Uniwersalne reguły zapobiegają w jakimś stopniu niebezpiecznym tendencjom do zawierania bilateralnych porozumień między niektórymi członkami Unii z państwami spoza Unii, co do niedawna było np. widoczne w relacjach niemiecko-rosyjskich.

Reklama

Unijna biurokracja odgrywa także drugą ważną rolę w ograniczaniu hegemonii niektórych państw we wspólnocie. To także doskonale współgra z tradycyjnie pojmowanymi polskimi interesami w Unii, co dostrzegli wreszcie także politycy PiS. Takich właśnie argumentów używali urzędnicy unijni, by przekonać polskie władze do podpisania uproszczonego traktatu. Przewodniczący KE Jose Manuel Barroso podkreślił, że np. zmiana europejskiej polityki energetycznej odbyła się częściowo pod wpływem Polski.

Polska zaakceptowała autonomię biurokracji europejskiej jako bytu stojącego wyżej niż poszczególne kraje. Dokonało się to jednak w wyniku zastosowania tradycyjnego myślenia, biorącego pod uwagę status, hierarchię, lojalność i wybór patrona. Jest to oczywiście powierzchowna reorientacja, ale przecież jeszcze niedawno wydawało się, że nawet taka będzie niemożliwa.

To jednak nie wszystko. Opór Polski przed Kartą Praw Podstawowych, która ma być częścią traktatu reformującego, może być interpretowany głębiej - nie tylko jako obawa przed możliwymi negatywnymi konsekwencjami prawnymi dla Polski. Można to interpretować jako republikańską (w sensie amerykańskim) niechęcią zbyt głębokiej ingerencji władzy w kwestie społeczne i kulturowe. Właśnie takie odkrycie granic władzy w USA, jest podstawą amerykańskiego modelu republikańskiego.
W ten sposób, razem z Wielką Brytanią, sprzeciwiając się uznaniu Karty Praw Podstawowych rozpoczęliśmy dyskusję, której brakuje Europie, na temat granic wciskania się biurokracji w życie społeczne.

W amerykańskim modelu demokracji jest niewyobrażalne, żeby władza wypowiadała się w ogóle w sprawach standardów wyznaczanych przez kartę. Dobrym przykładem jest przypadek zablokowania z powodów światopoglądowych kandydatury Rocco Buttiglione na komisarza europejskiego. Tymczasem nie może być tak, że objęcie jakiegoś stanowiska musiałoby być uzależnione od osobistych poglądów, chociażby nie miały żadnego związku z daną funkcją. Obecnie w Europie to właśnie Polska i Wielka Brytania starają się wyznaczyć tę istotną granicę ingerencji władzy w sferę prywatnych poglądów.

Przyjęcie traktatu reformującego pomoże nam także rozwiązywać kluczowe problemy w polityce zagranicznej Polski. Dzięki niemu unijna biurokracja zyskałaby zdolność działania jako jeden aktor w sprawach polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Będzie mogła między innymi skuteczniej ograniczać niemieckie i rosyjskie dążenia do hegemonii. Myślę tu przede wszystkim o posunięciach utrudniających energetyczną współpracę niemiecko-rosyjską, czy w ogóle rosyjską ekspansję energetyczną w Europie. To leży w interesie Polski, ale również Stanów Zjednoczonych.

Unijna biurokracja chce również w innych kwestiach stworzyć z Europy ważnego partnera geopolitycznego dla USA. Dla Polski sytuacja, gdy w kluczowych sprawach mamy podobne interesy, co Bruksela i Waszyngton jest idealna. Nowy rząd powinien docenić to, co się stało. Mam nadzieję, że nie wróci do polityki "wieszania się" na silniejszych państwach. Oczywiście, trzeba poprawić stosunki z Niemcami, ale z drugiej strony nie były one aż takie złe, jak pokazywały media. Parę uśmiechów powinno wystarczyć.

Na szczęście uśmiechy to główny atut Donalda Tuska. Jednak interesu Polski powinien on upatrywać przede wszystkim w tych uniwersalnych regułach gry narzucanych przez unijną biurokrację. Liczę więc np., że nowy rząd będzie kontynuować obecną politykę energetyczną. Nie powinien także podpisywać Karty Praw Podstawowych. Zresztą, gdyby do tego doszło i tak nie zostałby ratyfikowany, bo PiS z pewnością wtedy odrzuciłby cały Traktat. To byłaby prawdziwa tragedia. Mam nadzieję, że jednak stanie się inaczej

Jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, że krajowi z taką tradycją kulturową, jak Polska, trudno jest zrozumieć pewne nowe rozwiązania w ramach Unii Europejskiej, np. traktowanie instytucji i procedur jako narzędzia produkowania wiedzy. W Polsce władza traktowana jest bardzo dosłownie jako możliwość kierowania innymi. Odmienny jest też nasz stosunek do zespołu norm takich jak wolność i godność, które mogą w pewnych sytuacjach mogą znaleźć się w konflikcie. Polacy także nie rozumieją, że władza może się opierać na strukturze sieciowej bez wyodrębnionego wyraźnie centrum.

Wydawało mi się więc, że brak pewnych przełomów intelektualnych w polskiej historii takich, jakie miały miejsce na Zachodzie utrudnia nam funkcjonowanie w Unii Europejskiej. W historii Polski nie doszło, jak na Zachodzie, do odkrycia, że każda instytucja ma pewną autonomię, a przez swoje założenia wnosi własną dynamikę i racjonalność. U nas uznaje się formę jedynie za cień materii. Nie było też w Polsce doświadczenia odkrycia wolności nie tyle jako swobody jednostki, ale sytuacji poznawczej. John Locke, jeden z prekursorów nowoczesności, już w XVII wieku pokazał, że tylko w umyśle i działaniu wolnego człowieka łączy się to, co inaczej nie mogłoby się spotkać: forma i materia. Sądziłam, że te doświadczenia intelektualne należy próbować odtworzyć w Polsce, ale z drugiej nie wierzyłam, że jest to możliwe.

Przełomy intelektualne Zachodu związane były z okresem nowoczesności, Zachód jednak ma je dawno za sobą i teraz mamy do czynienia z okresem ponowoczesności i postpolityczności. Jednak obserwując wydarzenia, które doprowadziły do uzgodnienia traktatu reformującego w Lizbonie z udziałem prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz kontakty wysokich urzędników Komisji Europejskiej w Warszawie, zauważyłam, że wehikułem przechodzenia Polski na "drugą stronę lustra", czyli zaakceptowanie wspomnianych reguł, bez ich zrozumienia i z zachowaniem własnej tradycji, może być to polskie myślenie przednowoczesne.

To, co zrobiła w ostatnich tygodniach polska dyplomacja jest czymś niesłychanie pożytecznym i nowoczesnym, choć Polsce daleko jeszcze do tego, by stała się państwem nowoczesnym. Chodzi o taki typ rozwoju, w którym głównym i to niewyczerpywalnym zasobem jest wiedza. Z wiedzą jest tak, że nigdy nie można nasycić na nią popytu. Każda wiedza produkuje potrzebę nowej wiedzy i jest to nieskończony proces. Kraje takie jak np. USA czy Finlandia i nawet w pewnym zakresie Chiny, które wybrały ścieżkę rozwoju poprzez produkowanie wiedzy, tworzą już nową jakość. Nieco niżej plasuje się grupa krajów, które umieją rozwijać się dzięki dobremu wykorzystaniu odtwarzalnych i zewnętrznych. Umieją wykorzystać, czy to przez regionalizację, czy wprowadzenie pewnych rozwiązań, które sprawiają, że inne kraje pracują dla nich albo wysyłają do nich wykwalifikowaną siłę roboczą.

Są to kraje będące w drugiej kategorii nowoczesności i tu przykładem są Niemcy wykorzystujący np. polskie zasoby naturalne i siłę roboczą. My ciągle jesteśmy w trzeciej, najniższej kategorii nowoczesności. Nasze zasoby pracują dla innych, nie umiemy ich wykorzystać, a nasza gospodarka opiera się na zasobach wyczerpywalnych np. surowcach, przemyśle spożywczym. I jeżeli nie wydobędziemy się z tego położenia, nigdy nie staniemy się krajem nowoczesnym. Dlatego niezbędne są inwestycje mające na celu unowocześnienie edukacji, nie tylko inwestycje finansowe.

Nowoczesność oznacza też umiejętność funkcjonowania w gospodarce bez wyraźnego punktu centralnego, umiejętność wykreowania centrum poza systemem politycznym. Tak że poszczególne instytucje są oparte na takich regułach gry i ich działania mają ten sam wektor. Dobrym przykładem są Stany Zjednoczone. Podstawą ich potęgi nie jest silna, wszechobecna władza centralna, zamiast tego tworzone są instytucje, które popychają energię społeczeństwa w odpowiednim kierunku, tak by służyły rozwojowi. Takiej struktury państwa także nie mamy.

Polska na razie przeorientowała się więc połowicznie. W ramach tradycyjnego myślenia zaakceptowała model nowoczesnej europejskiej biurokracji, bo uznaliśmy, że jest to dla nas korzystniejsze, niż "wieszanie się" na Niemcach czy Francji. Systemowo wciąż jednak daleko nam do kraju nowoczesnego. Nie ma w Polsce szerokiego zrozumienia, jak powinny być budowane nowoczesne instytucje.



Reklama