Sławomir Neumann był w poniedziałek w Polskim Radiu 24 pytany, dlaczego Małgorzata Kidawa-Błońska sama ogłosiła swoją rezygnację ze startu w wyborach prezydenckich. - To absolutnie decyzja Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Ona zażyczyła sobie, że będzie sama tę informację przedstawiać. Mówiła, że sama kandyduje i sama ją przedstawi osobiście, że rezygnuje z kandydowania - tłumaczył polityk KO.

Reklama

Była chęć stanięcia za nią wszystkich liderów Koalicji Obywatelskiej. Tutaj nikt się nie chował, ale Małgorzata stwierdziła, że to jest jej występ, to jest jej decyzja i sama wytłumaczy, dlaczego tak postąpiła. Nie było żadnej innej motywacji. Zresztą później stanęła na konferencji z Rafałem Trzaskowskim - podkreślił poseł.

Według Neumanna spadek w notowaniu Małgorzaty Kidawy Błońskiej wynikał "głównie z jej twardej determinacji" mówiącej o bojkocie wyborów, które zdaniem polityków KO nie byłyby "wyborami właściwymi, uczciwymi". - Mówiąc kolokwialnie Małgorzata Kidawa-Błońska wzięła na klatę za dużo chyba niż powinna, ale pokazała twardość do końca. W dłuższej perspektywie jej stanowisko będzie docenione. Zapłaciła cenę za twardą postawę i przyzwoitość - powiedział polityk.

Pytany o kandydaturę Rafała Trzaskowskiego ocenił, że jest to najlepsza kandydatura dzisiaj. - Jako największa partia opozycyjna jesteśmy zobowiązani do tego, aby wystawić mocnego kandydata. Wierzę w to, że nasi wyborcy to docenią i będą chcieli głosować na Rafała Trzaskowskiego - zaznaczył. Jak dodał ta kandydatura "pokazuje świeżość, moc, determinację i otwartość na nowoczesność". - To jest człowiek, który będzie świetnym prezydentem RP. Wierzę, że przez kilka tygodni tej krótkiej kampanii Trzaskowski przekona do siebie - dodał Neumann.

Poseł KO odniósł się także do słów Hanny Gronkiewicz-Waltz, która w piątek mówiła o już zebranych podpisach pod kandydaturą Rafała Trzaskowskiego. - Nie wiem, o jakim zbieraniu podpisów Hanna Gronkiewicz-Waltz mówiła, ponieważ w piątek Małgorzata Kidawa-Błońska ogłosiła swoją decyzję o rezygnacji z kandydowania i w piątek na zarządzie zdecydowaliśmy się wskazać i dać nominację Rafałowi Trzaskowskiemu w tych wyborach - zaznaczył Neumanna.

Nie mogliśmy zbierać podpisów nie mając kandydata ustalonego. My się przygotowujemy do zbierania podpisów, bo to nas czeka. Przygotowujemy struktury, wysyłamy naszym posłom, żeby byli gotowi na ten moment, kiedy zaczniemy rejestrować komitet. Wszystko będziemy robić zgodnie z nowym kalendarzem wyborczym - dodał polityk.

Szczerski: Poziom agresji nowego kandydata KO na prezydenta pokazuje, że to zmiana na gorsze

Szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski w Programie Pierwszym Polskiego Radia podkreślił, że zmiana kandydata KO nie zmieni niczego w samej kampanii Andrzeja Dudy. - Pan prezydent nie prowadzi kampanii przeciwko nikomu, tylko prowadzi kampanię o coś. Prowadzi kampanię o Polskę, o pewną wizję polskiej współczesności i przyszłości Polski, którą chciałby móc zrealizować przez kolejne pięć lat – powiedział minister.

Szef gabinetu prezydenta ocenił, że w KO nastąpiła jednak „zmiana na gorsze”. Jak mówił, poziom agresji ze strony nowego kandydata po pierwszych wypowiedziach pokazuje, że kampania będzie „jeszcze bardziej przeciw” i będzie kampanią – „próbą odwetu”.

Przypomniał też, że prezydent podziękował za rywalizację poprzedniej kandydatce KO, wicemarszałek Sejmu Małgorzacie Kidawie-Błońskiej. Jego zdaniem Andrzej Duda uczynił to „bardziej ciepło” niż Koalicja Obywatelska, która zrobiła to „dość brutalnie”.

Szczerski odniósł się do wypowiedzi posłanki KO Izabeli Leszczyny, według której polska polityka chyba nie jest gotowa na Małgorzatę Kidawę-Błońską; jej zdaniem nie należy "rzucać pereł przed wieprze".

„Wypowiedź pani poseł Leszczyny pokazuje, jak wielkie wewnętrzne emocje targają tą grupą polityczną” – powiedział prezydencki minister.

Biedroń: Jeżeli Trzaskowski chce wchodzić do polityki ogólnopolskiej, to nie kosztem samorządu

Kandydat Lewicy na prezydenta Robert Biedroń podczas konferencji prasowej przed Sejmem odniósł się do ubiegania się o urząd prezydenta kraju prezydenta stolicy Rafała Trzaskowskiego. - Nie da się połączyć funkcji prezydenta miasta z funkcją kandydata na tak ważny urząd jak urząd prezydencki - ocenił. - Albo pan prezydent Trzaskowski rezygnuje ze swojego mandatu, albo podejmuje się tej misji walki, bo coś kosztem czegoś - albo ucierpi Warszawa, albo ucierpi jego kandydowanie - podkreślił.

Reklama

Polityk Lewicy przyznał, że to trudny wybór. - Rozumiem, że pokusa jest ogromna, ale kiedy podejmuje się odpowiedzialności zarządzania największym miastem w Polsce, to trzeba tutaj także podjąć ważną decyzję - powiedział.

Środowisko Platformy Obywatelskiej krytykowało mnie, kiedy ja zapowiadałem, że podejmę się walki politycznej ogólnopolskiej, mówiąc, że to oznacza, że powinienem zamknąć ten rozdział słupski - mówił, zaznaczając, że zrobił to w odpowiedzialności za miasto.

Jeżeli Rafał Trzaskowski też chce wchodzić do polityki ogólnopolskiej, to nie może to być kosztem samorządu, nie może to być kosztem tej szczególnie trudnej sytuacji, którą dzisiaj mamy, a wiemy, że zarządzanie miastem w czasach kryzysu wymaga szczególnego zaangażowania, szczególnej atencji, szczególnej troski i bycia co najmniej 24 godziny na dobę dostępnym dla swoich mieszkańców i dla swojego urzędu - dodał.

Biedroń podkreślił, że gdyby był dziś prezydentem miasta, to zdecydowałby się nim pozostać. - Dla mnie to jest decyzja niezrozumiała, ale rozumiem, że chodzi tu bardziej o interes partyjny, o ratowanie Platformy Obywatelskiej. Z tej perspektywy zapłaci za to Warszawa pewnie - ocenił.

W niedzielę Rafał Trzaskowski, po odczytaniu na konferencji prasowej pytań od dziennikarzy TVP Info, powiedział: - Śpieszcie się państwo z TVP Info zadawać pytania, bo niewiele tygodni już zostało. Podczas odpowiadania na kolejne pytania dodał: "Bardzo się cieszę, że będę mógł rozmawiać - no jeszcze tylko przez parę tygodni - z redaktorami i redaktorkami TVP Info o tych wszystkich manipulacjach, o tym, jak zatruwacie manipulacjami, życie w Polsce. To będzie bardzo fajna rozmowa".

Trzaskowski zapowiedział też, że jeśli zostanie prezydentem, powstanie nowa telewizja publiczna, bez TVP Info, bez "Wiadomości".

Biedroń odniósł się w poniedziałek do słów Trzaskowskiego. - Niech ręka boska broni każdego, kto będzie chciał zlikwidować media publiczne, bo 30 proc. mieszkańców naszego kraju otrzymuje informacje tylko i wyłącznie z mediów publicznych. Media publiczne mają swoją misję, mają swoją odpowiedzialność publiczną, której nigdy, przenigdy nie można zniszczyć i wiemy, że zostały zdewastowane, ale wcześniejsze władze też niewiele zrobiły, żeby odebrać politykom te zabawki - podkreślał.

Zadeklarował, że Lewica jest gotowa, aby wrócić do prac nad Obywatelskim Paktem Dla Mediów Publicznych. - W 2009 roku taki pakt został przedstawiony przez środowiska ludzi kultury, środowiska ludzi mediów, różne środowiska polityczne, które usiadły razem do stołu i 11 lat temu opracowały dobry projekt odpartyjnienia mediów publicznych - mówił.

Apeluje o to, żeby nie zbijać kapitału politycznego na taniej propagandzie, która ma burzyć media publiczne, bo łatwo jest je zburzyć, ale kto będzie niósł tę informację rzetelną dla publiczności, kto będzie przekazywał te informacje rzetelnie, jeśli nie media publiczne - powiedział.

Kosiniak-Kamysz: Rafał Trzaskowski to może być dobry uczeń

Lider PSL, kandydat na prezydenta Władysław Kosiniak-Kamysz, podczas poniedziałkowej konferencji prasowej w Krakowie odniósł się do startu Rafała Trzaskowskiego (PO) w nadchodzących wyborach.

Zapewnił, że taka kandydatura oznacza dla niego "dobrą rywalizację, z poważnymi kandydatami", a także poważną dyskusję o Polsce i wsparcie, które spodziewa się uzyskać od prezydenta stolicy w drugiej turze wyborów. Według Kosiniaka-Kamysza "Polacy oczekują zmiany prezydenta, odejścia od upolitycznionej, upartyjnionej, ale też ubezwłasnowolnionej prezydentury Andrzeja Dudy, na rzecz prezydenta samodzielnego, z doświadczeniem, ale też reprezentującego całą Polskę, nie tylko wielkie miasta".

W ocenie lidera ludowców prezydent Warszawy to "dobry reprezentant w stolicy". Ale poza stolicą ani Trzaskowski, ani Szymon Hołownia nie czują Polski lokalnej, powiatowej - zauważył. - Ja znam ją od podszewki, wiem, jakie tam są potrzeby, jak różna jest Polska, jak w różnych sposób - i z szacunkiem - trzeba podchodzić do różnych regionów - zapewnił.

Zdaniem Kosiniaka-Kamysza w nadchodzących wyborach "Polacy będą decydować nie o tym, czy najfajniejszy z ich punktu widzenia kandydat wejdzie do drugiej tury, tylko najskuteczniejszy". - A najskuteczniejszym jestem ja, ponieważ mam szansę zdobywać głosy i w dużych miastach, i w najmniejszych nawet wioskach - zadeklarował. Podkreślił, że decyzja o oddaniu głosu właśnie na niego oznacza "pragmatyczny wybór".

Cieszę się, że mam ucznia w postaci Trzaskowskiego, to może być dobry uczeń - zapewnił przewodniczący PSL. - Jak wygram wybory w tym roku, to może za pięć lat, w drugiej turze spotkam się z Trzaskowskim - dodał. Jak zaznaczył naukę szacunku do różnych poglądów, wyjścia z "totalnej opozycji" nie da się odbyć w ciągu jednego dnia, bo jest ona zbyt radykalna, żeby była wiarygodna. Trzeba trochę w tej nauce poterminować, i będzie dobry moment do zmierzania się za pięć lat - podkreślił polityk.

Kosiniak-Kamysz odniósł się także do kondycji mediów publicznych w Polsce, oceniając, że one "nigdy nie były apolityczne". - Nigdy nie były apolityczne i nigdy nie były tak polityczne, jak są dzisiaj - wskazał. W ocenie lidera PSL powinna powrócić "normalność". - Normalność nie jest powrotem do przeszłości, żeby to było jasne. Normalność, w moim mniemaniu, jest oddaniem organizacjom pozarządowym, twórcom kontroli nad mediami publicznymi w Polsce - podkreślił.