Szef sztabu KW SLD Robert Biedroń (Wiosna) przypomniał na konferencji prasowej we Wrocławiu, że w piątek na świecie odbywa się Młodzieżowy Strajk Klimatyczny "w 130 krajach na świecie, w 60 miastach w Polsce, także we Wrocławiu". - To młodzież daje dziś przykład politykom, jak mamy urządzać nasz kraj, to często młodzi ludzie oraz samorządowcy pokazują jak walczyć ze zamianami klimatycznymi - mówił. Dodał, że lewica solidaryzuje się z Młodzieżowym Strajkiem Klimatycznym.

Biedroń ocenił, że do tej pory w Polsce uprawiano dwa rodzaje polityki klimatycznej. Pierwszy to - jako mówił – "nic nie widzę, nic nie słyszę, nic nie mówię". - Przez wiele lat udawano, że w Polsce nie ma problemu klimatycznego; byli też tacy, co wprowadzili drugą zasadę polityki związanej z klimatem – zasadę kreatywnej księgowości klimatycznej, zasadę, w której nie walczono ze zmianami klimatycznymi, ale podwyższano normy klimatyczne, zmieniano je, aby oszukać nas wszystkich - mówił Biedroń.

Zdaniem lidera Wiosny, każdego roku wskutek zanieczyszczania powietrza umiera w Polsce 45 tys. ludzi. - Tylko dlatego, że politycy nie mieli odwagi podjąć trudnych decyzji dotyczących przechodzenia z węgla na odnawialne źródła energii - ocenił.

Biedroń podkreślił, że na walce ze zmianami klimatyczny lewica chce "budować dobre życie Polek i Polaków, nowoczesne państwo dobrobytu". - By tak się stało, potrzebne są konkretne decyzje; one będą dotyczyć przede wszystkim decyzji o odchodzeniu od węgla, nie może być to decyzja podjęta z dnia na dzień, ale ona musi być podjęta - oświadczył lider Wiosny. Biedroń mówił przy tym, że PiS zwiększa import "węgla złej jakości z Rosji czy Mozambiku".

Polityk podkreślił, że do 2035 r. większość miksu energetycznego powinny stanowić odnawialne źródła energii. - Potrzebne są też decyzje dotyczące wysuszania się rzek. Zasoby wodne mamy mniejsze od Egiptu. Potrzeba jest dobra polityka melioracyjna i zarządzania wodami; potrzebna jest dobra polityka ochrony lasów - mówił. Zapowiedział, że lewica powoła Agencję Ochrony Przyrody z siedzibą w Białymstoku. - Powołamy też rzecznika praw zwierząt - mówił Biedroń, podkreślając, że ekologia jest jednym z fundamentów programu lewicy.

"Jedynka" na gliwickiej liście komitetu SLD Wanda Nowicka (Wiosna) mówiła z kolei, że lewica chce zadbać o to, aby w Polsce opieka zdrowotna była "na najwyższym poziomie". - Chcemy, aby opieka zdrowotna była w pełni dostępna, aby ludzie w małych miejscowościach również mieli dostęp do lekarza w krótszym czasie niż obecnie - zaznaczyła.

Nowicka dodała, że lewica chce zwiększyć nakłady na ochronę zdrowia w ciągu pięciu lat do 7,2 proc. PKB. - Skrócimy kolejki do lekarzy do 30 dni, dziś zdarza się, że na dostęp do specjalisty trzeba czekać 30 miesięcy; zwiększymy liczbę lekarzy do 50 tys. w ciągu sześciu lat i wprowadzimy leki na receptę, które będą kosztowały 5 zł - zapowiedziała Nowicka.

Lider wrocławskiej listy KW SLD Krzysztof Śmiszek (Wiosna), który ma być – jak mówiła Nowicka – w rządzie lewicy ministrem sprawiedliwości, zapowiedział m.in. zmianę ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. - Tak, aby prawomocnie powołani sędziowie, trzech sprzed kilku lat, złożyli ślubowanie przed marszałkiem Sejmu i wreszcie objęli swoje stanowisko - podkreślił.

Śmiszek mówił, też, że przed Trybunałem Stanu powinni zostać postawieni: Zbigniew Ziobro, Beata Kempa, Beata Szydło oraz Mateusz Morawiecki. - To są osoby, które notorycznie łamały konstytucję - przekonywał Śmiszek. Polityk zapowiedział też likwidację Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego oraz zmianę ustroju prokuratury.

Nie chcą mieć dzieci z powodu zmian klimatu

Zmiany klimatu stały się jednym z najważniejszych tematów w kampanii przed październikowymi wyborami w Kanadzie. Studenci deklarują, że nie chcą mieć dzieci, dopóki rząd nie podejmie działań w tej sprawie.

Według wrześniowego sondażu Nanos Research ponad 27 proc. Kanadyjczyków deklaruje, że zmiany klimatu to najważniejsza kwestia, jaka zdeterminuje ich wybór w dniu głosowania, 21 października.

Duże zainteresowanie kanadyjskich mediów wywołała rozpoczęta w poniedziałek kampania #NoFutureNoChildren (nie ma przyszłości, nie ma dzieci). Akcja zorganizowana przez Emmę Lim z montrealskiego Uniwersytetu McGill ma zwrócić uwagę na problemy wynikające ze zmian klimatu i bezczynności rządów w obliczu tego problemu. Do czwartku wieczorem ponad 1,6 tys. studentów podpisało się pod deklaracją, że nie będą mieli dzieci "do czasu, aż będą pewni, że nasz rząd zapewni im bezpieczną przyszłość". Z lektury złożonych podpisów wynika, że są to studenci nie tylko z Kanady, ale też m.in. z Francji, Niemiec, Szwecji, Wielkiej Brytanii i USA.

Lim mówiła w mediach, że pochodzi z rodziny, która przeżyła Holokaust i doświadczyła wpływu, jaki na ludzi mają masowe migracje, a te - oceniła - ze względu na zmiany klimatu znów zagrażają ludzkości.

Kanadyjska organizacja wspierająca działania na rzecz zahamowania zmian klimatu - Extinction Rebellion - prowadzi szkolenia na temat obywatelskiego nieposłuszeństwa, ucząc m.in. jak zachowywać się wobec osób zaprzeczających zmianom klimatu. "To nasz święty obowiązek, by się buntować, by chronić nasze domy, naszą przyszłość i przyszłość całego życia na ziemi" - podkreśla organizacja na swojej stronie internetowej, zwracając uwagę na znane z przeszłości rezultaty aktów pokojowego obywatelskiego nieposłuszeństwa. "Nasz rząd nie działa zgodnie z tym, co mówi nauka i czego uczy historia, jest więc winien zbrodniczego zaniechania" - dodaje.

Studenci szkół medycznych zapowiedzieli w artykule w "The Province", jednym z największych dzienników w Kolumbii Brytyjskiej, że będą brali udział w strajkach szkolnych we wrześniu, które mają zwrócić uwagę na zmiany klimatu. "Musimy zrobić coś, żeby rząd zrozumiał, że stoimy wobec poważnych wyzwań dla służby zdrowia. (…) Na ostrych dyżurach mamy do czynienia z coraz częstszymi przypadkami chorób płuc, związanymi z pożarami lasów, rosnącą liczbą zachorowań na boreliozę i skutkami rosnących temperatur".

27 września do Montrealu przyjedzie Greta Thunberg, szwedzka nastolatka i aktywistka, działająca na rzecz ochrony środowiska, która weźmie udział w marszu na rzecz klimatu. Miasto spodziewa się ponad 300 tys. uczestników. Burmistrz Montrealu Valerie Plante zamierza wręczyć Szwedce klucz do miasta w uznaniu jej zasług.

Były konserwatywny premier Kanady Brian Mulroney powiedział w wywiadzie dla telewizji CTV News, że politycy, którzy ignorują zmiany klimatu, "zapłacą za to cenę". - Kanadyjska klasa średnia nie zaakceptuje obojętności w tej kwestii - podkreślił.

Młodzieżowy Strajk Klimatyczny. Wtargnęli do ministerstwa i udawali martwych

Ponad 200 młodych Tajlandczyków wtargnęło w piątek do ministerstwa ochrony środowiska w Bangkoku, po czym położyło się na ziemi, udając martwych, w ramach manifestacji na rzecz podjęcia przez władze zdecydowanych działań w walce ze zmianami klimatu.

- Tak się stanie, jeśli nie zaczniemy już teraz przeciwdziałać zmianom klimatycznym. Dziś żądamy, by rząd Tajlandii ogłosił klimatyczny stan wyjątkowy i przestał wykorzystywać paliwa kopalne - powiedziała Nanticha Ocharoenchai, jedna z przywódczyń lokalnego Młodzieżowego Strajku Klimatycznego.

Młodzi manifestanci wmaszerowali do siedziby resortu, skandując "uratujcie Ziemię", po czym osunęli się na podłogę, trzymając w rękach tablice z hasłami takimi jak "Czyste powietrze to nasze prawo" czy "Stop dla energii węglowej".

W akcji udział wzięły też młodsze dzieci, jedną ręką trzymającą się rodzica, a drugą - plakaty z hasłami. - Jesteśmy młodzi, ale nie głupi. Wiemy, co się dzieje. Potrzebujemy zmiany i domagamy się poprawy - powiedziała cytowana przez agencję Reutera 11-letnia Ralyn.

Wysoki rangą przedstawiciel ministerstwa zasobów naturalnych i ochrony środowiska Adisorn Noochdumrong wyraził zrozumienie dla uczniowskiego protestu. - W ten sposób młodzi ludzie wyrażają swoje obawy, co uważamy za dobry znak, a nie problem - powiedział urzędnik.

Akcja w Bangkoku wpisuje się w serię protestów w obronie klimatu, jakie w poniedziałek mają się odbyć w wielu krajach na całym świecie, w tym w Polsce, w przeddzień szczytu klimatycznego ONZ (21-23 września), na którym światowi przywódcy będą proszeni o zmniejszenie emisji dwutlenku węgla.

W Australii organizatorzy szacują, że na ulice ponad 100 miast i miasteczek wyszło ponad 300 tys. osób, domagających się od rządu i biznesu zaangażowania się w plan osiągnięcia zerowego poziomu emisji dwutlenku węgla do 2030 roku. Jak pisze AP, to największe protesty w tym kraju od 2003 roku, gdy Australijczycy wylegli na ulice, by protestować przeciwko inwazji w Iraku.

Ponad 800 podobnych protestów planowanych jest w USA, a ponad 400 w Niemczech. Akcja odbędzie się także w 60 miastach w Polsce.

Akcja jest częściowo inspirowana działaniami szwedzkiej aktywistki na rzecz klimatu Grety Thunberg. Ona sama w piątek ma wziąć udział w manifestacji w Nowym Jorku.