Dziennik Gazeta Prawana logo

Niespodziewany przeciwnik wyrósł Tuskowi w jego własnej partii

8 marca 2012, 09:56
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Posiedzenie rządu PO-PSL
Posiedzenie rządu PO-PSL/Newspix
"Rozdzielenie nadzoru nad systemem antykryzysowym między resorty administracji i spraw wewnętrznych to groźny dla życia i zdrowia obywateli eksperyment" - twierdzą politycy partii Donalda Tuska. Apelują, aby premier wycofał się z tego pomysłu.

Rząd ma niespodziewanego przeciwnika swoich planów zmian w dziedzinie bezpieczeństwa – posłów samej koalicji. Chodzi o pakiet zmian zawartych w projekcie „o zmianie ustawy o działach administracji rządowej oraz niektórych innych ustaw”, który powstał w związku z rozdzieleniem dawnego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji na dwa resorty: spraw wewnętrznych oraz administracji i cyfryzacji. Zakłada on, że nadzór nad systemem powiadamiania ratunkowego trafi do ministra Boniego, a kierowniczą funkcję nad systemem ratowniczo-gaśniczym, czyli Strażą Pożarną, będzie sprawował minister Jacek Cichocki.

– mówi DGP przewodniczący sejmowej komisji spraw wewnętrznych i administracji Marek Biernacki. O projekcie mówi jako o niebezpiecznym eksperymencie. – podkreśla Biernacki.

Proponowane zapisy przesądzają też, że centra powiadamiania ratunkowego będą budowane przy urzędach wojewódzkich, a nie w oparciu o komendy Straży Pożarnej. Odbieraniem telefonów na numer 112 mają się zająć przeszkoleni bezrobotni z pensją ok. 1500 zł. Tymczasem ostatnio miała miejsce seria przypadków, gdy doświadczeni strażacy i policjanci pomagali ratować życie przez telefon. Np. pod koniec lutego w Białymstoku połączenie na 112 odebrał strażak Krzysztof Zahorowski: instruował roztrzęsioną matkę, jak przeprowadzać reanimację, gdy jej 4-letni synek przestał oddychać. – komentuje Antoni Podolski, który odpowiadał za budowę systemu zarządzania kryzysowego.

Zwolennikiem przesunięcia CPR do resortu administracji jest jego wiceszef Piotr Kołodziejczyk. Według niego budowa call center przy urzędach ma pomóc w szybszym odbieraniu telefonów alarmowych. I tak się dzieje tam, gdzie działa już taki system (np. w Krakowie). Ale nikt nie wie, czy skrócił się czas od odebrania telefonu do pojawienia się realnej pomocy na miejscu. – komentuje Biernacki. DGP próbował zdobyć dane o czasie reakcji służb w Krakowie, odkąd działa tam CPR. Jednak było to niemożliwe i w urzędzie wojewódzkim, i Straży Pożarnej.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj