Rząd zamierza najpierw przesunąć o kilka miesięcy rozstrzygnięcie przetargu na blankiet nowych dowodów osobistych, a potem zawiesić ich wprowadzenie nawet na kilka lat – dowiedział się DGP. Do tej pory kluczowy system ewidencji ludności będzie działał w oparciu o rozwiązania z lat 70. ubiegłego stulecia.
Zespół, którym kieruje Roman Dmowski, wiceminister spraw wewnętrznych, kończy prace nad oceną możliwości produkcji elektronicznego dowodu osobistego, ale przede wszystkim ma stwierdzić, czy w obecnych warunkach w ogóle jest sens jego wprowadzania. – twierdzi jeden z urzędników zajmujących się informatyzacją.
Oficjalnie o wynikach prac zespołu ma poinformować w najbliższy piątek jego szef. Nieoficjalnie wiadomo, że wśród głównych powodów rezygnacji z nowego dokumentu są koszty, a także problemy z funkcjonalnością. – tłumaczy rozmówca.
Świadome planów rządu są również konsorcja, które przez ostatnie pół roku ścigały się o zdobycie tego zamówienia. Już poinformowały resort, że będą się starały o odszkodowania w przypadku rezygnacji z rozstrzygnięcia przetargu.
– mówi przedstawiciel jednego z konsorcjów.
Jednak PWPW równie dobrze będzie się opłacała całkowita rezygnacja z planów szybkiego wprowadzenia nowego dowodu, gdyż będzie nadal drukowała obecnie używane dowody osobiste.
– odpowiada nasz rozmówca z resortu.
Takie stanowisko MSW oznacza jednak otwarty konflikt z resortem administracji i cyfryzacji, gdzie wiceministrem jest Piotr Kołodziejczyk, do niedawna odpowiadający za projekty pl.id oraz PESEL 2. Jest on entuzjastą otwartego przetargu. Wielokrotnie przekonywał też, że państwo jest przygotowane na nowy dowód. Obydwa kluczowe projekty pochłonęły przez ostatnie lata od 100 do nawet 230 mln zł na zakup sprzętu, opracowania oraz pensje urzędników. Finansowała je Unia Europejska i najprawdopodobniej nie zostaną rozliczone. Nie ma także konkretnych efektów tych wydatków, a strategiczny system ewidencji ludności działa wyłącznie dzięki systemowi, którego autorami jest dwóch pułkowników SB z końca lat 70.