Problem w tym, że zarządzanie dwumilionowym, niedoinwestowanym miastem wymaga menedżerskich uzdolnień, a także przednich wizji. Tymczasem pani prezydent, gdy stwierdziła, że pod jej rządami będzie klops - nie mniejszy niż w poprzednim czteroleciu - uznała, że na ten frasunek w sam raz zaradzi preambuła konstytucji miejskiej z odniesieniami do tzw. wartości. Tym sposobem można publikę w stolicy jedynie bardziej skłócić, nic w zamian nie zyskując.
Były wiceprezydent Warszawy, pan Urbański, gdy go pytałem, dlaczego stołeczna infrastruktura jest wciąż tak kiepska zapewniał, że wszystko zmienią ustawy o sposobie inwestowania. No i co? Ustawy są nowe, a nam pozostał stary klops. Czyli nieudolne remonty bez końca, brak obwodnicy, kolejnych mostów i generalnej wizji stolicy. Prezydent Starzyński, choć był Warszawie narzucony przez rząd, zaplanował ją jako wielkie, nowoczesne miasto. Nie chciał bowiem być ministrem, prezydentem, marszałkiem czy Bóg wie kim jeszcze. U nas politycy wybierani do ratusza marzą jedynie o jeszcze większej karierze, dlatego nie chcą się narazić. Nie wiem, kim chce zostać pani Gronkiewicz, lecz jej marzeniom o awansach, gdy stoję w monstrualnych korkach, nie życzę spełnienia.
Problem w tym, że coraz to nowi prezydenci miasta nie mają pojęcia o zajęciu, którego się podejmują. A Warszawie potrzeba gazdy, który by zreformował m.in. sposób remontowania miasta. Metoda na to jest prosta: trzeba brać takie firmy, a może sobie je wychować, które potrafiłyby budować w tempie ekspresowym. Skoro 5 Avenue w Nowym Jorku można było przebudować w ciągu jednego weekendu, to u diabła dlaczego u nas Aleje Jerozolimskie remontuje się trzy miesiące, a kładkę przez ulicę buduje osiem miesięcy?
W Warszawie po Piskorskim ceni się zaniechania. Tym, co kochają taki właśnie pomysł na życie, przypomnę dykteryjkę z lat 70. Gierka przybyłego do Warszawy na proces w charakterze świadka zaskoczyły napisy na gmachu sądów: "Wracaj Gierek do koryta, lepszy złodziej niż bandyta". Przypominam to nie à propos, ale dziś, gdy bawimy się w ogólnonarodowe igrce pod tytułem: "Łapaj złodzieja, coś jest na rzeczy", pamiętajmy: aby coś znaleźć, ktoś musi coś zgubić.