Przyłębska została spytana, czy znając siłę protestów, Trybunał Konstytucyjny podjąłby dziś taką samą decyzję w sprawie wyroku dotyczącego aborcji. Dziś obowiązują ta sama konstytucja i ten sam przepis dotyczący ochrony życia. Jeżeli treść wniosku byłaby taka sama, to mogę sądzić – bo zawsze decydują sędziowie, z których każdy ma równy głos – że tak. Była to decyzja wynikająca z prawa, a nie polityki. Podkreślam: jedyne, co liczy się w tym gmachu, niezawisłym od polityki, odpornym na wszelkie presje i naciski, jest Konstytucja RP, wiedza prawnicza i sumienia sędziów – wszystkich sędziów, bo nie jest to Trybunał Julii Przyłębskiej, ale niezależny Trybunał Konstytucyjny składający się z 15 niezawisłych sędziów. I to 15 sędziów wydało wyrok - odpowiedziała.

Reklama

Na uwagę, że mogła zdecydować, że ten wniosek grupy posłów rozpozna skład pięcioosobowy, szefowa TK powiedziała, że wyrok wydał pełny skład, w którym uczestniczyło 13 sędziów, a dwóch nie mogło brać udziału w sprawie z przyczyn obiektywnych, co dopuszcza prawo. Zaskarżono ustawę, która już funkcjonuje w systemie prawnym i zgodnie z przepisami właściwy w sprawie był także skład pięcioosobowy. Prezes Trybunału ma jednak możliwość, by – oceniając charakter wniosku, dostrzegając szczególną wagę sprawy – skierować ją od razu do rozpatrzenia przez pełny skład. Tak właśnie uczyniłam - powiedziała.

Zaznaczyła, że kierowała nią świadomość, że chodzi o temat bardzo wrażliwy dla wielu obywateli. Ataki związane z wnioskiem grupy posłów w sprawie aborcyjnej nie zaczęły się przecież po wyroku. Trwają one od momentu, kiedy pierwszy wniosek w tej sprawie wpłynął do Trybunału. Jednak wtedy demonstrowali przede wszystkim obrońcy życia, którzy – wspominam to ze smutkiem – też nie przebierali w środkach. Porównywano mnie do Hitlera, uważano, że mam krew na rękach, bo w ich ocenie sprawa była rozpoznawana zbyt długo" - powiedziała Przyłębska.

Według niej nad wnioskiem pochyliło się kilkunastu sędziów, którzy czynili to z najlepszą wolą prawidłowego odczytania konstytucji. Już w uzasadnieniu ustnym sędzia sprawozdawca podkreślił, że to nie jest decyzja odnosząca się do światopoglądu, ale rozstrzygnięcie czysto prawnicze. Mamy konkretne przepisy konstytucji o ochronie godności człowieka, ochronie życia i sędziowie musieli odpowiedzieć na pytanie, czy ten konkretny przepis ustawy jest z nią zgodny. To było prawnicze rozstrzygnięcie, a nie działanie wynikające z analizy politologicznej, czy politycznych kalkulacji - podkreśliła.

Według niej biorąc pod uwagę treść konstytucji, TK nie mógł wydać innego wyroku. Na uwagę, że "interpretacja konstytucji, to nie nauki ścisłe i zawsze jest pole do pewnego manewru", prezes TK oceniła, że w tym wypadku jest ono niezwykle wąskie. Mamy jasne przepisy konstytucji, mamy też wieloletnią linię orzeczniczą, w którą wpisuje się ostatni wyrok. Przyznawali to nawet prezesi Andrzej Zoll i Andrzej Rzepliński, których trudno posądzać o sympatię do mnie i obecnego składu Trybunału - powiedziała Przyłębska.

Pytana o termin wyroku, który zapadł w środku pandemii, przy i tak dużym napięciu społecznym, prezes TK oceniła, że "to napięcie trwa od marca, kiedy w Polsce wprowadzono po raz pierwszy ograniczenia związane z epidemią". "Czy to oznacza, że w tym czasie Trybunał powinien zawiesić swoje prace? Nie. Mówienie o jakimkolwiek intencjonalnym wyznaczeniu terminu jest nieporozumieniem. Został on wyznaczony na dzień, w którym można było z czystym sumieniem, z najlepszą wiedzą prawniczą, wyjść na salę rozpraw, podjąć decyzję i ogłosić wyrok - powiedziała. Podkreślała, że dla obrońców życia decyzja zapadła skandalicznie późno, dla zwolenników aborcji – w tempie skandalicznie ekspresowym. Ani jedna, ani druga strona nie ma racji - przekonywała.

Przyłębska poinformowała, że decyzja dotycząca terminu ogłoszenia wyroku zapadła w połowie września i wynikała z kalendarza prac i możliwości Trybunału w czasie stanu pandemicznego. Nie miał nic wspólnego z kalkulacjami politycznymi. W chwili ustalania terminu nikt nie mógł przewidywać ani ograniczeń epidemicznych w dniu ogłaszania wyroku, ani poziomu napięcia społecznego, ani sytuacji politycznej. A gdyby nawet je znał – nie powinien ich brać pod uwagę. Trybunał Konstytucyjny nie jest ciałem politycznym, jest sądem, który pracuje swoim rytmem. Ze zdumieniem słuchałam wypowiedzi socjologów, którzy dowodzili, iż Trybunał rzekomo +przestrzelił+ w ocenie zachowań społecznych po wyroku. Nie mógł +przestrzelić+, bo w ogóle takiej analizy nie dokonywał - podkreślała prezes TK.

Na pytanie o związek terminu wyroku z datą związaną z Janem Pawłem II Przyłębska przekonywała, że to również przypadek.

Na uwagę, że uzasadnienie pisemne powstaje już ponad miesiąc, prezes TK powiedziała, że to jest czas doprecyzowania argumentacji prawniczej i nie jest to ani wolniej, ani szybciej niż zwykle. Na pytanie, czy nie mogła, znając społeczną drażliwość tematu, uznać, że lepiej teraz nie wydawać wyroku w sprawie aborcji, prezes TK odpowiedziała, że nie było takiej możliwości, bo takie analizy w ogóle nie wchodzą w rachubę w czasie naszych prac. Na żadnym etapie nie dostosowujemy naszego orzekania do nastrojów społecznych ani do sytuacji politycznej. Takich rozważań i decyzji w ich wyniku nie ma - dodała. Tak jak wszystkie sądy wydajemy wyroki, gdy odpowiednie procedury są wypełnione i jesteśmy gotowi orzekać. Ani wcześniej, ani później - oświadczyła prezes TK.

Zaprzeczyła, jakoby decyzja dotycząca wyroku została podjęta w obozie Zjednoczonej Prawicy jako element równoważący "piątkę dla zwierząt", stwierdziła, że to są bzdury. Przede wszystkim nie była to decyzja polityczna, lecz prawnicza, nie podjęli jej politycy, ale sędziowie, a termin wynikał z kalendarza prac orzeczniczych. W Trybunale każdy sędzia ma jeden głos. Głos prezesa nie ma żadnej szczególnej wagi, jest równorzędny z głosami pozostałych 14 sędziów. Decydujemy wspólnie, w oddaleniu od życia politycznego, bez oglądania się na naciski, ataki i demonstracje - powiedziała Przyłębska.

Odniosła się także do formy, jaką miały protesty. Nie chcę wchodzić w analizy socjologiczne ani politologiczne, bo nie jest to moją rolą. Ale mogę powiedzieć, że było to faktycznie chwilami przerażające. Ujawniło się potężne napięcie społeczne, nastąpił wybuch, którego nikt się nie spodziewał. Można też stwierdzić, że odsłoniła się przykra prawda o części świata kultury, mediów i nauki - powiedziała Przyłębska.