Na wprowadzeniu trzeciej stawki PIT straciliby podatnicy zarabiający powyżej 300 tys. złotych rocznie, czyli 25 tys. miesięcznie. O ile więcej oddaliby w porównaniu z dzisiejszymi przepisami? To zależy od tego, o ile ich dochód przekracza kwotę 300 tys. złotych. Ci, którzy zarobiliby do 302 266 zł, jeszcze korzystaliby z dobrodziejstw większej kwoty wolnej. Ich podatek nie wzrósłby w porównaniu z dzisiejszą sytuacją. Ale reszta płaciłaby stawkę o 7 pkt proc. większą niż dziś.
Kto straci?
W efekcie osoba, która zarabia 30 tys. zł miesięcznie zapłaciłaby w skali roku podatek wyższy o 3356 zł. Im wyższe zarobki, tym efekt rozjazdu między dzisiejszą stawką podatku a propozycją PiS byłby bardziej wyraźny. Dla osób zarabiających 50 tysięcy złotych miesięcznie podatek byłby już wyższy o 20 tys zł w skali roku.
Analitycy, z którymi rozmawialiśmy, zwracali uwagę, że PiS nie przywraca stawki 40 proc. z powodów marketingowych. – – zauważa jeden z ekonomistów. To pewnie z jednej strony chęć pokazania, że podwyżka nie będzie bardzo duża. Jednak z drugiej stawka oznaczałaby widowiskowe wycofanie się ze zmian podatkowych wprowadzonych przez minister finansów w rządzie Jarosława Kaczyńskiego Zytę Gilowską. To właśnie ona zlikwidowała trzecią stawkę PIT na poziomie 40 proc.
Co z budżetem?
Słabym punktem tej propozycji mogą być wpływy do budżetu. Wprowadzenie trzeciej stawki PiT ma być obok podatku od supermarketów oraz od banków jednym z pomysłów na znalezienie nowych dochodów mających pozwolić sfinansować wyborcze obietnice. – – zauważa Marek Rozkrut, główny ekonomista EY.
Sprawdzamy...
Eksperci PiS szacowali w zeszłym roku, że wprowadzenie takiej stawki powinno dać od 1,8 mld do 2 mld zł wyższe wpływy z podatku. Postanowiliśmy to sprawdzić. Poprosiliśmy resort finansów o ogólne informacje o podatnikach zarabiających powyżej 300 tys zł. Jest ich ponad 31 tysięcy, i w 2013 roku wpłynęło od nich 2,8 mld zł zaliczki na podatek PIT. Co ważne, blisko połowa z nich rozlicza się według stawki liniowej 19 proc. i zaliczka od nich to 1,4 mld zł, czyli połowa tego, co wpłynęło do budżetu.
To znaczy, że trzecia stawka dotknęłaby 16,7 tysięcy podatników, którzy wpłacili w 2013 roku 1 mld 370 mln zł zaliczki. Ponad połowę tej kwoty zapłaciły osoby zarabiające, co najmniej 500 tys. zł rocznie. Zrobiliśmy symulację, o ile wyższy podatek zapłaciłaby ta grupa, dla której skutki zmian byłyby największe. W 2013 roku wpłynęło od niej 700 mln zł podatku. Wynik symulacji to zaledwie 60 mln zł. Tylko tyle więcej wpłynęłoby więc do budżetu od tej grupy. W odniesieniu do całości podatników byłoby to jeszcze mniej, niż wynika z szacunków Raiffeisen Polbank (200 mln zł). Choć należy zastrzec, że operujemy na danych o zaliczkach podatkowych, a nie pełnych informacjach o rozliczeniu za 2013 rok wraz z dopłatami. Ale nawet te dane pokazują, że rachuby PiS na uzyskanie tą drogą nawet 2 mld zł nie mają szans na powodzenie.
Ekonomiści, z którymi rozmawialiśmy, wątpią, czy nowe narzędzie proponowane przez PiS będzie fiskalnie skuteczne. – – zauważa Marek Rozkrut. Podatników o najwyższych dochodach stać także na inne formy optymalizacji podatkowej. Czyli przy wykorzystaniu doradców podatkowych zmniejszanie obciążeń legalnymi metodami. – – przewiduje Adam Antoniak, ekonomista Pekao SA.
W efektywność zapowiadanych zmian nie wierzy też Piotr Bujak z PKO BP. Ekonomista zwraca uwagę, że chybiony może być też kolejny argument podnoszony przez zwolenników zwiększania podatku: iż większa progresja w PIT może pomagać w walce z nierównościami dochodowymi. – – twierdzi Bujak.
PiS może mieć więc problem ze znalezieniem dodatkowych, wystarczająco dużych, dochodów na sfinansowanie swoich obietnic. W tym głównej, czyli zwiększenia kwoty wolnej w PIT. W kampanii wyborczej obiecywał to prezydent elekt Andrzej Duda, a podtrzymała kandydatka PiS na premiera Beata Szydło. Koszt takiej operacji może być nie do udźwignięcia przez finanse publiczne w krótkim czasie. Samo podwyższenie kwoty wolnej to ubytek w dochodach rzędu co najmniej 14 mld zł.
– – dodaje Piotr Bujak. Zwraca uwagę, że gdyby doszło do zrealizowania wszystkich postulatów zgłaszanych w kampanii wyborczej, to cały trud obniżania deficytu finansów publicznych (w tym roku Polska uzyskała nawet zdjęcie procedury nadmiernego deficytu przez Komisję Europejską) może pójść na marne. – – przestrzega Bujak.
Uważa, że politycy powinni się skupić na takich kwestiach, jak np. zła redystrybucja dochodu narodowego, czy zbyt niska dynamika wynagrodzeń w stosunku do wzrostu wydajności pracy.
Skubanie bogatych
● „Pięć procent to dla ciebie za mało?/Ciesz się, że w ogóle coś zostało” – śpiewali Beatlesi w piosence z 1966 r. pod tytułem „Fiskus”. Utwór był reakcją na „superpodatek” w wysokości 95 proc., jaki wprowadził w 1966 r. laburzystowski gabinet premiera Harolda Wilsona. Rozwiązanie było ekstremalne, a w ciągu ostatniego półwiecza dominującą tendencją było zmniejszanie obciążeń podatkowych dla najbogatszych. Wszystko zmieniły kryzysy: zadłużeniowy i finansowy.
● Słynnym przykładem było wprowadzenie we wrześniu 2012 r. 75-proc. podatku dla najbogatszych (zarabiających więcej niż 1 mln euro) przez prezydenta Francji Françoisa Hollande’a. Zainteresowani bardzo źle zareagowali; Gerard Depardieu został obywatelem Rosji, a najbogatszy Francuz Bernard Arnault rozważał wystąpienie o obywatelstwo Belgii (co lewicowy dziennik „Libération” skomentował: „spadaj, bogaty ku...sie”).
Ostatecznie podatek wyniósł 50 proc. i zamiast przez pracowników miał być płacony przez pracodawców. Hollande wycofał się z niego pod koniec ub.r., po tym jak francuskie ministerstwo finansów ogłosiło niewielkie wpływy z tego tytułu: 260 mln euro w 2013 r. i 160 mln w 2014 r.
● Temat podatków dla najbogatszych powrócił podczas wyborów parlamentarnych w Wielkiej Brytanii. Lider laburzystów Ed Milliband proponował, aby zarabiających powyżej 150 tys. funtów rocznie obowiązywał 50-proc. podatek (taka stawka obowiązywała w latach 2010–2013; wcześniej najbogatsi płacili 40 proc., a po 2013 r. 45 proc.). Pomysł nie cieszy się na Wyspach popularnością, a to dlatego, że 1 proc. wpadających w najwyższy próg podatkowy obywateli już teraz odprowadza kwotę stanowiącą 29,7 proc. dochodów fiskusa z PIT. Między 2010 a 2015 do 5 tys. zwiększyła się liczba osób zarabiających ponad 2 mln funtów, a wpływy podatkowe od tej grupy wzrosły z 3,5 do 8,9 mld funtów. Co ciekawe, służba podatkowa i celna Jej Królewskiej Mości posiada wydzieloną jednostkę zajmującą się tylko podatkami 6,2 tys. osób z majątkiem o wartości większej niż 15 mln funtów. Urząd zapewnia, że w wyniku działalności tej grupy fiskus pozyskał od 2009 r. miliard funtów więcej.