Mimo apelu kombatantów, aby politycy nie uczestniczyli w obchodach 65. rocznicy Powstania Warszawskiego, udział w uroczystości zapowiedzieli przedstawiciele najwyższych władz z prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele.
- wyjaśnił nam Władysław Stasiak, który wczoraj zastąpił Piotra Kownackiego na stanowisku szefa Kancelarii Prezydenta.
Powstańcy nie chcieli polityków przed pomnikiem Gloria Victis, gdyż w ubiegłym roku doszło tam do politycznego wiecu. Stasiak odniósł się też do zarzutów prof. Władysława Bartoszewskiego o wykorzystywanie powstania przez PiS do partyjnych celów. "Nie wiem po co to podgrzewanie atmosfery i burzenie konsensusu. Obecnie wszyscy są zgodni, że te obchody powinny być godne, i w tej chwili nie ma żadnego sporu co do ich przebiegu" - mówi Stasiak.
- prosił prezes Związku Powstańców Warszawskich Zbigniew Ścibor-Rylski. W rozmowie z DZIENNIKIEM wyjaśniał, że chodzi o to, aby nie powtórzyła się ubiegłoroczna sytuacja, gdy składaniu wieńców pod pomnikiem Gloria Victis (Chwała Zwyciężonym) towarzyszyły brawa dla polityków PiS, a gwizdy i buczenie dla tych z PO.
>>>Prezydent uważa się za bohatera Powstania
Do tego BOR postawił barierki ochronne. - żali się nam inny powstaniec, prof. Wiesław Chrzanowski, dziś w komitecie honorowym obchodów.
Jak takim sytuacjom zapobiec? Początkowo przedstawiciele organizacji kombatanckich sugerowali, aby politycy w ogóle nie pojawili się pod pomnikiem, jednak ten pomysł nie znalazł zrozumienia. W tej sytuacji władze Warszawy, które organizują obchody, postanowiły otoczyć barierkami sektor dla VIP-ów, a nie miejsce dla powstańców, aby nie ograniczać im swobody poruszania.
"Chcemy ten sektor maksymalnie ograniczyć, a będzie to możliwe, bo przybędzie znacznie mniej polityków niż w ubiegłym roku" - wyjaśnia nam Jarosław Jóźwiak, wicedyrektor gabinetu prezydent stolicy. Dodaje, że zrezygnowali z ciężkich metalowych barierek na rzecz lekkich ze sznura. Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz poinformowała, że jako pierwszy wieniec pod pomnikiem w imieniu narodu złoży prezydent Kaczyński, a potem inni przedstawiciele władz państwowych.
"Taki przebieg uroczystości daje szanse, że nie dojdzie do ich upolitycznienia" - mówi z nadzieją prezes Ścibior-Rylski. Choć sam przyznaje, że jeśli ktoś przyjedzie na cmentarz czy w inne miejsce, aby buczeć czy gwizdać, to nie ma na to rady. - mówi. A prof. Chrzanowski dodaje: "Składaniu hołdu poległym nie powinny towarzyszyć manifestacje polityczne, to niewłaściwe".
Do apelu powstańców o godne obchody rocznicy przyłączył się Donald Tusk. - stwierdził premier.
Tymczasem jeden z wygwizdanych rok temu, uczestnik powstania prof. Władysław Bartoszewski, w "Gazecie Wyborczej" zarzucił posłom PiS tworzącym muzeum Powstania Warszawskiego, że zrobili tam "przyczółek polityczny" dla swojej partii. Dyrektor placówki, poseł PiS Jan Ołdakowski nie chce wchodzić w spór z Bartoszewskim. - mówi DZIENNIKOWI.
Prof. Chrzanowski zwraca uwagę, że sfinalizowanie Muzeum Powstania było największym osiągnięciem Lecha Kaczyńskiego, gdy był prezydentem Warszawy, więc trudno się dziwić, że wykorzystuje to jako sukces. - ocenia.