- zapytał szef PGE Zbigniewa Jagiełłę - informuje tvn24.pl. Prezes banku odpowiada, że nie może tego zrobić, bo Grad nie ma odpowiedniego wykształcenia, by pełnić tę funkcję zgodnie z prawem. Wtedy do rozmowy włącza się ówczesny prezes BZ WBK, Matusz Morawiecki. pyta.
Kilian tłumaczy wtedy, jak wynika z zapisu rozmów, że "my mu możemy zapłacić cztery dychy i koniec". Morawiecki przyznaje, że to nie są małe pieniądze. Wtedy do rozmowy włącza się Matuszewska. - mówi. dodaje Kilian.
Potem uczestnicy rozmowy zgodnie dochodzą do wniosku, że pensje w administracji są tak niskie, że ludzie nie są w stanie długo wytrzymać na państwowej posadzie. M.in. za przykład podają Bartłomieja Sienkiewicza, który przed awansem na stanowisko ministra pracował w PGE. Morawiecki mówi więc, że jeśli Grad ma "jakąś fundację, stowarzyszenie albo firmę, to jednorazowo będę mu mógł coś na pewno sprokurować". - - wyjaśnia.
TVN24 o tę rozmowę zapytało bank, którego szefem był Morawiecki. Jednak rzeczniczka Santander Bank Polska odmówiła komentarza. Z kolei zdaniem Aleksandra Grada, to była"fałszywa troska" nagranych ludzi. - - dodał.
Morawiecki o pracy dla syna Czarneckiego
Uczestnicy rozmowy komentowali też sytuację syna Ryszarda Czarneckiego, który pracował w PKO BP - mówił Jagiełło. - dodał.
Wtedy Morawiecki dzwoni do Ryszarda Czarneckiego - mówi ówczesny prezes BZ WBK politykowi PiS. Czarnecki tłumaczy jednak, że jego syn był absolutnie zdruzgotany, kiedy nie mógł kontynuować stażu.
- wyjaśnił. Stwierdził też, że jego syn chciałby więcej zarabiać i robić coś innego. - skomentował więc Morawiecki, który w czasie tej rozmowy przełączył telefon na tryb głośnomówiący.