Senat opowiedział się w poniedziałkowym głosowaniu przeciw zmianom w prawie, podwyższającym wynagrodzenia samorządowców, parlamentarzystów i osób zajmujących kierownicze stanowiska w państwie. Terlecki podkreślił na konferencji prasowej po głosowaniu, że podczas prac w Sejmie opozycja głosowała za tym projektem.

Reklama

Następnie, pod wpływem można powiedzieć głosów zewnętrznych, - tu zdaje się pana Donalda Tuska, czy może jeszcze innych osób (opozycja - PAP) - w ciągu dwóch dni zmieniła zdanie i dziś zaczęła się z tego wycofywać, wydaje mi się, oszukując opinię publiczną, że nie miała z tym nic wspólnego, albo, że to był jakiś zbieg okoliczności, że tak się stało w Sejmie. Nie, tak się stało w Sejmie, ponieważ wszyscy zgadzaliśmy się jeszcze parę dni temu, że sprawa wynagrodzeń najważniejszych osób w państwie, a także ustawa o partiach politycznych wymagają uregulowania i wymagają korekty - powiedział wicemarszałek Sejmu. Stało się, jak się stało, i wydaje mi się, że na tym, co zaszło dziś w Senacie, ten projekt kończy swoją historię - dodał Terlecki.

To przede wszystkim w pierwszej kolejności pokaz hipokryzji kolegów i koleżanek z opozycji, niestety. Oni byli zwolennikami tego pomysłu. Takie rozwiązanie miałoby sens tylko wówczas, jeśli byłoby przeprowadzone w ponad partyjnym konsensusie - powiedział wicerzecznik PiS Radosław Fogiel. Odwołując się do słów Terleckiego, stwierdził, że to głosowanie w Senacie "prawdopodobnie kończy sprawę".

Zarobki polityków są zawsze tematem trudnym, który opinię publiczną dzieli, zwłaszcza zarobki parlamentarzystów, bo tak się składa, że nie ma innego rozwiązania prawnego niż to, w którym parlamentarzyści poza tym, że decydują o wysokości zarobków prezydenta, premiera, ministrów, koniec końców decydują również o wysokości własnych zarobków" – powiedział. Jak dodał, "jest to sytuacja niezwykle niezręczna, ale ktoś to przegłosować musi, a w Polsce mamy system parlamentarny. Parlament podejmuje decyzje. Ale najwyraźniej opozycja postanowiła ugiąć się pod krytyką Donalda Tuska, który z pozycji człowieka, który – jak donosiła +Gazeta Prawna+ zarabiał 140 tys. zł miesięcznie, który może oczekiwać na emeryturę w wysokości 30 tys. miesięcznie – postanowił posłów opozycji przywołać do porządku" – mówił Fogiel.

Zaznaczył, że rozumie argumenty osób mówiących, że obecna sytuacja gospodarcza i epidemiczna to nie czas na tego typu zmiany. Zaznaczył jednak, że "czas zawsze będzie nie ten, bo nie jest to temat, który wywołuje entuzjazm w opinii publicznej. Chcieliśmy raz na zawsze zamknąć ten temat, wiążąc zarobki polityków ze wskaźnikami gospodarczymi, bo chcieliśmy je powiązać z zarobkami sędziów Sądu Najwyższego, które wynikają wprost z podawanej przez GUS wysokości średniego wynagrodzenia w gospodarce, więc te zarobki byłyby zależne od sytuacji gospodarczej, a nie byłyby arbitralnie ustalane – mówił Fogiel.

Dodał, że decyzja opozycji jest jaka jest i to w tym momencie temat wyczerpuje.

Karczewski: Senatorowie PO uważają, że słabo pracują

PiS nie ustępuje opozycji. My ustąpiliśmy w chwili, gdy podjęliśmy decyzję, że procedujemy nad tą ustawą. Mamy partnera - opozycję, który jest niesłowny i nie podtrzymuje ustalonego zdania. W moim odczuciu tej ustawy nie będzie - mówił z kolei wicemarszałek Senatu, Stanisław Karczewski. Senatorowie PO uważają, że słabo pracują i źle pracują i uznali, że muszą zarabiać słabe pieniądze - wbił też szpilę opozycji. Zapewnił, że rządząca partia nie będzie siłą przepychać nowego prawa.

Zmiany wiązały wysokość wynagrodzenia najważniejszych osób w państwie nie jak dotychczas z kwotą bazową corocznie określaną w ustawie budżetowej, ale z wynagrodzeniami sędziów Sądu Najwyższego. Podstawę ustalenia wynagrodzenia zasadniczego sędziego SN w danym roku stanowi przeciętne wynagrodzenie w drugim kwartale roku poprzedniego (w drugim kwartale 2019 r. kwota ta wyniosła 4839,24 zł). Dla obliczenia wynagrodzenia zasadniczego sędziego SN przyjmuje się wielokrotność tej podstawy z zastosowaniem mnożnika 4,13.