W USA trwa oczekiwanie na ogłoszenie zwycięzcy wyborów prezydenckich, w których o reelekcję ubiega się kandydat republikański Donald Trump, a jego przeciwnikiem jest były wiceprezydent, Demokrata Joe Biden. Biden po wygranych w Michigan i Wisconsin ma już zapewnione 257 głosów elektorskich i do wygrania prezydentury potrzebuje ich jeszcze 13.

Reklama

Wiceszef MSZ Marcin Przydacz podkreślał w czwartek na antenie TVN24, że sytuacja w USA "zmienia się jak w kalejdoskopie". - Na ten moment rzeczywiście wydaje się, że w tych wahających się stanach większość głosów uzyskuje Joe Biden - dodał. Jego zdaniem trzeba jednak poczekać do oficjalnego ogłoszenia wyników.

- Jeśli chodzi o nasze podejście - rządu Prawa i Sprawiedliwości czy Polski - będziemy współpracować z każdym prezydentem bez względu na wynik wyborów, dla nas liczą się relacje polsko-amerykańskie - mówił.

Pytany o zachowanie prezydenta Trumpa, który jeszcze przed podliczeniem głosów we wszystkich stanach ogłosił swoje zwycięstwo, Przydacz odparł, że różnice między kandydatami są bardzo niewielkie. Przyznał jednak, że pewnie należałoby oczekiwać od obecnego prezydenta "więcej spokoju".

Reklama

Na pytanie, czy Polska nie opowiedziała się zbyt mocno po stronie jednego kandydata, Przydacz odparł, że nie zgadza się z tą opinią. - Mieliśmy do czynienia z prezydentem USA, który nazywał się Donald Trump, trudno, żebyśmy realizowali relacje międzypaństwowe z administracją inną niż prezydenta Donalda Trumpa - odparł. - Nie podzielam opinii, że stawialiśmy tylko na jednego kandydata, dla nas partnerem był przede wszystkim prezydent Stanów Zjednoczonych i z nim realizowaliśmy relacje międzypaństwowe, tak jak w 2015 r. czy 2016 r. realizowaliśmy je z Barackiem Obamą - powiedział.

Jak podkreślał, w ciągu ostatnich kilku lat w relacjach z USA udało się wiele uzyskać dla Polski. - Tematyka bezpieczeństwa, ale także ruch bezwizowy - to, czego Polska przez 30 lat osiągnąć nie mogła - udało się właśnie z administracją prezydenta Trumpa - wskazał.

W rozmowie padło też pytanie o jedną z kampanijnych wypowiedzi Bidena, który "jednym tchem wymieniał Polskę z Węgrami i Białorusią jako reżimy totalitarne". Przydacz odparł, że w wypowiedzi tej nie było mowy o Polsce jako reżimie totalitarnym. Dodał też, że jeśli Biden zostanie zaprzysiężony na kolejnego prezydenta USA, władze Polski będą starały się tłumaczyć, "jak wygląda rzeczywistość w Polsce". - Zdajemy sobie sprawę, że w natłoku tych wszystkich obowiązków jego postrzegania rzeczywistości w Polsce może nie być do końca pełne - powiedział.