Ani sprawa wynajmowania przez nowego szefa NIK Mariana Banasia gangsterom lokalu, który zmienił się w hotel na godziny, ani skandaliczne wypowiedzi byłego prezydenta Lecha Wałęsy o zmarłym Kornelu Morawieckim nie wpływają radykalnie na zmianę nastrojów wyborczych. W zdecydowanej większości sondaży Prawo i Sprawiedliwość prowadzi, notując poparcie powyżej 40 proc. Druga jest Koalicja Obywatelska, która może liczyć na nieco poniżej 30 proc. głosów wyborców. Oczywiście to tylko sondaże. Trend jest jednak wyraźny od miesięcy. Przy jego analizie nie widać gwałtownych załamań ani wzrostów. Kampania wyborcza do parlamentu gwałtownego przełomu się nie doczekała.

Starcia wyborcze po 1989 r. w takie wydarzenia obfitowały. W 2015 r. tzw. gamechangerem, czyli wydarzeniem, które mocno namieszało w kampanii, był świetny występ Adriana Zandberga w telewizyjnej debacie przedwyborczej. Wielu obserwatorów uważa, że to dzięki niemu Razem dostało kilkaset tysięcy głosów więcej, odbierając je koalicji lewicowej Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Twojego Ruchu. Przez to Razem zyskało powyżej 3 proc. i subwencję z budżetu, a koalicja nie przekroczyła progu wyborczego 8 proc. W efekcie na skutek ordynacji wyborczej Prawo i Sprawiedliwość uzyskało większość sejmową.

W kończącej się kampanii również mieliśmy debaty przedwyborcze, ale trudno nazwać je przełomowymi. Niejako tradycyjnie najważniejsi politycy partii cieszących się największym poparciem: Jarosław Kaczyński i Grzegorz Schetyna nie wzięli w nich udziału.

W 2015 r. odbyły się też wybory prezydenckie, w których Andrzej Duda wygrał z Bronisławem Komorowskim. Wygrana była zaskoczeniem. Analizując sondaże, można jednak było zaobserwować trend spadkowy Komorowskiego, który był napędzany serią gaf.

Kampanią, która obfitowała w zwroty akcji, było starcie o prezydenturę w 2005 r. To wtedy asystentka ówczesnego kandydata na prezydenta Włodzimierza Cimoszewicza oskarżyła go o zatajanie prawdy w oświadczeniu majątkowym. Choć okazało się to nieprawdą, a ona sama została skazana, to Cimoszewicz z polityki na długie lata wycofał się i dopiero niedawno został deputowanym do Parlamentu Europejskiego. Kwestia tego, kto asystentkę do takich zachowań namawiał i na ile były w to zamieszane służby specjalne, do dziś nie została rzetelnie wyjaśniona.

Cimoszewicz miał udział w jeszcze jednym wydarzeniu, które wpłynęło na wybory. Jego wypowiedź w trakcie powodzi, że "trzeba być przezornym i się ubezpieczać", mimo że wyrwana z kontekstu, przyczyniła się do spadku notowań lewicy i tego, że w 1997 r. rząd utworzyły Akcja Wyborcza "Solidarność" i Unia Wolności.

W 2005 r. głośnym zagraniem stało się również doniesienie "dobrze poinformowanych źródeł na Pomorzu" o "dziadku z Wehrmachtu" Donalda Tuska. Trudno oszacować, jak mocno do porażki lidera PO z Lechem Kaczyńskim przyczyniła się właśnie ta sprawa, ale za jej ujawnieniem stał dzisiejszy szef TVP, a wówczas jeden z twórców kampanii wyborczej PiS, Jacek Kurski.

Także w 2005 r. doczekaliśmy się spotu, który odbił się bardzo szerokim echem. PiS pokazał lodówkę, z której w wyniku potencjalnych działań PO znikały kolejne produkty. To pozwoliło utrwalić kampanijny przekaz podziału Polski na tę liberalną i solidarną, co pomogło wygrać Prawu i Sprawiedliwości.

Z kolei dwa lata później, w 2007 r., gdy do przyspieszonych wyborów szliśmy po krótkich i burzliwych rządach koalicji PiS – Samoobrona – Liga Polskich Rodzin, wygrała Platforma Obywatelska. Na ostatniej prostej poparcie dla tej partii podskoczyło po tym, jak media obiegł obrazek zapłakanej posłanki Beaty Sawickiej, która została uwiedziona przez "agenta Tomka" i przyjęła łapówkę. Dopiero siedem lat później Sąd Apelacyjny ją uniewinnił (łapówkę przyjęła, ale operacja CBA była nielegalna). Patrząc na kampanie pod tym kątem, tegoroczną można określić mianem nudnej.