Chodzi o słowa wojewody o marszu jako promocji dewiacji, którymi poczuł się zniesławiony Bartosz Staszewski. Po negocjacjach z udziałem mediatora sądowego, strony uzgodniły treść oświadczenia, które ma wygłosić wojewoda na swoim kanale YouTube. To stało się podstawą umorzenia postępowania.

Postępowanie było niejawne, postanowienie sądu jest nieprawomocne.

Wojewoda Czarnek powiedział dziennikarzom, że to jego forma ugody została przyjęta, nie wycofuje się ze swoich przekonań, natomiast nie miał intencji kogokolwiek obrażać. - Pozostaję przeciwnikiem promocji zboczeń, dewiacji i wynaturzeń a zwolennikiem małżeństwa opartego na związku kobiety i mężczyzny – powiedział.

- Osób nie potępiam, do osób odnoszę się z szacunkiem, natomiast potępiam i nie akceptuję czynów homoseksualnych, które są sprzeczne z nauczaniem Pisma Św. i nazywane przez św. Pawła zboczeniami oraz z nauczania katechizmu Kościoła katolickiego, w którym Jan Paweł II wprost stwierdza, że są sprzeczne z prawem naturalnym, z niczego tego się nie wycofuję – powiedział Czarnek.

- Natomiast wyrażam ubolewanie, że zostałem źle zrozumiany, zostały moje intencje źle przedstawione, również w środkach masowego przekazu i w ten sposób mogły zaboleć czy urazić niektóre osoby, w tym Bartosza Staszewskiego i z tego powodu jest mi przykro i przepraszam – dodał wojewoda.

Bartosz Staszewski powiedział, że ugoda to "zwycięstwo osób LGBT nad homofobiczną mową nienawiści".

- Są przeprosiny, wojewoda Czarnek przeprasza wszystkie osoby, które mogły się poczuć urażone jego słowami, a także mnie osobiście. I możemy to traktować w kategorii zwycięstwa osób LGBT nad homofobiczną mową nienawiści w przestrzeni publicznej – powiedział Staszewski.

- Ta ugoda to dowód na to, że nawet wysokiego rangą urzędnika możemy pociągnąć do odpowiedzialności za jego homofobiczne słowa. Do tej pory wojewoda Czarnek nie chciał przeprosić za swoje słowa, nie chciał zamieścić żadnego materiału video, w którym by się uchylał od swojej wypowiedzi – dodał Staszewski.

W treści oświadczenia, które wojewoda ma opublikować, zapewnia on m.in., że nie było nigdy jego zamiarem "obrażenie, ani dyskryminowanie kogokolwiek słowami wypowiedzianymi w dniu 27 września 2018 r. na temat planowanego wówczas w Lublinie Marszu Równości, w tym żadnej grupy społecznej".

"Jest mi niezmiernie przykro, że moje słowa wypowiedziane na youtube w dniu 27 września 2018 r. i w dniach następnych wywołały u odbiorców negatywne oceny co do moich intencji. Wszystkich, w szczególności Pana Bartosza Staszewskiego, którzy z tego powodu poczuli się urażeni - przepraszam. Powyższe jednak w żaden sposób nie zmienia mojej jednoznacznie negatywnej oceny homoseksualizmu" – głosi uzgodnione oświadczenie.

Sprawa dotyczy komentarza wojewody Przemysława Czarnika zamieszczonego na jego wideoblogu, w którym krytykując organizowanie Marszu Równości w Lublinie, powiedział on m.in., że sprzeciwia się promowaniu "zboczeń, dewiacji, wynaturzeń", postaw "antyrodzinnych, antychrześcijańskich", "sprzecznych z katechizmem, sprzecznych z Konstytucją RP", która - jak przypominał – chroni "tylko małżeństwo heteroseksualne, związek kobiety i mężczyzny".

Organizator marszu, Bartosz Staszewski, wniósł do sądu prywatny akt oskarżenia przeciwko wojewodzie, w którym domagał się przeprosin za te – jego zdaniem - obraźliwe i zniesławiające go w opinii publicznej słowa. Sąd początkowo umorzył postępowanie. Uznał, że choć słowa wojewody - "zboczenie", "dewiacja", "wynaturzenie" - mają treść wybitnie ujemną i negatywny wydźwięk, to jednak wypowiedziane zostały w ramach debaty publicznej.

Staszewski zaskarżył to postanowienie do sądu okręgowego, który w lutym tego roku je uchylił i skierował sprawę do ponownego rozpoznania. Jak tłumaczył wówczas sędzia Artur Ozimek, "sąd rejonowy nie podjął żadnej próby dokonania oceny, czy wypowiedź oskarżonego stanowiła przestępstwo, a jeśli tak, to jakie".

Marsz Równości przeszedł ulicami Lublina 13 października ubiegłego roku. Wzięło w nim udział około 1,5 tys. osób. Marsz usiłowali blokować jego przeciwnicy, wielu z nich zachowywało się agresywnie. Interweniowała policja. Kilkadziesiąt osób spośród blokujących usłyszało zarzuty dotyczące m.in. czynnej napaści na policjanta, naruszenia nietykalności cielesnej, udziału w bójce, udział w zbiegowisku publicznym, rozboju.