Lekarze nie przyznają się do winy i na dowód wskazują polską ekspertyzę, według której zrobili wszystko, co w ich mocy. Na ten temat wypowiedziała się też prokuratura, która umorzyła śledztwo w sprawie rzekomych zaniedbań w trakcie leczenia Jerzego Ziobry. Jego syn jednak złożył zażalenie. Już jutro dowiemy się, czy krakowski sąd każe wznowić śledztwo, czy też oczyści lekarzy - pisze "Fakt".

Reklama

Jest połowa czerwca 2006 roku. Jerzy Ziobro wędruje po szczytach Beskidu Sądeckiego. Nagle paraliżuje go ostry ból w klatce piersiowej. Jest zaskoczony, bo do tej pory nie miał większych problemów ze zdrowiem. Całe życie uprawiał sport i chętnie wspinał się po górach. Ponieważ był lekarzem, nie zbagatelizował problemu.

22 czerwca 2006

Jerzy Ziobro wraca do Krakowa i od razu zgłasza się do Szpitala Uniwersyteckiego. To miało być rutynowe badanie. Lekarze zdecydowali jednak, że musi pozostać w szpitalu. Okazało, że ma miażdżycę. Kardiolodzy decydują, by udrożnić tętnice. Zabieg polega na wprowadzeniu specjalnych rurek do żył. Nikt jednak nie panikuje.

"Specjaliści cały czas przekonywali nas, że to nic poważnego. Twierdzili, że ojciec ma serce zdrowe jak noworodek i za dwa tygodnie będzie chodzić po górach" - mówi "Faktowi" Zbigniew Ziobro.

Pacjent jednak czuł się coraz gorzej. Zdaniem byłego ministra sprawiedliwości, to wtedy lekarze zbagatelizowali problem i potem już do końca niewłaściwie leczyli jego ojca.

2 lipca 2006

Po tygodniu od przyjęcia do szpitala Jerzy Ziobro umiera. Ta informacja spada na Zbigniewa Ziobrę oraz jego bliskich jak grom z jasnego nieba. W pamięci mieli przecież zapewnienia znakomitych lekarzy, którzy nawet nie wspominali o najgorszym. Miało to być rutynowe leczenie, bez żadnych niebezpieczeństw. Dlatego rodzina Ziobry od razu poprosiła o dokumentację leczenia szpitalnego.

"Dopiero wtedy okazało się, że mój ojciec miał cztery zawały podczas pobytu w szpitalu. Znajomi lekarze przyznali, że przez cały czas był nieprawidłowo leczony. W dodatku po ostatnim zawale przez kilka minut był wieziony na inny oddział bez tlenu i podłączonej aparatury. Chwilę później już nie żył. Zamiast na szpitalne łóżko zawieźli ojca do trumny" - mówi "Faktowi" Zbigniew Ziobro.

2 sierpnia 2006

Brat ministra sprawiedliwości Witold Ziobro zgłasza sprawę do krakowskiej prokuratury, skarżąc się na błędy personelu krakowskiej kliniki, które doprowadziły do śmierci jego ojca. W marcu ub.r. sprawa została przeniesiona do Ostrowca Świętokrzyskiego. Powód? Śledczy z Krakowa nie chcieli być posądzeni o stronniczość, ponieważ na co dzień współpracują z lekarzami, którzy w tym postępowaniu byliby świadkami i ewentualnymi oskarżonymi. Śledczy z Ostrowca zlecili ekspertyzę biegłym z Łodzi. Ci mieli sprawdzić dokumentację medyczną oraz sposób leczenia Jerzego Ziobry.

19 marca 2007

Do prokuratury trafia opinia biegłych. Według specjalistów z zakładu medycyny sądowej lekarze ze szpitala uniwersyteckiego nie popełnili żadnych błędów. Jednoznacznie stwierdzili, że leczenie przebiegało poprawnie, a do śmierci pacjenta nie doszło przez zaniedbania. Dlatego w kwietniu 2007 roku prokuratura decyduje o umorzeniu sprawy - pisze "Fakt".

Według śledczych, lekarze i pielęgniarki nie narazili pacjenta, nawet nieumyślnie, na utratę zdrowia i życia, a śmierci pacjenta nie można było zapobiec. Co ciekawe, łódzcy biegli na kilku stronach pomylili imię pacjenta, wpisując "Zbigniew" zamiast "Jerzy". "To świadczy tylko o jednym, ta ekspertyza została przygotowana chyba na kolanie" - dodaje były minister sprawiedliwości.

23 czerwca 2008

Zbigniew Ziobro postanowia na własną rękę zwrócić się do specjalistów po obiektywne opinie. Zdobył w sumie cztery ekspertyzy: dwie z USA, po jednej ze Szwecji i Izraela. Te są druzgocące dla polskich lekarzy. We wszystkich z nich pojawia się jeden zarzut: popełniono mnóstwo błędów.

"Wybór leczenia wielonaczyniowej choroby wieńcowej metodą PCI był niezgodny z ówcześnie obowiązującymi standardami, stanowiąc wykroczenie przeciw zasadom medycyny opartej na dowodach naukowych" - czytamy w ekspertyzie z uniwersytetu w Uppsali w Szwecji.

Końcowe zdania tego dokumentu nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Tragiczny rezultat postępowania leczniczego w przypadku pacjenta Jerzego Ziobry był konsekwencją powtarzających się błędów w procesie terapeutycznym, poczynając od pierwotnej decyzji w kwestii wyboru optymalnej metody leczenia (pacjent powinien być operowany), poprzez narastające negatywnie efekty kolejnych powikłań doprowadzające do zawału serca, a kończąc na urągającym zasadom bezpieczeństwa pacjenta transporcie do pracowni hemodynamiki".

"W Stanach Zjednoczonych lekarzy przedkładających brawurę kliniczną nad przemyślaną ostrożność nazywamy kowbojami" - czytamy w opinii prof. Freda Leya z uniwersytetu Loyola z Chicago.

24 lipca 2008

Tego dnia krakowski sąd ma zdecydować, czy zażalenie Zbigniewa Ziobry na decyzję prokuratury o umorzeniu śledztwa jest zasadne. "Pochodzę z rodziny lekarskiej, sam miałem być lekarzem. Rozumiem, że błędy się zdarzają. Jednak niedopuszczalne jest, że ukrywane jest to, co doprowadziło do śmierci mojego ojca" - tłumaczy "Faktowi" Zbigniew Ziobro.