Typowa kampania negatywna: burzliwa, z wyciąganiem haków na przeciwnika, atakami personalnymi. Jej poziom był tak niski, że w pewnym momencie przestałem ją
śledzić. Z tego, co było w prasie czy w telewizji, niczego interesującego się nie dowiedziałem, a jedynie to, że do europarlamentu startowało wielu ludzi bez żadnych kwalifikacji,
niemających nic do powiedzenia. Ugrupowania nie miały całościowej wizji polityki europejskiej, były jedynie jakieś cząstkowe propozycje. Często zapominały, że startują do Parlamentu
Europejskiego, gdzie trzeba godzić dobro Polski z dobrem Europy, co nie jest wcale proste, bo wymaga kompromisu.
Złośliwy, obrzydliwy język, sięgający dna. Szukanie dziury w całym za wszelką cenę. Odgrzebywanie zarzutów, które już dawno były stawiane i zostały wyjaśnione. Po tej kampanii mogę
powiedzieć, że wolałbym żyć bez wyborów, jeśli oznaczają one jedynie wyciąganie zła.
Ponoć takie są kampanię za oceanem, gdzie się żrą do żywego i zapewne stamtąd czerpiemy wzorce, ale to przecież nie pasuje do naszej kultury. Nie rozumiem, jak można się przyjaźnić, a
w czasie kampanii stawać się zaciekłymi wrogami. Co to za logika?\
Wystarczy spojrzeć na relacje prezydenta z premierem czy przywódców partii politycznych, którzy patrzą wilkiem na swoich rywali, traktując ich jak wrogów.
I to jest paskudne. To wyraźne odstępstwo od linii Kościoła, szkodzące obrazowi chrześcijaństwa. Takich zachowań nie można aprobować.
Zaskoczył, choć jego tłumaczenie, dlaczego to zrobił, nie było dalekie od prawdy.
Pieniądze zostawmy. Natomiast stwierdzenie, że w Europie wszystko jest ciosane pod jeden schemat, w którym chrześcijaństwo jest nielubiane, spychane na margines, potępia się homofobię, nie
pozwalając wyrazić swoich poglądów, jest faktem. Dlatego rozumiem Wałęsę, który się takim schematom przeciwstawia.
Nie mam takich obaw, bo nurty, o których wspominam, to nie jest działanie Unii jako takiej, tylko unijnych „Rydzyków”. To są odstępstwa od ogólnej idei, którą nie wszyscy
parlamentarzyści europejscy chcą szanować. Tam też są szamani.
To jest wynik sposobu prowadzenia polityki w Polsce. Z jednej strony mamy do czynienia z dziedzictwem PRL, kiedy wszyscy musieli głosować, a dziś nie muszą i często tego nie robią. Jednak niska
frekwencja to przede wszystkim efekt tego, że polityka jest brudna, niesympatyczna, prowadzona obok ludzi. Nic dziwnego, że nikt się nią nie zajmuje.
*bp Tadeusz Pieronek jest przewodniczącym Kościelnej Komisji Konkordatowej, w latach 1993 – 98 był sekretarzem generalnym Konferencji Episkopatu Polski