- W żaden sposób nie chcemy ograniczać wolności słowa, mój osobisty życiorys i praca w podziemnych wydawnictwach o tym świadczy, ale pozostawiam sądom do oceny, czy pisanie kłamstw, insynuacji oszczerstw też się mieści w wolności słowa - powiedział prezes NBP Adam Glapiński.

Zaznaczył, że jeżeli to dotyczyłoby jego osobiście, nie składałby pozwu. - To zdarzało mi się wiele razy - powiedział. - Ale jeśli dotyczy to dobra narodowego, jakim jest NBP, odpowiednie służby prawne muszą działać.

Glapiński przekonywał, że NBP "rutynowo wszczął procedury prawne, mające na celu ochronę dóbr osobistych instytucji zaufania publicznego na drodze sądowej".

- Tak robią wszystkie korporacje, instytucje, urzędy. Konieczność obrony dobrego imienia NBP wynika z jego ustrojowej pozycji, centralnej, z troski o szeroko rozumiane bezpieczeństwo ekonomiczne kraju - przekonywał.

Prezes NBP przypomniał, że "to jest instytucja wymieniona w konstytucji", więc "prestiż tej instytucji, niezależność jest niezwykle cenna", a "we wszystkich rankingach międzynarodowych Polski to jest pierwszy punkt analizy". - Rutynowo prawnicy się tym zajęli - zaznaczył.

Mówił, że w pierwszym etapie "bez procedury sądowej zwróciliśmy się, by wycofano te oszczercze i kłamliwe artykuły i wypowiedzi". - Po upływie określonego czasu są pozwy - zaznaczył.

Obecni na konferencji po posiedzeniu RPP członkowie Rady Grażyna Ancyparowicz i Rafał Sura zapewnili, że RPP w pełni popiera działania NBP w tym zakresie. - W tej kwestii popieramy działania, jakie zostały podjęte w obronie Narodowego Banku Polskiego w obronie jego wiarygodności - powiedziała Ancyparowicz.

Także Rafał Sura powiedział, że elementem demokratycznego państwa prawa jest prawo do krytyki organów władzy. - Ale to konstytucyjnie ugruntowane prawo nie wyklucza, by inny organ konstytucyjny, w sytuacji, gdy jest w sposób niesłuszny i oszczerczy pomawiany, (...) nie mógł dochodzić swych praw - mówił Sura.

- Niezależny i niezawisły sąd oceni, czy te działania są podjęte w sposób właściwy, czy nie - dodał. Stąd, jak zaznaczył, Rada uznała za słuszne "poparcie kroków prawnych, które mają na celu ochronę dobrego imienia NBP".

Podczas konferencji dziennikarze pytali, dlaczego niektórzy autorzy kwestionowanych publikacji nie zostali wpuszczeni na środową konferencję. Jak wyjaśnił szef biura prasowego NBP Maciej Antes, w banku centralnym obowiązuje zasada akredytacji z dwudniowym wyprzedzeniem, jeśli ktoś nie bierze stale udziału w konferencjach prasowych.

- Nie mamy żadnego trupa w szafie, wszystko jest otwarte, mogą państwo o wszystko pytać - zapewniał Glapiński. - Nie ma nic do ukrycia. Na tym polega problem, że znajdujemy się pod jakąś taką niezasłużoną presją i w granicach prawa staramy się w tym znaleźć.

Do Sądu Okręgowego w Warszawie wpłynęło w ubiegłym tygodniu 6 wniosków Narodowego Banku Polskiego o zabezpieczenie przed wszczęciem postępowania, w których NBP domaga się m.in. nakazania tymczasowego usunięcia artykułów prasowych w związku z aferą wokół KNF.