O dalszych losach Donalda Tuska przesądzi to, czy zostanie na drugą kadencję w Brukseli na stanowisku szefa Rady Europejskiej. Pierwsze sygnały, że PiS może go nie poprzeć, pojawiły się już w ubiegłym roku. Wtedy wywoływały po prostu konsternację: czy naprawdę PiS jest gotowe zrezygnować z "posiadania" przez nasz kraj tak wysokiej funkcji w UE? Coraz częstsze powtarzanie tych słów przez Jarosława Kaczyńskiego pokazuje, że ten konsekwentnie dąży, by przebić się z tym komunikatem. Oswaja nas z myślą, że poparcia dla Tuska nie będzie.
Na dodatek lider PiS robi to w sposób, który ma poniżyć byłego szefa PO. mówił „Gazecie Polskiej”. W jeszcze ostrzejszy sposób odpowiedział na pytanie, czy jest gotów na debatę z szefem Rady. wyjaśniał. Nawet jak na standardy trwającej lata wojny PO z PiS to wypowiedź niesłychanie ostra. Nic dziwnego, że Tusk poczuł się zagrożony. komentował.
Na ile głosy o braku poparcia dla Tuska to zapowiedź działań, a na ile gra? mówi politolog i były europoseł PiS Marek Migalski.
Z punktu widzenia czysto partyjnych interesów PiS usunięcie Tuska z funkcji szefa Rady to znaczące osłabienie pozycji politycznej kogoś, kto pod koniec kadencji (w połowie przyszłego roku) może stać się liderem opozycji w Polsce. zauważa politolog prof. Antoni Dudek. W tym sensie wątki emocjonalne i zimna kalkulacja polityczna mogą się pokrywać. Dlatego wiele wskazuje na to, że bez względu na motywy PiS faktycznie będzie dążył do tego, by Tusk nie został na kolejną kadencję szefem Rady Europejskiej. Na ile te zabiegi okażą się skuteczne?
Kup w kiosku lub w wersji cyfrowej