Grzegorz Schetyna w programie Tłit WP był pytany o ocenę czwartkowej sejmowej debaty nad przedłużeniem stanu wyjątkowego na wschodniej granicy. Przekonywał, że debata nie powinna wyglądać, tak jak wyglądała.
Tym niemniej, dodał, na temperaturę sporu wpłynęła sprawa imigranckich dzieci, których los jest nieznany i na pytania o które, przedstawiciele rządu nie chcieli odpowiadać.
Tymczasem, mówił Schetyna, sposób traktowania imigranckich dzieci to zawsze będzie symbol, który będzie "obrazem tego, w jaki sposób radzimy sobie z tym problemem w Polsce". - przekonywał.
Schetyna został zapytany, jak by się zachował jako szef MSWiA w obecnej sytuacji i czy wpuściłby do Polski np. matki z dziećmi.
- przekonywał.
- dodał.
Schetyna nie ufa Kamińskiemu
Przyznał, że nie ma zaufania do słów szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego, że wśród imigrantów mogą być osoby podejrzewane o terroryzm.
- powiedział Schetyna.
- dodał.
W czwartek późnym wieczorem za wyrażeniem zgody na przedłużenie stanu wyjątkowego o 60 dni w części województw podlaskiego i lubelskiego, przy granicy z Białorusią - o co wnioskował prezydent Andrzej Duda - zagłosowało 237 posłów, przeciw było 179, od głosu wstrzymało się 31. Podczas debaty szef MSWiA Mariusz Kamiński ujawnił m.in., że w jednym z badanych telefonów zatrzymanych na granicy migrantów znaleziono numer osoby, która wedle baz naszych sojuszników przygotowywała zamach terrorystyczny na terenie UE i jest bojownikiem Państwa Islamskiego. Z kolei w telefonach czterech migrantów znaleziono kolekcję filmów i zdjęć dotyczących pedofilii i zoofilii.
Natomiast liczni przedstawiciele opozycji pytali podczas burzliwej debaty, co się stało z małymi dziećmi, zatrzymanymi przez Straż Graniczną w Michałowie i czy nie zostały wysłane z powrotem do lasu na granicy polsko-białoruskiej. Posłanka Magdalena Filiks (KO) trzymała przed mównicą zdjęcie jednego z dzieci podczas debaty.