Wczorajsze spotkanie z Andrzejem Dudą zasypie podziały?

Reklama

Dobrze, że odbyła się merytoryczna rozmowa, w której mogłem szczerze przedstawić swoje poglądy na temat nierównego charakteru kampanii wyborczej, istoty wolnych mediów, wagi kryzysu klimatycznego czy nienaruszalnej roli silnych samorządów w naszym porządku ustrojowym. Przedstawiłem Panu Prezydentowi swój projekt wyrównania dochodów samorządów, które ucierpiały wskutek realizacji partyjnych obietnic PiS oraz epidemii. Apelowałem do Pana Prezydenta o wetowanie wszystkich złych dla samorządów decyzji. Zwłaszcza powrotu do czasów komuny i 49 województw oraz politycznego podziału Mazowsza. Obaj byliśmy stanowczy, ale mam nadzieję na bardziej niezależną i konstruktywną drugą kadencję Pana Prezydenta.

Kto jest dziś liderem opozycji?

Nie ma jednego lidera i tak sformułowane pytanie donikąd nie prowadzi. Wiele osób musi teraz pracować nad tym, by utrzymać energię, która się uwolniła w tych wyborach. Ktokolwiek mianowałby się teraz liderem opozycji, doprowadziłby do niepotrzebnych konfliktów. Nie możemy ulegać pokusie, by dążyć do jakichś rozliczeń czy pogrążać się we frustracji, musimy wykonywać swoją pracę.

Pytamy, bo Jarosław Kaczyński na antenie radiowej Jedynki stwierdził, że to pan jest takim liderem. Zastanawiał się tylko, co zamierza pan dalej z tym zrobić i czy zamierza ten potencjał jakoś "zinstytucjonalizować".

Rozumiem, że Jarosław Kaczyński jak zwykle szuka wroga i teraz próbuje go personalizować. Każdy ma swoją pracę do wykonania. Jestem prezydentem miasta stołecznego Warszawy i szefem rady Unii Metropolii Polskich i to jest praca, którą wykonuję od rana do wieczora. Ale zależy mi bardzo na przebudowaniu Platformy Obywatelskiej. Uważam, że partie polityczne muszą się zmieniać i będę wspierać Borysa Budkę w tym, by Platforma otworzyła się na nowych ludzi i nowe idee. To absolutnie konieczne, jeśli ma być najsilniejszą partią opozycyjną. Przez ostatnie tygodnie wiele osób mówiło mi, że chcą pomóc w zagospodarowaniu energii, która ujawniła się w wyborach, ale bez zapisywania się do partii politycznej. Stąd pomysł budowania ruchu, który będzie konsolidował samorządowców, organizacje pozarządowe, społeczników i ludzi aktywnych.

Kto w Platformie jest teraz ważniejszy? Ktoś, kto zebrał ponad 10 mln głosów w wyborach czy ten, który wygrał wewnętrzne wybory na przewodniczącego partii różnicą kilku tysięcy głosów?

Niekwestionowanym liderem Platformy jest Borys Budka, natomiast to, że olbrzymia część Polek i Polaków mi zaufała, nakłada na mnie odpowiedzialność bycia depozytariuszem tej energii. Dziś jest oczekiwanie, że będę nie tylko prezydentem stolicy i że będę realizował swą misję nie tylko w ramach PO, ale że zrobię wszystko, by zagospodarować energię tych, którzy chcą się zaangażować w konkretne działania, a niekoniecznie w działalność partii. Chodzi o zrzeszenie ludzi w bardzo konkretnym celu: z jednej strony w obronie samorządności, bo w dużej mierze samorządowcy chcą tworzyć kręgosłup tego ruchu, a z drugiej składanie projektów ustaw obywatelskich, docieranie do wszystkich, którzy głosowali inaczej, poprzez rozmowy i używając do tego własnych zasobów, np. fundacji czy organizacji pozarządowych.

Dziś stempel Platformy jest obciążeniem? Mówi się, że może dojść nie tylko do zmian programowych, lecz także do kompletnego rebrandingu, w tym logo i nazwy partii.

Mówienie teraz o rebrandingu to stawianie powozu przed koniem. Najpierw musi się skrystalizować pomysł przebudowy samej Platformy. Ona musi się otworzyć na nowych ludzi, dużo konkretniej mówić o swoim programie, budować struktury, tworzyć nową szeroką ofertę dla młodzieży. Czy przy tej okazji nastąpi jakiś rebranding? Być może. Ale nie chodzi o to, by nazwać inaczej to, co funkcjonuje dzisiaj, tylko całkowicie przebudować partię. Z całej Polski dochodzą do mnie głosy, by stworzyć coś więcej, coś, co będzie wychodzić poza formułę partii politycznych. Szymon Hołownia idzie swoją drogą i prawdopodobnie będzie w przyszłości chciał tworzyć partię polityczną na podstawie ruchu, my mamy inny pomysł – przede wszystkim dla ludzi, którzy nie chcą się angażować w 100 proc. partyjnie i dla których dostanie się do parlamentu nie jest nadrzędnym celem. Jednym z największych sukcesów minionej kampanii jest to, że aż dwie trzecie młodych ludzi zagłosowało na kandydata opozycji, że ta kampania pobudziła ich do aktywności obywatelskiej. Teraz trzeba próbować nawiązać z nimi kontakt i wspólnie znaleźć dla siebie zajęcie. Licytowanie się na to, kto "obudził" większą liczbę Polek i Polaków, nie ma sensu, każdy ma swoje zasługi na tym polu. Zamiast zastanawiać się, co by było gdyby, trzeba się skupić na tym, co każdy umie robić najlepiej. Trzeba zbudować społeczeństwo obywatelskie, utrzymać tę energię przez najbliższe miesiące lub być może nawet lata. By później opozycja – współpracująca ze sobą, a być może skonsolidowana na listach wyborczych, przy zachowaniu autonomii poszczególnych ugrupowań – miała szansę wygrać z PiS.

CZYTAJ WIĘCEJ W NAJNOWSZYM WYDANIU DGP>>>