Biedroń, który jest wspólnym kandydatem na prezydenta ugrupowań tworzących w parlamencie klub Lewicy, czyli: SLD, Wiosny i Lewicy Razem, rozpoczął swoją aktywność w wyborach prezydenckich od zakładania komitetów poparcia. W poniedziałek odwiedził Słupsk, Lębork i Sopot. Musimy się zmobilizować, to jest wielka szansa. Wierzę, że opozycja jest w stanie wygrać i wiem to, tzn. ja wiem, że opozycja nie musi czuć frustracji kolejnych przegranych wyborów, a dzisiaj to czujemy wszyscy - mówił w Słupsku europoseł. Jak podkreślił, szczególnie w mieście, gdzie był prezydentem, wie, co to znaczy wybory wygrać.

Reklama

Jestem bardzo silny, jestem przygotowany i zdeterminowany do tego, żeby wygrać te wybory i dlatego obiecuje wam krew, pot i łzy - zapowiedział.

Biedroń pytał komitety o ich zdanie ws. kampanii wyborczej. Mieszkańcy Słupska sugerowali, aby nie krytykować Prawa i Sprawiedliwości i nie tracić na to energii, bo bezskutecznie robiła to opozycja przez ostatnie lata. Według nich powinien raczej eksponować swój program np. kwestię naprawę służby zdrowia, mówić więcej o rozdziale państwa od Kościoła bez atakowania wiary.

Uczestnicy spotkania w Słupsku mówili też, że należy się zastanowić co zrobić, aby młodzi ludzie, którzy wyjechali do innych miast na studia czy do pracy, wrócili. Na pytanie Biedronia, czego im brakuje, odpowiadali, że jest to kwestia słabo płatnej pracy i perspektyw, więc młodzi nie mogą wziąć kredytów na mieszkanie. Polityk nawiązał do wypowiedzi byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego, który w kampanii pytany o sytuację młodych odparł: Zmień pracę, weź kredyt.

Jeden z uczestników sugerował zmniejszenie liczby posłów i senatorów. Biedroń zapytał, czy wtedy mieszkańcy Słupska wybiorą posła Marka Rutkę z Lewicy czy Artura Dziambora z Konfederacji, na co uczestnicy odpowiedzieli: "Rutka".

W Lęborku Biedroń przekonywał, że wybory prezydenckie są nieobliczalne i w tym kontekście wymienił rok 1995, kiedy to Aleksander Kwaśniewski wygrał z faworyzowanym Lechem Wałęsą i rok 2015, kiedy urzędujący prezydent Bronisław Komorowski przegrał z Andrzejem Dudą. Jeżeli chcemy powtórzyć sukces Aleksandra Kwaśniewskiego, jeżeli chcemy Polski otwartej, nowoczesnej to dzisiaj mamy szansę. Jak ją zmarnujemy - będzie jak było, obawiam się, że nic się nie zmieni - mówił europoseł.

To, że prezydent Andrzej Duda jest tak aktywny, powinno sprawiać, że my będziemy chcieli być jeszcze bardziej aktywni - przekonywał. Od samego rana każdego dnia do późnej nocy śpiąc po kilka godzin, albo w ogóle nie śpiąc, będę prowadził tę kampanię - podkreślił.

Ostatnie spotkanie z sympatykami częściowo odbyło się w stylu talk show. Biedroń wszedł między ludzi, dosiadał się do nich na kanapach i pytał jakie mają oczekiwania od prezydenta. Według nich prezydent powinien wykazać się szacunkiem dla różnorodności, przestrzegać konstytucji, a także powinien uspokoić atmosferę kraju i być "prezydentem wszystkim Polaków".

Biedroń pytał także, który z zagranicznych prezydentów im się podoba, sugerując m.in. prezydenta USA Donalda Trumpa i prezydenta Rosji Władimira Putina, co spotkało się z odpowiedziami: Trump jest zbyt impulsywny. Putin? Nie, nie, nie. Na pytanie o prezydenta Francji Emmanuela Macrona, uczestnicy odpowiadali, że jest on ciekawą postacią, bo jego stosunek do praworządności w Polsce jest jednoznaczny.

Biedroń pytał sympatyków, czemu przychodzą na spotkanie z nim. Kiedy jeden z nich odpowiedział: Jestem pana wielkim idolem, co wywołało śmiech sali, polityk zripostował to słowami: "to ja jestem twoim fanem w takim razie".

Po każdym spotkaniu kandydat Lewicy robił sobie zdjęcia z sympatykami, podpisywał książki oraz egzemplarze konstytucji, które podczas spotkań również można było otrzymać. Jestem prezydentem, który lubi podpisywać, ale nie wszystko - podkreślił.

We wtorek Biedroń odwiedzi Wołomin i Piaseczno na Mazowszu.