JĘDRZEJ BIELECKI: Jest pan typowany na nowego ministra ochrony środowiska. Jeśli tak się rzeczywiście stanie, najpoważniejszym problemem, który będzie pan musiał rozwiązać, jest
spór z Brukselą o budowę obwodnicy Augustowa przez Dolinę Rospudy.
STANISŁAW ŻELICHOWSKI*: Ja mogę tylko przedstawić stanowisko PSL. Trzeba wykorzystać to, że Unia działa na zasadzie kompromisu. Gdybyśmy my mieli się tym zająć,
zmusilibyśmy Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad, aby przygotowała trzy wersje obwodnicy Augustowa. Wiadomo: każda miałaby plusy, minusy. Wybralibyśmy tę, która miałaby
najwięcej plusów. Unia Europejska byłaby wtedy bezradna wobec konkretnych argumentów. Do tej pory Polska upierała się przy jednej wersji obwodnicy. I to organizacje pozarządowe narysowały
sobie na mapie ołówkiem inne wersje, nie robiąc przy tym żadnych wyliczeń. Przez to mamy pat. Dobry polityk to taki, który wypije krew, nie zostawiając rany. Dotychczasowy rząd grzebał się
w ranach, pokłócił się ze wszystkimi, sprawa znalazła się w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości.
Dziś widzę jedno rozsądne wyjście, aby z jednej strony nie wstrzymywać tej inwestycji, a z drugiej uniknąć kar, na które Polski nie stać. Trzeba jak najszybciej, w ciągu miesiąca,
powołać zespół ekspertów od planowania przestrzennego, ruchu drogowego, ochrony przyrody. I polecić im przeprowadzenie dokładnej analizy tych dodatkowych dwóch wariantów. Ale trzeba zdać
sobie sprawę, że na przeszkodzie (tych dodatkowych wariantów - przyp. red.) mogą stanąć problemy własnościowe, że wywoła to reakcje emocjonalne. Nie sposób przecież przepuścić
obwodnicę przez wieś i wszystkich wysiedlić, bo będą następne konflikty. Trzeba więc pokazać Unii, że mieliśmy dobrą wolę, pokazaliśmy, jakie są możliwości w jedną i drugą stronę.
Przypuszczam, że wtedy możliwe byłoby wycofanie przez Komisję Europejską pozwu, który złożyła przeciw Polsce. Bo przecież on nikomu nie służy.
Czy te dwa dodatkowe warianty też miałyby przechodzić przez najbardziej cenną przyrodniczo część Doliny Rospudy?
Oczywiście trasę można przeprowadzić nie tylko w tym miejscu. Tak zakładały dodatkowe warianty przedstawione przez ekologów. I to był główny powód, dla którego Komisja Europejska nie
zaakceptowała propozycji rządu. Uznała, że jest jednak inna możliwość. Trzeba więc rozstrzygnąć, czy jest rzeczywiście taka możliwość, czy jej nie ma. Z tego, co wiem, Bruksela byłaby
nawet gotowa dołożyć więcej środków, gdyby miano wybrać wariant droższy, ale mniej szkodliwy dla przyrody. Ale trzeba zobaczyć, czy jest na to realna szansa, kiedy jest możliwe zbudowanie
takiej alternatywnej obwodnicy. Bo przecież nie można pozwolić na to, aby ludzie w Augustowie zostali rozjechani.
Czy jest realna możliwość zbudowania obwodnicy inną trasą niż proponowaną do tej pory trasą przez Dolinę Rospudy ?
Szczegółowych analiz nie ma - mamy na razie tylko doniesienia medialne. Ale jak się zobaczy plany przestrzenne, wszystkie uwarunkowania, w moim przekonaniu nie będzie pola manewru - trzeba
będzie tę inwestycję, która jest planowana, kontynuować.
Czyli przeprowadzić obwodnicę przez Dolinę Rospudy?
Prawdopodobnie. Ale trzeba będzie udowodnić Komisji Europejskiej, że nie zrobiliśmy tego złośliwie, że tak ma być, bo tak nam się podoba. Tylko że wszystkie inne warianty mają więcej wad
niż ten wariant.
A dlaczego sądzi pan, że wariant do tej pory planowany ma najmniej wad?
Trzeba to zbadać. Być może jest jakiś rewelacyjny inny wariant. Ale ja nie sądzę, że taki istnieje. Gdyby się okazało, że był wariant prostszy, mniej społecznie uciążliwy i do
zaakceptowania przez wszystkich niż ten, który zaproponowała GDDKiA, to ta agencja powinna pójść do prokuratury za to, że wybrała tylko ten jeden. Ale sądzę, że oni solidnie to
zrobili.
Wspomniał pan, że Bruksela jest gotowa dołożyć więcej pieniędzy, byle trasa nie przebiegała przez Dolinę Rospudy. Może warto z tej oferty skorzystać?
Nie wiem, czy to w ogóle jest realne. Jako minister ochrony środowiska nadzorowałem budowę paru zbiorników wodnych, takich jak Czorsztyn. Wiem, ile jest problemów z przeniesieniem ludzi, z
wywłaszczeniami. Mimo że są procedury uproszczone, nie jest to sprawa łatwa. Jeśli więc będzie możliwy inny wariant, ale obwodnica powstanie za 10 lat, to też niczego nie rozwiązuje.
Miałem podobną sytuację przy planach budowy autostrady przez Warszawę w 1996 roku. GDDKiA uznała, że istnieje tylko jedna słuszna droga. Uparłem się, że nie zaakceptuję tego projektu,
dopóki nie będę miał trzech wariantów jej przebiegu. I naczelny sąd administracyjny przyznał mi rację. W przypadku Rospudy z góry wiadomo, który wariant jest najlepszy, ale trzeba tak samo
zrobić.
Na razie sprawa jest w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości. Może najpierw należałoby dogadać się z Komisją Europejską, aby wycofać pozew?
To jest sprawa delikatna. Trzeba z przedstawicielami Komisji się spotkać, może nawet zaprosić ich do Warszawy. Wszystko wytłumaczyć. W polityce jest tak, że każda strona musi wyjść z tego z
honorem. Ale jak jest z jednej strony dobra wola, to i z drugiej jest próba szukania kompromisu. W Unii zawsze szuka się tego, co łączy. Poprzedni rząd pomachał szabelką i teraz mamy straszny
problem.