Ostateczna decyzja jednak jeszcze nie zapadła – zastrzega Kurtyka. "Jeśli zgodziłabym się kandydować do Senatu, musiałabym ograniczyć swoją pracę zawodową, z którą jestem bardzo związana. Zajmuję się leczeniem chorych na mukowiscydozę, a w Polsce takich osób jest trzydzieści parę. Trudno mi też wyobrazić sobie pogodzenie obowiązków senatorskich z wychowywaniem dzieci. Jestem samotną matką wychowującą dwójkę dzieci, w tym jedno wciąż małe" – tłumaczy w rozmowie z portalem Onet.

Reklama

Przedstawiciele PiS złożyli jej propozycję mniej więcej dwa tygodnie temu. Z możliwości startu do Sejmu Kurtyka zrezygnowała od razu – nie starczyłoby czasu na wykonywanie obowiązków posła, a poza tym musiałaby się przenieść z Krakowa do Warszawy. "Jeśli miałabym służyć Polsce, to na dzień dzisiejszy tylko działaniem w Senacie" – zastrzega.

I podkreśla: "Tak naprawdę, to niczym nie chciałabym się zajmować w polityce. Sytuacja, w której się znalazłam, zmusiła mnie do zajmowania się takimi sprawami". Jak twierdzi, ma też wiele obowiązków związanych ze Stowarzyszeniem Rodzin Katyń 2010, które zostało "zmuszone do udziału w śledztwie, stało się bardzo ważną sprawą ogólnonarodową i polityczną".

W Senacie Kurtyka mogłaby się zająć np. służbą zdrowia i polityką historyczną, "kształtowaniem pamięci, jeśli chodzi o żołnierzy wyklętych i weteranów". Wdowa nie obawia się zarzutów o budowanie kariery politycznej na pamięci męża. "To jest prawda. Nie ukrywam, że chcę realizować testament mojego męża i poczuwam się do kontynuowania jego pracy, oczywiście w niewielkim zakresie, bo niewiele znaczę" – zastrzega.

W tej chwili jednak, Kurtyka koncentruje się na sprawach związanych ze śledztwem smoleńskim. Liczy, że przekazane przez Jarosława Kaczyńskiego pismo do Baracka Obamy przyczyni się do umiędzynarodowienia dochodzenia. "W opinii międzynarodowej na temat tragedii smoleńskiej funkcjonuje tylko raport MAK-u, a strona polska nie upowszechniła swoich uwag do raportu MAK" – mówi. Jak podkreśla, ona sama zajęła się przetłumaczeniem polskich uwag do raportu na język angielski. "Właśnie zastępuję struktury państwowe i przygotowuję uwierzytelnione tłumaczenie na język angielski" – dodaje. Dzięki temu, ma ona nadzieję upowszechnić polskie uwagi w internecie oraz przesłać je zachodnim dyplomatom.

Reklama