– mówił na konferencji prasowej Marcin Kierwiński z PO. Beata Kempa, szefowa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, odpierała zarzuty: – – powiedziała. Natomiast rzecznik rządu Rafał Bochenek w odpowiedzi na nasze pytania precyzował: –
Według byłego wiceszefa MON w rządzie PO-PSL gen. Czesława Mroczka nie ma czegoś takiego jak „cywilna” instrukcja HEAD, a zasady przewożenia najważniejszych osób w państwie opisuje wydana w styczniu 2013 r. decyzja ministra obrony w sprawie wprowadzenia do użytku „Instrukcji organizacji lotów oznaczonych statusem HEAD w lotnictwie Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej’’. Dotyczy ona lotów najważniejszych osób w państwie. Niezależnie od tego, czym i z kim latają. – – powiedział w rozmowie z Dziennik.pl. Podobnego zdania jest Maciej Lasek, były przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. – – powiedział w rozmowie z DGP Lasek.
Próbowaliśmy dopytywać Rafała Bochenka, czy próba dołączenia dziennikarzy do lotu premier Beaty Szydło z Londynu była realizowana w zgodzie z zapisami paragrafu 4 wspomnianej instrukcji MON-owskiej. Napisano w nim, że . W związku z tym należy przekazać: . Wspomniany ust. 11 przewiduje nagłe przypadki. Jednak i tutaj autor instrukcji próbuje wyeliminować element spontaniczności z organizowania lotu. Przytoczmy go w całości:
Czy wobec tego złożono zapotrzebowanie wynikające z sytuacji nagłej i czy organizator lotu w treści zapotrzebowania wykazał, że jest to sytuacja nagła? Jakich argumentów użyto? Dlaczego instrukcja „cywilna” HEAD, o której wspomniała minister Kempa, jest tajna, natomiast ta wydana przez MON w 2013 r. nie?
Oto odpowiedź Rafała Bochenka w kwestii instrukcji „cywilnej”: – (ona – red.) (LOT-em) (umowa i załącznik do niej)
Dopytujemy zatem, dlaczego część osób musiała opuścić maszynę? –
Co jest pewne? Fakt, MON-owska instrukcja HEAD nie została złamana z punktu widzenia składu VIP-ów na pokładzie. Według jej zapisów w samolocie nie mogli się znaleźć jednocześnie pani premier i jej pierwszy zastępca Piotr Gliński (Mateusz Morawiecki jest „zwykłym” wicepremierem). W naszej poniedziałkowej publikacji nie stwierdziliśmy, że złamano zasady przewożenia VIP-ów w tym punkcie. Zwracaliśmy natomiast uwagę, że jednocześnie w samolocie znaleźli się przedstawiciele rządu zajmujący się specyficzną i wrażliwą tematyką: oprócz pani premier i jej zastępcy reprezentanci resortów siłowych i dowódca operacyjny sił zbrojnych.
Wczoraj sprawę skomentował szef MSZ Witold Waszczykowski. – – powiedział w rozmowie z Wirtualną Polską. Pan minister najwidoczniej nie czytał tekstu w DGP. Nie ma w nim mowy o okrzykach pilota. Nie piszemy również o „aferze”. Takie sformułowanie nigdzie nie pada.
– powiedział minister Waszczykowski w rozmowie z WP. – zadeklarował szef MSZ. Dziennikarzy było 23. Kilka to nie 23. W zasadzie co oznacza sformułowanie: . Ile konkretnie? I czy można sobie w przypadku takiego lotu pozwolić na swobodę w rachunkach?
Minister mówi, że siedział przy pani premier, a (z DGP – red.) . I nic, w przeciwieństwie do ministra, nie słyszał. Nieprawda. Przez pewien czas – opuszczając embraera – dziennikarz DGP miał okazję dokładnie przyjrzeć się sytuacji. Łącznie z reakcją pilota, który choć nie krzyczał, był poirytowany zaistniałą sytuacją i przeciągającą się zwłoką.