Swoje wątpliwości co do konstytucyjności jednego z przepisów kodeksu wyborczego marszałek Sejmu zgłosiła w szczycie chaosu związanego z organizacją wyborów prezydenckich, które pierwotnie miały się odbyć 10 maja br. Wniosek do TK Elżbieta Witek złożyła 6 maja, a więc zaraz po tym, jak stało się jasne, że nie uda się na czas uchwalić ustawy, która pozwalałaby na przeprowadzenie głosowania korespondencyjnego. Opozycja uznała więc, że w ten sposób Elżbieta Witek próbuje rzucić koło ratunkowe partii rządzącej. Ostatecznie jednak ruch ten okazał się zbędny, gdyż Państwowa Komisja Wyborcza wydała uchwałę, w której stwierdziła, że brak możliwości oddania głosu na kandydatów podczas wyborów 10 maja był równoznaczny z sytuacją braku kandydatów. A to pozwoliło marszałkowi Sejmu wskazać nowy termin wyborów, które ostatecznie odbyły się 28 czerwca 2020 r.

Reklama

Teraz okazuje się, że wobec zaistnienia powyższych faktów marszałek Sejmu już 26 czerwca br. postanowiła wycofać swój wniosek z TK. Trybunał właśnie opublikował na swojej stronie internetowej postanowienie o umorzeniu postępowania w tej sprawie.

To nie pierwszy raz, kiedy posłowie partii rządzącej rezygnują z żądania zbadania przez TK przepisów, w sytuacji gdy udaje im się osiągnąć swoje cele za pomocą innych środków. Tak było np. z wnioskiem, w którym domagano się uchylenia przepisów pozwalających sądom kierować pytania prawne do SN. Znalazł się on w TK tuż po tym, jak Sąd Najwyższy wydał uchwałę, która się nie spodobała politykom PiS, a w której stwierdzono, że prezydent nie może ułaskawić osoby, która jeszcze nie została skazana prawomocnym wyrokiem (sygn. akt I KZP 4/17). Jak tłumaczył Arkadiusz Mularczyk, jeden z posłów wnioskodawców, na decyzję o wycofaniu wniosku z TK wpływ miała „głęboka reforma SN” przeprowadzona z inicjatywy prezydenta, która miała doprowadzić do wymiany znacznej części kadry orzeczniczej.