To efekt mniejszej intensywności protestów dotyczących aborcji, ale także mniejszej liczby zachorowań na koronawirusa. W reszcie stawki spadło poparcie Koalicji Obywatelskiej i Polski 2050 Szymona Hołowni. Choć nadal zajmują drugie i trzecie miejsce. Wzrosło poparcie dla Lewicy. Co jest efektem jednoznacznego poparcia przez nią Strajku Kobiet i jego postulatów. Większe poparcie niż poprzednio odnotował także PSL, który znów znalazł się nad progiem. Pod nim, tak jak poprzednio, jest Konfederacja. Badanie pokazuje jeszcze dwie ważne tendencje – wzrosła frekwencja (udział w wyborach zadeklarowało 54 proc., podczas gdy poprzednio było to 46 proc.), a jednocześnie spadła do 11 proc. liczba osób, które nie wiedzą, na kogo głosować.

Reklama

Wykorzystując kalkulator przeliczania poparcia z sondaży na mandaty autorstwa prof. Jarosława Flisa, policzyliśmy, jak wyglądałby Sejm, gdyby wybory odbyły się dziś. Bez względu na to, czy robiliśmy to, uwzględniając głosy niezdecydowanych, czy nie, wyniki były podobne. W obu wariantach PiS miałby ok. 200 głosów, więc byłby o ponad 30 szabel oddalony od możliwości samodzielnego rządzenia. Z kolei w obu przypadkach opozycja centrowo-lewicowa: PSL, KO, Polska 2050 i Lewica miałyby od 258 do 253 głosów. W tym drugim przypadku do Sejmu dostałaby się jeszcze Konfederacja. Ale jej dziewięć głosów nie mogłoby przeważyć szali. Jak widać z wyników sondażu, w takim Sejmie możliwy byłby tylko rząd obecnej opozycji. Podział mandatów wskazuje nawet, że arytmetycznie możliwy byłby rząd KO-Polska 2050 i Lewica bez PSL.

Sondaż pokazuje duże osłabienie PiS i możliwą perspektywę utraty władzy przez to ugrupowanie po wyborach. Z punktu widzenia opozycji sytuacja jest dobra, ale na pewno za wcześnie na dzielenie skóry na niedźwiedziu.

Widać, że o dalszym scenariuszu przesądzą trzy kwestie. Po pierwsze sprawy światopoglądowe, a zwłaszcza to, czy faktycznie dojdzie do zaostrzenia prawa aborcyjnego. Po drugie pakiet unijny, czyli jakie będą zewnętrzne i wewnętrzne konsekwencje rządowego weta do budżetu, a więc także kiedy zostaną uruchomione nowe unijne fundusze. Wreszcie trzecia kwestia to dalszy przebieg epidemii i jej wpływ na ekonomię i miejsca pracy.

Mimo wyraźnie słabszych notowań politycy obozu rządzącego uważają, że sytuacja nie jest tragiczna. – Jesteśmy na etapie, na którym Donald Tusk był dwa razy. Pierwszy raz w 2008 r., gdy jego rząd nie radził sobie początkowo z kryzysem ekono micznym, i drugi raz w związku z wiekiem emerytalnym, z którego już się nie podnieśli, bo mieli na koncie inne grzechy – ocenia nasz rozmówca z rządu.

Już dziś widać co najmniej dwa czynniki, które obecnie stanowią zagrożenie dla notowań partii rządzącej, a w przyszłym roku mogą przyczynić się do ich wzrostu. O ile wszystko pójdzie po myśli PiS.

Pierwszy to skuteczne zwalczenie koronawirusa. Wiele krajów już szykuje się na dystrybucję szczepionek, które być może pozwolą nam wrócić do normalności. Szczegóły tej wielkiej operacji logistycznej minister zdrowia i premier podadzą dziś lub najdalej jutro. Jeśli przedsięwzięcie okaże się sukcesem, pozwoli to wyjść Mateuszowi Morawieckiemu z aktualnego procesu „zużywania się” i przejść do historii jako premier, za którego rządów Polska wyszła z pandemicznej rzeczywistości. To zbyt łakomy kąsek, by rządowi spece od PR-u nie zechcieli spróbować go wykorzystać na potrzeby rządowej propagandy sukcesu podkręconej propagandą TVP. Już wczoraj przedstawiciele rządu, w tym sam Morawiecki, grali kartą pt. „restrykcje odniosły skutek”. – Rządowa Rada Medyczna do spraw COVID-19 przy Prezesie Rady Ministrów i rządowe Centrum Analiz Strategicznych przyjęły właściwe rekomendacje, a rząd w ekspresowym tempie wprowadził je w życie. Odłożone w czasie efekty właściwych decyzji właśnie obserwujemy – obwieścił premier.

Druga kwestia to napływ środków europejskich do Polski z nowej perspektywy unijnej. Rząd, zgłaszając weto do nowego unijnego budżetu, prowadzi bardzo ryzykowną grę negocjacyjną, ale jeśli ostatecznie uda się osiągnąć porozumienie, rząd Mateusza Morawieckiego może sobie jeszcze nabić kilka punktów. Takie porozumienie musi jednak zakładać, że pieniądze dla Polski z jakichś powodów nie okażą się mniejsze niż już zadeklarowane (prawie 160 mld euro w okresie 2021–2027) oraz że Komisja Europejska wykona jakieś ustępstwo w stosunku do Polski i Węgier. Na razie jednak kwota dla Polski stoi pod znakiem zapytania, bo uwzględnia środki z funduszu odbudowy, który może nie objąć naszego kraju w przypadku niedogadania się z UE, na to drugie na razie się nie zanosi. Drugie ryzyko związane z tą kwestią to ewentualny kompromis w Brukseli, który może oznaczać wewnętrzną wojnę na prawicy. Na pewno jednak długofalowo większym ryzykiem dla PiS jest brak funduszy niż spory wewnętrzne. Nie mówiąc, że jest to większym ryzykiem dla Polski. Przeciwny scenariusz oznacza kumulację pozytywnych sygnałów dla gospodarki w przyszłym roku. Pieniądze z funduszu odbudowy razem z nową unijną perspektywą plus szczepionka przybliżająca moment powrotu do normalności i recepta na potężne gospodarcze odbicie. Trzecia kwestia, która będzie dotyczyła potencjału PiS, to sprawy światopoglądowe. Orzeczenie TK w sprawie aborcji spowodowało tąpnięcie notowań dla partii rządzącej, którego pierwszym beneficjentem był Szymon Hołownia, a obecnym – jak pokazuje sondaż – lewica.

Październikowa zła passa minęła - partia rządząca wspina się do góry