Chodzi o sytuacje, w których komisja ds. pedofilii skieruje zawiadomienie o podejrzeniu popełnia przestępstwa o charakterze seksualnym wobec dzieci, a prokuratura albo odmówi wszczęcia postępowania na skutek przedawnienia, albo dojdzie z tego powodu do umorzenia. W takiej sytuacji dokumenty mają wracać do komisji, która będzie mogła nakazać wpisanie takiej osoby do jawnej części rejestru pedofilów.

Kłopot w tym, że wpis będzie w istocie represją o charakterze karnym, o zastosowaniu której decydować ma komisja, w której nie musi być żadnego prawnika. – Jej członkowie nie mają gwarancji niezawisłości jak sędziowie. Będą podejmować decyzje w oparciu o niesprecyzowane kryteria. To swoisty sąd poza sądem, czyli de facto samosąd – przestrzega dr Mikołaj Małecki z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

WIĘCEJ W PONIEDZIAŁKOWYM "DZIENNIKU GAZECIE PRAWNEJ"