Ramię w ramię z rządzącymi większość posłów opozycji poparła projekt PiS zakładający podwyższenie uposażeń m.in. dla parlamentarzystów, wiceministrów, samorządowców i przyznający wysoką pensję pierwszej damie. Na Koalicję Obywatelską, Lewicę i PSL posypały się gromy. Zarzucono im hipokryzję, że z jednej strony krytykują PiS za zbyt szybkie tempo przyjmowania ustaw, a z drugiej – że takiego sprzeciwu nie wzbudził sposób prac nad tą "podwyżkową”.
Reklama
Ustawa trafiła do Senatu, gdzie większość ma obóz antyPiS. Przez weekend trwały konsultacje, co zrobić ze sprawą, która coraz bardziej zaczęła ciążyć wizerunkowo opozycji. Wczoraj od rana wszystko wskazywało na to, że ustawa zostanie w izbie wyższej odrzucona. Tak też się wieczorem stało. Wszyscy obecni senatorowie z Koalicji Obywatelskiej zagłosowali przeciw podwyżkom. Szef PO Borys Budka w ciągu dnia mówił: Decyzje w klubie parlamentarnym podejmuje kolegium klubu i tam zapadła decyzja [o poparciu w Sejmie – red.]. Nie było wyraźnych głosów sprzeciwu. Natomiast każdy może popełnić błąd, ale potem trzeba posłuchać głosu obywateli i się z tego błędu wycofać. Wsłuchując się w ten głos, rekomenduję senatorom KO odrzucenie ustawy w całości – dodawał. Z kolei marszałek Senatu Tomasz Grodzki zaproponował powołanie parlamentarnego zespołu do opracowania "kompleksowego programu uregulowania płac w szeroko pojętej sferze budżetowej”.
Poparcie dla ustawy wycofała także Lewica. Przepraszamy i cieszymy się, że w Polsce jest taki proces ustawodawczy, który pozwala błędy naprawić – przyznała wczoraj rzeczniczka Lewicy Anna-Maria Żukowska. Tą samą drogą poszedł przewodniczący senatorskiego koła Koalicji Polskiej-PSL, Ryszard Bober. Za odrzuceniem zagłosowało również m.in. dwóch senatorów niezależnych – Krzysztof Kwiatkowski i Wadim Tyszkiewicz.
Senatorowie z PiS podnieśli ręce za podwyżkami. Teoretycznie Sejm, w którym karty rozdaje Zjednoczona Prawica, mógłby odrzucić sprzeciw Senatu. Ale w obozie rządzącym zapadła inna decyzja. Wydaje mi się, że po tym, co zaszło dziś w Senacie, ten projekt kończy swoją historię – oświadczył szef klubu PiS Ryszard Terlecki. Stwierdził też, że inicjatorami tego tematu była opozycja.
Jeszcze przed podjęciem decyzji przez Senat jeden z naszych rozmówców ze Zjednoczonej Prawicy twierdził, że prezes PiS Jarosław Kaczyński od początku był sceptyczny. Dlatego warunkiem była ponadpartyjna zgoda. Opozycja w Sejmie przyjęła projekt. Następnie pod wpływem głosów zewnętrznych, zdaje się pana Tuska, zmieniła zdanie w ciągu dwóch dni. Dziś zaczęła się wycofywać, oszukując, że nie miała z tym nic wspólnego - mówił Ryszard Terlecki.
Ustawę wcześniej skrytykowali też samorządowcy ze Związku Miast Polskich (ZMP), którzy także mieli być objęci podwyżkami. "Ustawa jest w części dotyczącej samorządów nieprzemyślana, nielogiczna, a przede wszystkim – wbrew wyrażonej w uzasadnieniu intencji poszanowania autonomii samorządów – niezgodna z Konstytucją RP i Europejską Kartą Samorządu Lokalnego" – stwierdza ZMP.
Sprawa podwyżek wpływa też na sytuację wewnątrz ugrupowań opozycji. Część polityków KO kontestuje sposób zarządzania partią przez Budkę. Obawy przed wewnętrznymi rozliczeniami słychać także w Lewicy ‒ z piątkowego głosowania w Sejmie wyłamali się posłowie partii Razem.