Eleganckie ciuszki, wymodelowane włosy i profesjonalny makijaż. Do tego obiadki w ekskluzywnych stołecznych restauracjach i samochód wart blisko 40 tys. zł. - wymienia "Fakt". Tak żyje i opływa w luksusach obrończyni praw pielęgniarek - Dorota Gardias, szefowa Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.
Nie dalej jak kilkadziesiąt dni temu koczowała jeszcze przed kancelarią premiera. Mamiła swoje koleżanki po fachu, że walczy o ich sprawy. Bo kilkuset złotowe pensje dla pielęgniarek rzeczywiście wołają o pomstę do nieba. Okazało się jednak, że etos związkowców, którzy żyją i cierpią taką samą niedolę jak ci, którzy ich wybrali - dawno już umarł. Gardias nie miała odwagi przyznać się przed swoimi siostrami w czepkach, że akurat jej powodzi się nie zgorzej - donosi "Fakt".
Okazuje się też, że udział w protestach może potraktować jako polityczną trampolinę. Jest przecież działaczką Socjaldemokracji Polskiej, która w najbliższych wyborach będzie startować do parlamentu w ramach Lewicy i Demokratów. "Bardzo byśmy chcieli, żeby kandydowała. Powinna dostać jakieś eksponowane miejsce" - mówi "Faktowi" Sławomir Miulski, wiceszef SdPl na Pomorzu. "Jeszcze nie wiem, czy wystartuję w wyborach. Cały czas się nad tym zastanawiam. Ostateczną decyzję podejmę w poniedziałek" - powiedziała dziennikowi pl. Dorota Gardias.
"To skandal. Miejsce pielęgniarki jest w szpitalu, a nie wśród posłów. Nie rozumiem koleżanek, które porzucają zawód i szukają intratnych posadek gdzie indziej. Dorota Gardias zdradziła etos pielęgniarski. Zapomniała, że nasza praca to swego rodzaju misja. Ona już nie jest już jedną z nas. Jest politykiem" - bulwersuje się Maria Cieplińska, pielęgniarka ze Szpitala Kolejowego w Pruszkowie.