Jeszcze w Polsce czegoś takiego nie było. Na pogrzeb nie zaprasza się ludzi, tylko na pogrzeb przychodzą ci, którzy przychodzą. Ja jestem dawną koleżanką i to nawet dosyć bliską pana Lityńskiego z czasów bardzo zamierzchłych, bo późnych lat 70 - mówiła Romaszewska po pogrzebie Jana Lityńskiego. Uznała, że jest to "akt antypolski". Żeby nie wpuścić osób, które są reprezentantami najwyższych władz polskich, to jest to coś niesłychanego - stwierdziła. Rektor kościoła tłumaczył jednak, że ograniczenia w liczbie wiernych na mszy wynikały z zasad sanitarnych - rodzina przygotowała tylko listę 31 osób, którym wolno było wejść do środka.

Reklama

Komentarz Komorowskiego

Te słowa ostro ocenił w "Kropce nad i" na antenie TVN24 były prezydent Bronisław Komorowski. Na szczęście nie popsuła atmosfery pogrzebu - powiedział. Myślę, że pani Zofia Romaszewska również odczuła absolutny brak akceptacji dla jej zachowania, dla jej słów ze strony opinii publicznej. W internecie to było widać, została bardzo ostro postawiona do pionu - powiedział. I słusznie. Bo moim zdaniem złamała dobry obyczaj cywilizacji zachodniej, a także dobry obyczaj wynikający z kultury polskiej - że nie sposób w dniu pogrzebu zgłaszać pretensje do rodziny zmarłego. I to o co? Że jest za mało miejsca w kościele - ocenił. Przecież ta ekipa rządząca, do której ona współprzynależy, wprowadziła ograniczenia także co do obecności w kościele. Zresztą słusznie. No więc o co tu się obrażać i robić jeszcze przykrość rodzinie - dodał.

Jego zdaniem, takie zachowanie to przerost absolutnie egotyczny, bo Romaszewska mogła - jak inni - modlić się przed kościołem. Ewentualnie - jak stwierdził - mogła się zgłosić na listę, przygotowaną przez rodzinę, tak jak zrobił to on z żoną. Ale nie może być tak, że pani Zofia Romaszewska przychodzi na pięć minut przed rozpoczęciem mszy i dziwi się, że nie traktują jej w sposób ekstranadzwyczajny, nie wpuszczają na jakichś ekstrazasadach - podsumował

Reklama