólnego" – kwituje jednak zdecydowanie Halicki.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Newsweek
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj